• facebook
  • rss
  • Ulotka ratunkowa

    dodane 19.07.2012 00:00

    III Rajd dla Życia. Jechali z północy na południe i z południowego zachodu na północny wschód, tworząc na mapie Polski rowerowy krzyż św. Andrzeja. Pokonali 962 i 952 km. Na końcu zawitali do Krakowa.

    Pomysł na rajd narodził się w 2010 r. Wtedy jego uczestnicy wyruszyli z Międzyrzecza i – jadąc przez miejscowości związane z kultem pierwszych męczenników polskich – dotarli do Giżycka. W ubiegłym roku krzyżem przez Polskę kaesemowicze na rowerach jechali z Zakopanego na Hel i z Giżycka do Międzyrzecza. W tym roku pierwsza grupa uczestników III Rajdu dla Życia, czyli młodzieży należącej do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży ze wszystkich diecezji w Polsce (wraz z księżmi – opiekunami duchowymi, pielęgniarkami i zapleczem technicznym w samochodach oraz w towarzystwie relikwii swojej patronki – bł. Karoliny), wyruszyła 3 lipca z Krzeszowa, druga – 5 lipca ze Szczecina.

    Wszystko po to, by szlakiem maryjnych san- ktuariów 14 lipca dotrzeć do Suwałk oraz do stolicy Małopolski. Tu swoje rowery skierowali od razu do bazyliki Mariackiej. – Jestem bardzo wdzięczny Bogu za to, że pomagał nam w drodze, że udało się dotrzeć do celu, choć było ciężko. Gdyby ten rajd polegał tylko na zwiedzaniu kolejnych miast, pewnie bym nie pojechał. Idea obrony życia dzieci nienarodzonych i duchowej adopcji dziecka poczętego jest mi jednak bardzo bliska i dlatego zdecydowałem się przejechać kraj na rowerze. Przez to wyprawa miała charakter misyjny i pokutny – mówił podczas krakowskiej konferencji prasowej Wojtek Biś z warszawskiego KSM. – Jadąc, ofiarowywaliśmy Bogu nasz trud, zmęczenie, walkę z samym sobą i cierpienie, modląc się w intencji dzieci zagrożonych aborcją, kobiet, które jej dokonały, i tych, które o aborcji myślą, by dały szansę na życie swojemu dziecku. Powierzaliśmy też Panu losy toczącej się właśnie debaty o in vitro – dodaje Kasia Drzewiecka z poznańskiego KSM. Podczas trasy młodzież rozdaje też materiały pro life. – Niektórzy na ulotki reagowali niechęcią i obojętnością, ale nie brakowało też zrozumienia, serdeczności i świadectw. Spotkaliśmy np. mężczyznę modlącego się za swoją żonę, która chciała dokonać aborcji. Ostatecznie zdecydowała się urodzić dziecko – opowiada Wojtek Biś.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół