• facebook
  • rss
  • Monika wącha jedwab

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 28/2012

    dodane 12.07.2012 00:00

    Popularyzacja nauki. Ładna, zgrabna dziewczyna w granatowej bluzce i jasnych spodniach pręży się niczym puma i wypala: „Czas przemija cały czas!”.

    A potem z żywą gestykulacją Teresy Budzisz- -Krzyżanowskiej, recytującej monolog Hamleta, mówi dalej: „Wszystko, co nas otacza, chociaż wydaje się na pozór stabilne i trwałe, drąży nieprzerwany mechanizm, który prowadzi do całkowitego rozpadu”. Przedstawia kasandryczną wizję zniknięcia danych z nośników elektronicznych. Ratunek widzi w... papierze. Wymachuje taśmami, płytami, łańcuchem z papieru. Krakowska doktorantka została uznana za najlepszą popularyzatorkę nauki w świecie. Zachwyciła publiczność swoją prezentacją.

    Naukowi showmeni

    Trzy minuty i już po wszystkim. „A amfiteatr oszalał” – jak u Sienkiewicza. Najpierw w trakcie polskiego finału konkursu FameLab, który wygrała, potem zaś w letnim finale międzynarodowym w angielskim Cheltenham. Przyznano jej tam miejsce drugie, ale publiczność przez swoją nagrodę uznała, że to ona była najlepsza. – Ogromnie się cieszę z wyróżnienia, jakie mnie tu spotkało, ale jeszcze większą radość sprawiła mi sama możliwość wzięcia udziału w konkursie, który świetnie pokazuje ludziom, jak fascynująca potrafi być nauka – mówi chemiczka Monika Koperska, doktorantka z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Moja prezentacja dotyczyła papieru, który w epoce komputerów paradoksalnie może okazać się najlepszym dziś, bo najtrwalszym z produkowanych na skalę przemysłową nośnikiem informacji. Zapis cyfrowy ulega stopniowemu niszczeniu i już po kilku latach możemy nie odczytać danych z dysku CD, a po kilkunastu – z dysku naszego komputera. Książka wydrukowana na dobrym papierze przetrwa 300–400 lat. Dziś obserwujemy dłuższą jeszcze trwałość średniowiecznego papieru, czyli tego produkowanego z włókien konopnych czy lnianych. Nie bez znaczenia jest fakt, że do odczytu informacji utrwalonej drukiem nie potrzebujemy jakiejkolwiek technologii, poza tą, w którą wyposażyła nas ewolucja – oka, dłoni i mózgu. Papier nie jest, oczywiście, najtrwalszym materiałem znanym człowiekowi. Wielokrotnie trwalszy jest choćby kamień czy diament. Pragnę zwrócić uwagę na to, aby zamiast myśleć tylko o pojemności nośników, wziąć pod uwagę także ich trwałość i łatwość odczytu. A ponieważ każdy nośnik w końcu się rozpadnie, może w przyszłości powinniśmy zapisywać na takich, które same będą się naprawiać, a najlepiej samopowielać wraz z zapisaną informacją. Skojarzenia z samoreplikującymi się cząsteczkami DNA są jak najbardziej na miejscu – śmieje się. Podziwiam wszystkich finalistów, których miałam okazję poznać. To nie tylko niesamowici badacze, ale też wspaniali młodzi ludzie, którzy z wielkim oddaniem realizują swoją naukową pasję dla dobra nas wszystkich. Z wynalazków nauki korzysta przecież cała ludzkość – tłumaczy. Konkurs wymyślił 7 lat temu brytyjski prezenter telewizyjny Malcolm Love. Ma być w założeniu naukowym odpowiednikiem konkursów młodych talentów, medialnym show. Nie śpiewa się tu więc, nie fika tanecznie nogami, ale pasjonująco i zwięźle opowiada o osiągnięciach nauki. Choć – jak pokazuje przykład Moniki – nieco uroku osobistego też się przydaje. Polska wersja konkursu FameLab została w bieżącym roku zorganizowana po raz pierwszy, przez Centrum Nauki Kopernik. Monika zgłosiła tam swój filmik prezentacyjny „Co widzimy, kiedy patrzymy”. Widzowie wiele nie widzieli poza jaskrawoczerwoną bluzką prezenterki, upstrzoną wielobarwnymi owocami, bo filmik był nagrany amatorską kamerką. – Przed jego nagrywaniem (w mojej sypialni) wbiegłam szybko do Galerii Krakowskiej, szukając bluzki, która miałaby na sobie jak najwięcej kolorów. Panie sprzedające patrzyły na mnie nieco dziwnie – śmieje się młoda chemiczka. Jej prezentacja była jednak przekonywająca, skoro znalazła się wśród 25 osób wybranych do półfinału spośród 81 zgłoszonych. – Opowiadałam w niej między innymi o tym, czemu widzimy w zakresie fal światła widzialnego, a nie na przykład podczerwonego czy mikrofalowego. Odpowiedź tkwi w tym, że nasze oko zbudowane jest w większości z wody. Woda pochłania część fal, jak te z zakresu podczerwieni i mikrofali. To, co dociera do dna naszego oka, to fale z zakresu ultrafioletowego i widzialnego – wyjaśnia. – Proszę sobie tylko spróbować wyobrazić, jak wyglądałby świat w szerszym zakresie fal, gdyby nasze oko było zupełnie inaczej skonstruowane.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół