• facebook
  • rss
  • Tu Floriańska, tam Grodzka

    Piotr Legutko

    |

    Gość Krakowski 33/2012

    dodane 16.08.2012 00:00

    Osiedle Ruszcza dzieli od centrum Krakowa ponad 20 kilometrów. Tam, przy ulicy Jeziorko, próbują odnaleźć się ludzie, których los i prawo skierowały do bloków socjalnych.

    Pomaga im w tym Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Nie tylko poprzez wypłatę zasiłków. Ruszcza jest jednym z miejsc, gdzie realizowany jest Program Aktywności Lokalnej. Chodzi w nim o to, by ludzi do siebie zbliżyć, pomóc im zamienić przydzielony lokal na osiedlu w dom. Odzyskać chęć do życia i do działania. Zacząć od nowa. Anna Rachwał i Aneta Czurczak od prawie roku pracują przy ul. Jeziorko. Pierwsza jest koordynatorem projektów europejskich, druga – animatorem.

    Opowiadają nam, co w Ruszczy się udało.

    Jak kompleks wczasowy

    Historia tego miejsca jest barwna, a lokatorzy budynków przy ul. Jeziorko 42 zmieniali się wielokrotnie. Najpierw była tu jednostka wojskowa, co łatwo poznać po charakterystycznej „dyslokacji” budynków. Potem teren przejęły Polskie Koleje Państwowe – na mieszkania służbowe dla swoich pracowników. W 2009 roku bloki zostały wyremontowane i przeznaczone na lokale socjalne dla osób wyeksmitowanych, najczęściej ze ścisłego centrum Krakowa. Podczas remontu postarano się zmienić układ pomieszczeń i nadano budynkom estetyczny wygląd. Dziś toną w zieleni i przypominają raczej kompleks wczasowy niż osiedle socjalne. Efekt wzmacniają świeżo zainstalowane huśtawki, stoły do tenisa i stoliki przystosowane do gier planszowych. Dziś przy Jeziorku mieszka ponad 80 osób, w różnym wieku, stanowiących swoisty przekrój społeczny Krakowa. Są dzieci, widać ludzi w sile wieku, seniorów. Przed jednym z domów pani Maria, korzystając z pięknej pogody, czyta gazety. Eksmisja zawsze jest dramatem życiowym i – wbrew pozorom – może dotknąć każdego, na przykład starsze, spokojne osoby, które przed wielu laty zakwaterowano w prywatnej kamienicy. Dziś, po wyroku eksmisyjnym, nie mają się gdzie podziać. Trzeba im pomóc. – Nasi mieszkańcy nawet tutaj ochrzcili różne bloki nazwami ulic, gdzie spędzili całe dotychczasowe życie. O, tu jest Floriańska, a tam Grodzka – pokazuje Anna Rachwał.

    Lody przełamane

    Żadna decyzja o lokalizacji mieszkań socjalnych nie jest przyjmowana z entuzjazmem przez sąsiadów. Skojarzenia są jednoznaczne – przyjdzie tu patologia. Praktycznie w każdym miejscu, gdzie miasto wskazywało lokalizację, powstawały komitety protestacyjne. Nie inaczej było w Ruszczy. – Dlaczego właśnie tutaj!? – oburzali się mieszkańcy. – Z jednej strony bliskość więzienia, z drugiej fatalna komunikacja, a teraz jeszcze ludzie z wyrokami eksmisyjnymi – załamywali ręce. Dlatego celem Programu Aktywności Lokalnej „Razem zmieniamy” od początku była nie tylko poprawa jakości życia mieszkańców bloków, ale też integracja ze społecznością lokalną. – Po roku można śmiało powiedzieć, że przełamano pierwsze lody – mówi Aneta Czurczak. Zniknęli ochroniarze, a w ich miejsce pojawili się wolontariusze organizujący kursy języka włoskiego i zajęcia plastyczne, wysłuchujący problemów, szukający ich rozwiązań. Ale najważniejsze, że osiedle otwarto dla wszystkich, którzy tu zaglądają. Spośród „tutejszych” pierwsi pojawili się młodzi, skuszeni siłownią. Niewielką, ale jedyną w promieniu 10 kilometrów. I w dodatku z profesjonalną opieką jednego z lokatorów osiedla, byłego sztangisty!

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół