• facebook
  • rss
  • Mag polskiego teatru

    dodane 18.10.2012 00:00

    Jerzy Jarocki, jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów teatralnych, współtwórca świetności Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej, profesor Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, zmarł 11 października, w wieku 83 lat, w Warszawie.

    Zadebiutował w 1957 roku „Balem manekinów” Brunona Jasieńskiego w Teatrze im. Wyspiańskiego w Katowicach. Przygotowywał wielkie spektakle na wielu scenach (nie tylko w Polsce), ale jego nazwisko trwale związane jest z krakowskim Starym Teatrem, w którym zasłynął jako niezrównany inscenizator dzieł światowego i krajowego dramatu współczesnego.

    Zachwycał też widzów Teatrów Narodowego i Dramatycznego w Warszawie. Przez długie lata realizował prapremiery kolejnych sztuk Tadeusza Różewicza („Wyszedł z domu”, „Moja córeczka”, „Stara kobieta wysiaduje”, „Na czworakach”, „Pułapka”), z ogromnymi sukcesami wystawiał sztuki Witkacego („Matka” i „Szewcy”) i Sławomira Mrożka („Tango”, „Rzeźnia”, „Garbus”, „Pieszo”, „Miłość na Krymie”), w annałach polskiego teatru pozostanie „Ślub” Witolda Gombrowicza w jego reżyserii. Niezapomniany był złożony przezeń z fragmentów wielu utworów polskich pisarzy „Sen o Bezgrzesznej”. W orbicie zainteresowań Jarockiego znajdowali się również Eugene O’Neill, Arthur Miller, Friedrich Durrenmatt, Włodzimierz Majakowski (wspaniała „Łaźnia”).

    Jerzy Bukowski:

    – Miałem okazję z bliska obserwować tego wielkiego maga polskiego teatru przy pracy przez kilka lat. Jako 9-letni chłopak dostałem dużą rolę Beniamina w „Wyszedł z domu” (moimi scenicznymi rodzicami byli Ewa Lassek i Marek Walczewski), a potem mniejsze, w „Mojej córeczce” i w „Zmierzchu” Izaaka Babla w Starym Teatrze. Byłem zafascynowany jego precyzją i perfekcyjnym traktowaniem każdego szczegółu przygotowywanego przezeń spektaklu – od gry aktorskiej, poprzez scenografię, tło muzyczne i ustawienie świateł. Widziałem, z jakim respektem i zaufaniem przyjmowali jego polecenia aktorzy, którym sam często sugestywnie pokazywał, w jaki sposób powinni zagrać daną scenę, i od których żądał twórczego, ale całkowitego podporządkowania się jego wizji. Był jednocześnie pozytywistycznie powściągliwy i romantycznie pełen entuzjazmu. „Przedstawienia Jarockiego charakteryzują się realizmem, dogłębną, matematyczną wręcz analizą teksu i wyjątkowo pieczołowitym jego odczytaniem. Jarocki wydobywa uniwersalny aspekt inscenizowanych przez siebie utworów, ściśle komponuje wszystkie elementy spektaklu” – tak napisano o nim na portalu Instytutu Adama Mickiewicza Culture.pl. W latach 60. i 70. ub.w. stanowił – obok Konrada Swinarskiego, Andrzeja Wajdy i Jerzego Grzegorzewskiego – jeden z filarów Starego Teatru, uważanego wówczas za najlepszą scenę w Polsce. Jerzy Jarocki był także surowym, ale uwielbianym przez studentów pedagogiem, rzetelnym tłumaczem, próbował też swoich sił w dramaturgii. W 2007 roku został uhonorowany złotym medalem „Zasłużony kulturze – Gloria Artis”, m.in. „za perfekcyjną naukę kilku pokoleń artystów, za kształcenie publiczności”.

    Dariusz Domański:

    – Jerzego Jarockiego znałem dość dobrze, jako widz jego wielkich spektakli i jako ten, który często rozmawiał z nim na tematy teatralne. Do mojego albumu o Starym Teatrze umieścił Jarocki wspomnienie z realizacji dwóch inscenizacji „Mordu w katedrze” Eliota. Spektakle te wystawił w katedrze św. Jana w Warszawie i w katedrze na Wawelu. W bardzo znamiennym okresie, bo w momencie, kiedy wprowadzono w Polsce stan wojenny. „Śledziłem z najwyższym zainteresowaniem przedziwną interakcję, jaka rozgrywała się między Prymasem prawdziwym i teatralnym. Widziałem sekundowe zawahania Holoubka, kiedy – stojąc na ambonie – spojrzał w oczy siedzącemu na dole prawdziwemu Prymasowi, a miał powiedzieć taki tekst: »Ambicja nadchodzi z tyłu, niezauważona. Grzech rośnie razem z dobrem, którego zdołamy dokonać. Ten, który służy Bogu, większe ryzyko bólu dźwiga i grzechu, niż ten, który jest sługą królów... Prymas prawdziwy niejednokrotnie – wydawało mi się – ulegał sugestii Holoubka i byłem pewien, że w głębi duszy robi rachunek sumienia«” – tak napisał Jerzy Jarocki o dziele scenicznym, które najbardziej zapadło mu w pamięć w tamtym okresie. Trochę to dziwne, że reżyser od Gombrowicza, Mrożka, właśnie Eliota chciał utrwalić na kartach tych wspomnień, dla niego jednak tak ważnych.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół