• facebook
  • rss
  • U albinosów w Limpopo

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 29/2012

    dodane 19.07.2012 00:00

    – Nie chcieliśmy przeżyć życia tak zwyczajnie, chodzić do pracy i nic więcej – mówi Tobiasz Lemański. – Chcieliśmy zrobić coś dobrego – dodaje. W październiku razem z żoną wyjeżdża na dwa lata do Afryki, by pomagać w szkole dla niewidomych i niedowidzących.

    Otym, gdzie dokładnie pojadą, dowiedzieli się kilkanaście dni temu. – Przygotowywaliśmy się do tego dość długo, ale do niedawna nie było wiadomo, gdzie wylądujemy, nawet na jakim kontynencie – opowiada Tobiasz. – Teraz musimy szybko nauczyć się języka północnego sotho – dodaje jego żona Adela. Nie jest to proste, bo brakuje materiałów. Organizacja Fidesco, która wspiera wyjazd małżonków, zaproponowała Republikę Południowej Afryki. Zgodzili się.

    Przez dwa lata będą pomagali polskim siostrom ze Zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża. Prowadzona przez zakonnice szkoła znajduje się w północnej prowincji RPA – Limpopo, w położonej w buszu miejscowości Siloe. Uczy się w niej kilkaset dzieci. Część z nich to albinosi, najbardziej zagrożeni ślepotą, ze względu na brak odpowiedniego poziomu pigmentu, który chroni przed słońcem także nerw wzroku. Tobiasz z wykształcenia jest biotechnologiem, pracuje jako analityk farmakoekonomiczny. Adela kończy studia kulturoznawcze, pracuje w firmie eksportującej meble. Zostawiają wszystko – rodzinę, znajomych, pracę, mieszkanie. Jak sami mówią, odwagi dodaje im to, że do Krakowa również przyjechali – on z Wrocławia, ona z Poznania – nie mając nic. Szybko udało się im znaleźć pracę, mieszkanie. – Nie boimy się, że po powrocie znów będziemy musieli układać sobie życie od nowa. Skoro wtedy się udało, uda się za dwa lata – zapewnia Tobiasz. Choć w Afryce nie będą pracować w swoich zawodach, wierzą, że rozmowy z ludźmi, których poznają, i trudności, z którymi się zmierzą, będą cennym doświadczeniem. – Wszyscy, którzy wrócili z takich wyjazdów, mówią, że więcej otrzymali niż dali – przekonuje Tobiasz. – My już wiemy, że z nami będzie tak samo. Czego się obawiają? Zetknięcia z silnym przywiązaniem do magii, rasizmu wobec białych. – Wiemy, że w niektórych miejscach tak jest, ale być może z niczym podobnym się nie spotkamy – mówi Tobiasz. – Wszystkiego dowiemy się na miejscu – uzupełnia Adela. – Teraz najważniejsze jest, żebyśmy się dobrze przygotowali. Musimy załatwić wizy i szczepienia, a czasu jest niewiele. Organizacja Fidesco, która umożliwia im wyjazd na misje, od 31 lat zajmuje się rekrutowaniem, szkoleniem i wysyłaniem wolontariuszy w różne zakątki świata. Umożliwia także śledzenie ich losów – co trzy miesiące przesyła osobom, które wspierają organizację, ilustrowany raport wybranego wolontariusza. Takie „meldunki” będą od października przygotowywali również Adela i Tobiasz. Dokładne informacje o możliwości otrzymywania sprawozdań wolontariuszy można znaleźć na stronie internetowej Fidesco: www.fidesco-internatio- nal.org/pl, w zakładce „Wesprzyj nas!”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół