• facebook
  • rss
  • Czas chowania pistoletów?

    Piotr Legutko

    |

    Gość Krakowski 40/2012

    dodane 04.10.2012 00:00

    O nowej ewangelizacji Krakowa, rozdawaniu wody i modlitwie przez 6 dni i 6 nocy z bp. Grzegorzem Rysiem rozmawia Piotr Legutko.

    Piotr Legutko: Kampanie pod hasłem „Bliżej, Mocniej, Więcej” oraz „Jestem” robi wrażenie. Są billboardy, ulotki, naklejki… Trudno jej nie zauważyć.

    Bp Grzegorz Ryś: – Robimy, co się da. Nawet wodę rozdajemy na ulicach. Korzystamy z wszystkich skutecznych sposobów docierania do człowieka. Ale tak naprawdę liczymy na coś jeszcze. Na zaproszenie od osoby do osoby. I to nieprzypadkowej.

    Liczymy, że ci, którzy są w Kościele, zaproszą swoich przyjaciół, członków rodzin, o których wiedzą, że im do kościoła nie po drodze. Rachunki są dość proste. Jeśli w Krakowie jest 1500 studentów w duszpasterstwach akademickich i każdy zaprosiłby po dwóch kolegów, to razem z nimi na stadionie mamy już 4500 osób. A zaproszeń wydrukowaliśmy ponad 600 tysięcy.

    Stadion Cracovii nie jest, oczywiście, ani początkiem, ani końcem nowej ewangelizacji?

    – Początek... Trudno mi powiedzieć, gdzie on jest. Ufamy, że w Duchu Świętym, który inspiruje Kościół w sposób ewidentny, nawołując do nowej ewangelizacji od 50 lat, czyli od soboru. Próbujemy nasłuchiwać tego, co Pan Bóg do Kościoła mówi przez papieży, biskupów, wzbudzając takie, a nie inne charyzmaty. Patrzymy też na to, co robią inni. Kraków nie jest pierwszym miastem, gdzie były realizowane duże projekty ewangelizacyjne.

    Ale ma swoją specyfikę. W Krakowie na początku była... modlitwa.

    – To, co pojawiło się jako pierwsze i od razu w fantastycznych wymiarach, to rzeczywiście posługa diakonii modlitwy. Prawdziwym wydarzeniem stało się „Jerycho”. To jest piękne, że są ludzie, którzy chcą się modlić przez 6 dni i 6 nocy. A tych ludzi jest w dodatku tylu, że przez cały czas było w kościele św. Katarzyny 100, 150 osób. A na Eucharystię w środku tygodnia przychodziło 300. To są wszystko ludzie świeccy, którzy sami prowadzą modlitwę, to jest żywy Kościół. Są razem, cieszą się sobą nawzajem. Czego więcej potrzeba?

    Kiedy pojawiły się pierwsze zapowiedzi BMW, zastanawiano się, czy jesteśmy już przygotowani na takie wydarzenie w Kościele krakowskim.

    – Za rok nie będziemy lepiej przygotowani. W historii zbawienia zawsze tak było. „Idź z tą siłą, którą masz” – mówił w Starym Testamencie Pan Bóg do sędziów, którzy ratowali Izrael z opresji. Ale mamy też inny, zgoła odmienny dylemat. Zastanawiamy się, czy nie jesteśmy zbyt silni, czy potrafimy jeszcze odejść od tych wszystkich autopromocyjnych narzędzi. Dlatego we wspólnotach zajmujących się nową ewangelizacją mówi się wręcz o potrzebie „schowania pistoletów”.

    Co to znaczy w praktyce?

    – To znaczy, że nie patrzymy, gdzie są ci od Alfy, a gdzie od Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży czy noekatechumenatu. Nie liczymy, kto ilu ludzi zebrał, kto jest głośniejszy i kto bardziej przebojowy. Każdy z nas musi być na tyle mały, żeby było czytelne, że chodzi o Jezusa Chrystusa, a nie o te wszystkie szyldy, sztandary, naklejki.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół