• facebook
  • rss
  • Odpowiednie dać rzeczy słowo...

    ks. Ireneusz Okarmus

    |

    Gość Krakowski 33/2012

    dodane 16.08.2012 00:00

    Rewitalizacja. Tym słowem lubią się posługiwać zwłaszcza urzędnicy różnego szczebla samorządów, szczególnie w kontekście kreślenia planów rozwoju miast i dzielnic. Więc teraz na potęgę wszystko się „rewitalizuje”. A to Nową Hutę, a to rynki powiatowych miast, a nawet poszczególne ulice czy osiedla bloków.

    Tymczasem w literaturze dotyczącej rewitalizacji często przewija się definicja autorstwa prof. Krzysztofa Skalskiego, określająca ten proces jako „kompleksowy program remontów, modernizacji zabudowy i przestrzeni publicznych, rewaloryzacji zabytków na wybranym obszarze, najczęściej dawnej dzielnicy miasta, w powiązaniu z rozwojem gospodarczym i społecznym. Rewitalizacja to połączenie działań technicznych – jak np. remonty – z programami ożywienia gospodarczego i działaniem na rzecz rozwiązania problemów społecznych, występujących na tych obszarach: bezrobocie, przestępczość, brak równowagi demograficznej. Niewłaściwym jest więc mówić o »rewitalizacji« jednego budynku czy placu miejskiego, jeśli te działania dotyczą jedynie modernizacji budynków czy rewaloryzacji zabytków”. Ciężko ożywiać jakąś część miasta, która do tej pory i tak dobrze funkcjonowała. To można powiedzieć np. o rynku w Nowym Targu i Skawinie. Warto jeszcze zauważyć, że samo słowo, odwołujące się do języka łacińskiego, oznacza w dosłownym tłumaczeniu „przywrócenie do życia”, „ożywienie” (łac. re + vita). Bywa jednak, że niektórym ludziom kojarzy się ono raczej z uśmierceniem. Tak na pewno myślą niektórzy mieszkańcy Trzebini, gdzie niedawno ukończono „rewitalizację” miejscowego rynku, w większości za pieniądze unijne. Prace renowacyjne kosztowały ponad 17 mln zł i miały ożywić centrum miasta. Jest tam teraz rzeczywiście pięknie. Pojawiły się nowa kostka brukowa i fontanna. Wszystko to jednak na nic,bo centrum świeci pustkami. Dlaczego? Bo komuś zabrakło wyobraźni. Włodarze miasta postanowili bowiem przed rynkiem postawić znak drogowy zakazujący wjazdu i postoju. Miejscowi sklepikarze biją na alarm. Ich zdaniem, doprowadzi to do uśmiercenia handlu w centrum miasta. Już kilka sklepów zbankrutowało. Ich właściciele na pewno nie powiedzą, że rewitalizacja wyszła im na dobre.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół