• facebook
  • rss
  • Nowe zasady, stary problem

    dodane 02.08.2012 00:00

    Zmiana sposobu gospodarowania śmieciami najczęściej odwołuje się do słowa „rewolucja”, a ostatnio także do określenia „bunt”. Ludzie w Małopolsce obawiają się, że słowo „zmiana” będzie w rzeczywistości przekładało się na termin „podwyżka”.

    Problem jest trudny i konfliktowy, więc zrzucono go – jak w wielu podobnych sytuacjach – na barki gmin. Dotychczasowe zasady, zdaniem twórców nowelizacji Ustawy o utrzymaniu czystości i porządku, nie sprawdziły się. Do tej pory bowiem to gmina ustalała zasady wywozu śmieci, odbioru odpadów segregowanych, wielkogabarytowych (np. mebli), elektrośmieci czy leków, a mieszkaniec miał się do nich stosować. Obowiązek zawarcia umowy z firmą odbierającą odpady komunalne spoczywał na właścicielu posesji.

    Nikogo więc nie dziwiło, że na jednej ulicy w mieście czy w jednej wiosce pojawiały się samochody różnych firm specjalizujących się w wywózce śmieci z domów. Kryteria wyboru były różne – to właściciel decydował, czy woli płacić za opróżnienie pojemnika o pojemności 120 czy 240 litrów. Wiedział, że poważnie podchodząc do segregacji odpadów w domu i pieczołowicie dzieląc szkło, plastik i papier, może ograniczyć ilość odpadów niesegregowanych, za które musi więcej płacić. Miał więc za swój trud rekompensatę finansową, ale i świadomość tego, że segregowane odpady mogą być powtórnie wykorzystane. Przykładem efektywnej segregacji odpadów może być gmina Myślenice, która ma własny zakład utylizacji odpadów komunalnych. Podzielone w tym zakładzie szkło, plastik i papier trafiają do firm przerabiających te surowce wtórne na nowe wyroby przemysłowe, a odpady organiczne przetwarzane są na kompost. W zależności od jakości kompost sprzedawany jest do nawożenia ogródków i działek, a słabszy produkt stosowany jest do rekultywacji terenów.

    Do paleniska zamiast na wysypiska

    Jak w każdym systemie, tak i w tym znalazły się luki. Zamiast do kosza, część śmieci trafiała do rzek, lasów albo za płot własnego gospodarstwa, w zimie zaś to, co nadawało się do spalenia, wrzucano do domowych pieców c.o. i kuchni. Nie pomagały apele o niezatruwanie powietrza groźnymi dla zdrowia związkami wytwarzającymi się przy spalaniu plastikowych butelek czy innych opakowań. Z jednej więc strony wiadomo było, że dotychczasowy system likwidacji odpadów komunalnych nie jest bez wad, ale problem tkwił głównie w egzekucji zapisów gminnych regulaminów określających utrzymanie czystości. Z drugiej strony gminy zaczęły dopracowywać się coraz skuteczniejszych sposobów dotarcia do mieszkańców z informacjami o korzyściach wynikających z segregowania śmieci oraz o wpływie stanu środowiska naturalnego na nasze zdrowie. A prawo wyboru firmy wywożącej odpady komunalne sprzyjało konkurencji i wymuszało elastyczność ofert – w zakresie ceny, ale także częstotliwości odbioru śmieci z posesji. O dotychczasowych rozwiązaniach można jednak już mówić w czasie przeszłym, bo chociaż idea poprawy czystości w domach i w przestrzeni publicznej nadal przyświeca znowelizowanej ustawie, w praktyce może ona niebawem przełożyć się na kolejny wzrost cen za usługi. Istotny w domowych budżetach.

    Zapłacą wszyscy

    Zmiana, określana jako „rewolucyjna”, wprowadza przede wszystkim powszechność płacenia za wywóz śmieci, co będzie egzekwowane przez gminę jako wybierającą firmę świadczącą usługi. Opłata za gospodarowanie odpadami komunalnymi będzie więc faktycznie formą podatku ustalaną przez radę gminy. Jego wysokość zależeć będzie przede wszystkim od liczby domowników, ilości zużytej wody albo powierzchni lokalu mieszkalnego. Jakkolwiek spojrzeć, w każdym z tych kryteriów pojawia się trudność w sprawiedliwym ustaleniu stawki opłaty za śmieci. Jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę mieszkańców, zaraz nasuwa się pytanie o to, czy dotyczy to tylko osób zameldowanych, a jeżeli tak, to kto zapłaci za niewykazanych w gronie osób zamieszkałych. Przed takim problemem staną gminy podmiejskie, gdzie w nowo wybudowanych domach mieszka wiele osób niemających formalnego meldunku. Kryterium zużytej wody jest niby łatwe w weryfikacji, tylko jak udowodnić, że ktoś, kto myje się często, wytwarza więcej śmieci w domu? Ostatnie kryterium – wielkości lokalu – uderzy w osoby mające duże domy, szczególnie w osoby samotne.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół