• facebook
  • rss
  • Z mikrofonem za świętym

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 45/2012

    dodane 08.11.2012 00:00

    – To postać stosunkowo mało znana – przyznaje dr Krzysztof Gurba, jeden z organizatorów pierwszego rajdu. – Nasz wyjazd był odkrywaniem świętego, który okazał się człowiekiem czynu, doskonałym patronem dla ludzi XXI wieku.

    Rajd, w którym wzięli udział studenci dziennikarstwa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, był pierwszym etapem opracowywania szlaku śladami św. Zygmunta Gorazdowskiego. W realizacji projektu brały udział również siostry ze Zgromadzenia św. Józefa, które w 1884 roku założył święty.

    Trasa obejmie miejscowości w Polsce, takie jak Sanok, gdzie się urodził, oraz na Ukrainie, przede wszystkim w okolicach Lwowa, gdzie pracował. – Kolejność nie jest tu istotna, najważniejsze, by trafić w miejsca naznaczone jego obecnością – mówi K. Gurba. – My odwiedziliśmy niemal wszystkie z nich.

    Duszpasterz i opiekun

    Święty Zygmunt Gorazdowski bywa nazywany lwowskim Bratem Albertem. Urodził się w Sanoku w roku 1845. Mimo nieuleczalnej choroby płuc, uciekł z domu i wziął udział w powstaniu styczniowym. Później rozpoczął studia prawnicze, które porzucił, by wstąpić do seminarium. Pracując jako kapłan w ówczesnej Galicji, kierował się maksymą: „Serce przy Bogu, ręce przy pracy”, łącząc troskę duszpasterską z opieką nad ubogimi. Nie tylko przygotowywał materiały edukacyjne: pisał katechizmy, poradniki duchowe, książki, zaczął wydawać katolicką gazetę, ale również zakładał pla- cówki pomocowe: dla sierot, samotnych matek, osób chorych czy kalekich. – Był bardzo dynamiczny, trudno sobie wyobrazić, by w ciągu życia dało się zrobić więcej niż on – mówi K. Gurba. – To doskonały przykład angażowania się równolegle w rozmaite inicjatywy, bez szkody dla żadnej z nich. Na tym polega wieczna młodość – dodaje z uśmiechem. Zygmunt Gorazdowski zmarł w 1920 roku. Jego doczesne szczątki w 2001 roku zostały przeniesione z cmentarza Łyczakowskiego do katedry lwowskiej. Dziś, odwiedzając miejsca związane ze świętym, nie sposób nie widzieć także ogromnego wyzwania. Budynki, w których mieściły się założone przez niego placówki, niszczeją, część z nich już nie istnieje. Wspólnoty parafialne dopiero się odradzają – na Mszach św. bywa po kilkanaście osób.

    Szukanie śladów

    – To był bardzo inspirujący wyjazd, ale nie brakowało silnych emocji – mówi Dawid Kaczmarczyk, student dziennikarstwa i uczestnik rajdu. Podkreśla, że odnalezienie niektórych śladów obecności świętego nie było łatwe. Kaplica cmentarna w Tartakowie, w której mieszkał jako wikary, już nie istnieje. Udało się odnaleźć jedynie drzwi, które prawdopodobnie pocho- dzą właśnie z tej kaplicy. Nie ma też już kościoła w Wojniło- wie, w którym pracował św. Zygmunt. – Dotarliśmy jednak do pewnej pani, która tę świątynię doskonale pamięta – opowiada Dawid. W nagranym wywiadzie wspomina ona dawne czasy, a nawet śpiewa ukraińską pieśń. Ta sama staruszka odnalazła u siebie – być może jedyne istniejące – zdjęcie kościoła, które przekazała siostrom józefitkom.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół