• facebook
  • rss
  • Niezmordowany Gzymsik

    Dariusz Domański

    |

    Gość Krakowski 28/2012

    dodane 12.07.2012 00:00

    – Będziesz aktorem dramatycznym – mówiła mu sławna aktorka Maria Dulęba. – Nie! Będziesz komikiem – twierdził z kolei reżyser Janusz Warnecki. Dziś, po 70 latach jego kontaktów ze sceną możemy śmiało powiedzieć, że to i wspaniały tragik, i wielki komik.

    Miłość do teatru zapewne odziedziczył po ojcu, który był nie tylko oficerem, ale i miłośnikiem Melpomeny. Urodził się w 1924 r. w Krakowie i zapewne jako chłopiec oglądał wiele przedstawień w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Na pewno nie zdawał sobie wtedy sprawy z tego, że będzie kiedyś jednym z protagonistów tej sceny. Mógł oglądać spektakle w teatrze szkolnym Osterwy, z którym to po wojnie zetknął się w studiu Starego Teatru. A wszystko zaczęło się w czerwcu 1942 roku. Okupacja, teatr podziemny Adama Mularczyka i w tym teatrze 18-letni Marian Cebulski. Tu poznał wielu wspaniałych ludzi sceny, tu zaczęła się jego przyjaźń z Wiktorem Sadeckim (o którym to aktorze zawsze pamięta). Mogę coś o tym powiedzieć, bo właśnie Cebulski napisał – na moją prośbę – wspomnienie o Wiktorze do jubileuszowego tomu o Starym Teatrze. Po krótkim epizodzie w konspiracyjnym teatrze, po występach w teatrach krakowskich (m.in. na scenie TUR), Marian Cebulski związał swoje życie zawodowe od roku 1947 z Teatrem im. Juliusza Słowackiego. Tu świętował wszystkie swoje jubileusze, tu pracował z największymi reżyserami i aktorami. Jeszcze przed wstąpieniem do teatru przy pl. Świętego Ducha mógł obserwować grę samego Karola Adwentowicza, którego dziś już mało kto pamięta. Cebulski stworzył na deskach tej sceny niezapomniane postacie. Trudno wymienić wszystkie, ale na pewno jedną z największych była rola Horodniczego w „Rewizorze” Gogola. Pracował z Bronisławem Dąbrowskim, Władysławem Krzemińskim, studiował z Tadeuszem Łomnickim, Haliną Mikołajską, ludźmi, którzy – podobnie, jak on – tworzą dziś historię polskiego teatru dramatycznego. Marian Cebulski to taka postać, bez której nie można sobie wyobrazić Krakowa. Kiedyś mówiono tak o Zofii Jaroszewskiej czy właśnie Bronisławie Dąbrowskim. Ale wydaje mi się, że Kraków bez Cebulskiego i Sadeckiego, bez tej pary krowoderskich Gzymsików z „Romansu z wodewilu” nie byłby tym samym miastem. Ta para to jeden ze znaków firmowych Krakowa, jego sztuki, teatru, kabaretu. À propos kabaretu. Pamiętam Mariana Cebulskiego w „Jamie Michalika”. Był tam filarem, obok Wiktora Sadeckiego i Juliana Jabczyńskiego. W moim domu rodzinnym nieraz o nim słyszałem. Mój ojciec był zawodnikiem Klubu Sportowego Cracovia i zaraz po wojnie w roku 1945 poznał Cebulskiego. Potem, kiedy ojciec mój prowadził słynną „Gospodę Aktorów”, widywałem u nas w domu wielu aktorów krakowskich, w tym i Mariana Cebulskiego. Kiedy przygotowywałem specjalny dodatek „Czasu Krakowskiego” z okazji 100-lecia Teatru Słowackiego, przypominałem to znakomitemu artyście, który zawsze z sympatią, przy każdej okazji, wspominał dawne sukcesy piłkarzy Cracovii. Warto także zauważyć, pochylając się nad bogatą biografią teatralną Cebulskiego, że i krytyka teatralna, i wymagająca krakowska publiczność zawsze nagradzały aktora Złotymi Maskami i nie tylko. Marian Cebulski – kiedyś uczeń mistrzów, dziś już mistrz dla wielu aktorów. Zza kurtyny Siemiradzkiego uśmiecha się i wspomina dawny teatr, który – choć już odszedł – to jednak wciąż żyje we wspomnieniach i książkach i może być przykładem dla współczesnych twórców. Oni powinni czerpać z tych wartości, które w teatrze reprezentował i nadal reprezentuje Marian Cebulski. Marian Cebulski jest zawsze uśmiechnięty do ludzi, do widza, któremu tak wiernie służy od 70 lat. Kiedyś powiedział o Wiktorze Sadeckim słowa pasujące do niego samego: „Intuicjonista w sztuce, romantyk, trochę i sybaryta w życiu też”. I o Cebulskim można powiedzieć, że to ktoś zarazem wielkopański i zwyczajny. Miarą jego zwyczajności jest to, że swojego jubileuszu 70-lecia obecności na scenie nie wyzyskał do hucznych fet, ale po prostu do... grania. Niezmordowany, wciela się wciąż w role Stiepana w „Ożenku” Gogola i Starego Wiarusa w „Warszawiance” Wyspiańskiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół