• facebook
  • rss
  • Pustelnia jest... pusta

    Grażyna Starzak

    |

    Gość Krakowski 22/2012

    dodane 31.05.2012 00:00

    Ksiądz Piotr Natanek, duszpasterz, który ogłosił, że będzie walczył o intronizację Jezusa Chrystusa na króla Polski, nie jest już gwiazdą mediów. Mieszkańcy Grzechyni odetchnęli.


    Jeszcze jesienią ub. roku jego „Pustelnia Niepokalanów” przeżywała prawdziwy najazd dziennikarzy. Dzisiaj w ośrodku można spotkać głównie rodzinę ks. Natanka i niewielką grupkę wiernych mu „rycerzy”. Nawet gapiów jest zdecydowanie mniej niż kilka miesięcy temu. Wąską i krętą drogą wreszcie można przejść przez wieś bez obawy o potrącenie.


    Myśleliśmy, że to oaza

    
Grzechynia to licząca ok. 2,6 tys. mieszkańców wieś w Beskidzie Niskim. Malowniczo położona. W tej okolicy swoje dacze pobudowała spora grupa mieszkańców Krakowa. Pani Iwona, pracownik krakowskiej uczelni, od lat ma domek w pobliżu pustelni ks. Natanka. Mówi, że budując tutaj swoje letnie ustronie, nie znali nazwiska tego duchownego. Myśleli, że „pustelnia” to zwyczajny, katolicki ośrodek oazowy. Taki, jakich wiele w Beskidach.
– Raz, z ciekawości, poszliśmy do tamtejszej kaplicy na Mszę św. Nic niezwykłego się nie działo.

    Pamiętam tylko, że kazanie było przydługie i trochę dziwne w treści. Kapłan często mówił o Lucyferze, masonach w Kościele. Rzadko nawiązywał do Ewangelii – wspomina pani Iwona. – Po wypowiedziach tego księdza na temat Mahometa, że „razem z biskupem Życińskim jest przykuty żelaznym łańcuchem w piekle”, byliśmy na niego wściekli. Baliśmy się, żeby nie wytropili naszej wsi jacyś islamscy terroryści. Teraz mamy wreszcie spokój. W pustelni nawet w niedziele jest pusto.
Kazimiera Moćko, sołtys Grzechyni, nigdy nie obawiała się islamistów. Bardziej martwiło ją to, że krętą, pełną niebezpiecznych zakrętów drogą przez wieś trudno było spokojnie przejść, bo taki był ruch. Wiele samochodów miało zagraniczne rejestracje.
– Teraz ruch jest niewielki. Nawet w święto 3 Maja na drodze prowadzącej do pustelni aut było mało.
Tadeusz Moćko, mąż sołtys Grzechyni, słyszał, że ks. Natanek niedawno chrzcił dziecko jednemu z mieszkańców wsi. Dziwi się, bo uważa, że jego krajan zrobił krzywdę maleństwu. – Przecież wszyscy wiedzą, że ten chrzest jest nieważny – mówi pan Tadeusz.


    Dwa najazdy

    
Mieszkańcy wsi chodzą na Msze św. do kościoła w Makowie. Albo do grzechyńskiej kaplicy. Księdza Natanka nie widują. Starsi wiekiem pamiętają jego święcenia kapłańskie w 1985 r. Potem ks. Natanek przez 22 lata mieszkał w krakowskiej parafii św. Antoniego w Bronowicach Małych. W wolnym czasie jeździł do Grzechyni, do rodziców. Na gruntach kupowanych od sąsiadów budowali razem ośrodek w lesie na wzgórzu. Ze względu na położenie, nazwano go „pustelnią”. Oficjalnie nazwa ośrodka brzmi: „Gospodarstwo agroturystyczne Anastazji i Antoniego Natanków” (rodziców ks. Piotra). Z czasem stał się on prywatnym centrum rekolekcyjnym duchownego. Ze względu na malownicze położenie i atrakcyjną zabudowę – ośrodek to kilka drewnianych budynków w formie średniowiecznych baszt – „Pustelnia Niepokalanów” cieszyła się sporym zainteresowaniem.
Ośrodek, ale przede wszystkim jego gospodarz – ks. Piotr Natanek – stał się sławny dwa lata temu, gdy ogłosił, że będzie walczył o intronizację Jezusa Chrystusa na króla Polski. Grzechynia przeżyła wówczas pierwszy najazd dziennikarzy. Po raz drugi ksiądz trafił na łamy gazet po tym, jak krakowska kuria zabroniła mu prowadzenia działalności duszpasterskiej, a on się nie podporządkował. W ub. roku niemal wszystkie gazety i stacje telewizyjne pisały, a także pokazywały pustelnię i ks. Natanka pomstującego na dziennikarzy. Brama ośrodka została zamknięta. Wpuszczano tam tylko uczestników rekolekcji, którzy mieli specjalne przepustki. Porządku przy bramie pilnował ojciec ks. Natanka. Przed nią, zwłaszcza w miesiącach letnich, niemal codziennie stał tłum gapiów. Zjeżdżali z różnych stron Polski. Na parkingu obok pustelni brakowało miejsc. W soboty i niedziele samochody stały wzdłuż drogi. Zaciekawieni tym, co się dzieje w środku, ludzie wchodzili na drzewa, żeby zrobić zdjęcie.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół