• facebook
  • rss
  • Królewskie drewno

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 41/2012

    dodane 11.10.2012 00:00

    Po 10 latach zakończył się proces sądowy między niepołomicką parafią a nadleśnictwem, który miał ustalić, czy nadane w XIV wieku przywileje są nadal aktualne.

    Wakcie erekcyjnym króla Kazimierza Wielkiego z roku 1358 ustanowiona zostaje w Niepołomicach parafia pw. Dziesięciu Tysięcy Męczenników z Góry Ararat. Oprócz wyznaczenia pierwszego proboszcza, którym został ks. Pełka, i nadania gruntów, dokument zawiera szereg przywilejów umożliwiających utrzymanie i rozwój wspólnoty.

    Ustalono m.in. daniny należne od Kopalni Soli w Bochni, obejmujące kwotę pieniężną oraz porcję wosku i łoju, z przeznaczeniem do oświetlania wnętrza kościoła. Własnością proboszcza stała się także karczma. Znalazło się tam również prawo poboru drewna z okolicznych lasów w ilości stosownej do potrzeb parafii. To właśnie ten fragment dokumentu stał się przedmiotem sądowego rozstrzygnięcia kilka tygodni temu.

    Cesarsko-królewska precyzja

    Odczytaniem i przetłumaczeniem, a przede wszystkim analizą dokumentu na tle historii prawa zajmował się powołany przez sąd biegły – prof. Wacław Uruszczak z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przyznaje on, że był to pierwszy taki przypadek w jego karierze. – Trzeba było przede wszystkim ustalić, jaki charakter miało to zobowiązanie – wyjaśnia profesor. Kluczowy okazał się drugi dokument – orzeczenie Komisji Krajowej do odkupu i regulacji ciężarów gruntowych, pochodzący z 1877 roku. Opierając się na patencie cesarskim z roku 1853, który wymagał wykupu lub uregulowania wszelkich praw „pobierania drewna, paszy i produktów leśnych”, komisja ustaliła szczegółowo procedurę przekazywania drewna z lasu dla parafii. To właśnie wtedy określono, że co roku należy przekazać 24 sągi (81 m sześc.) drewna miękkiego i twardego. Podlegające temu obowiązkowi lasy podzielono na trzy obszary, z których każdy musiał przekazać swoją część. Dokument ten zmienił – jak tłumaczy prof. Uruszczak – charakter zobowiązania ze „służebnictwa” na stałą daninę. – Służebność, czy też służebnictwo, polegała na znoszeniu pewnych czynności, wykonywanych przez osobę uprawnioną – tłumaczy historyk prawa. W tym przypadku zarządca lasu musiał tolerować wyrąb prowadzony na zlecenie proboszcza. Późniejsza forma prawna co prawda ograniczała ilość pozyskiwanego przez parafię drewna, ale nakładała obowiązek jego przygotowania i przekazania na administratora lasu. – Danina ukształtowana w 1877 r. z pierwotnego służebnictwa to swego rodzaju tzw. ciężar realny, który nie wygasł ani podczas zaborów, ani w okresie międzywojennym – podsumowuje profesor.

    Nienazwana umowa ustna

    Na tym kończy się historyczna analiza. W wieku XX przywilej wykonywany był aż do lat 50. Potem, przez cały okres PRL, przekazywania drewna zaprzestano. Powrócono do tego w 1990 roku, by w roku 2002 ponownie zrezygnować. Wtedy rozpoczął się proces, który miał wyjaśnić, czy przywilej w istocie – jak twierdziła Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Krakowie – uległ przedawnieniu, ponieważ przez 40 lat nie był wykonywany. Sprawa trzy razy trafiała do sądu rejonowego, a potem do sądu okręgowego, który dwukrotnie kierował ją do niższej instancji, a za trzecim razem wydał wyrok. Sąd uznał, że przywilej przedawnił się, gdy nie był wykonywany, ale w 1990 roku został odnowiony. Zawarto wtedy – zdaniem sądu – nienazwaną umowę, którą nadleśnictwo zaraz po ogłoszeniu wyroku rozwiązało. Parafia otrzymała pieniądze za zaległe drewno, które nie było wydawane przez czas trwania procesu, wraz z odsetkami.

    Wojny nie było

    – Szkoda, że tego drewna nie będzie, ale damy sobie jakoś radę – mówi z uśmiechem ks. Stanisław Mika, proboszcz parafii w Niepołomicach. Michał Goś, obecny nadleśniczy, pełni tę funkcję dopiero od kilku dni. Przyznaje, że sprawę zna głównie z doniesień prasowych. Zaznacza jednak, że 162 kubiki drewna to niedużo. – Z punktu widzenia odbiorcy hurtowego, takiego jak na przykład tartak, to wręcz bardzo mało – mówi Michał Goś. Podkreśla, że nadleśnictwu nie zależało na pozbyciu się zobowiązania. – Nie zarządzamy swoją własnością, ale majątkiem Skarbu Państwa, dlatego wszystko musi być transparentne i zgodne z prawem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół