• facebook
  • rss
  • Najważniejszy jest sakrament

    Monika Łącka

    dodane 10.12.2012 20:31

    2,5 roku temu to niezwykłe duszpasterstwo tworzyło zaledwie kilka par, ksiądz, siostra nazaretanka i instruktorka modelu Creightona. Obecnie na comiesięczne Msze św. i dwa razy w roku na rekolekcje przyjeżdża kilkadziesiąt małżeństw; jest też dwóch duszpasterzy, a dzieci wymadla cały krakowski klasztor nazaretanek. Skutecznie!

    W duszpasterstwie małżeństw niepłodnych urodziło się już bowiem kilkoro dzieci, a kilka jest „w drodze”. Co ciekawe, większość mam o tym, że jest w błogosławionym stanie, dowiadywała się krótko po rekolekcjach albo po spotkaniach i modlitwie wstawienniczej. Przypadku w tym na pewno nie ma. Raczej namacalne działanie Bożej Opatrzności.

    Głęboko wierzą w to m.in. Ania i Marek oraz Małgosia i Mateusz, małżeństwa, które podczas zakończonych właśnie Adwentowych Dni Skupienia podzieliły się swoim świadectwem z tymi, którzy wciąż zmagają się z problemem niepłodności.

    Małgosia i Mateusz długo czekali na dziecko, przeszli też długą drogę, zanim na świat przyszła ich upragniona córeczka.

    – Gdy dwa lata po ślubie pomyśleliśmy, że czas powiększyć rodzinę, mieliśmy wszystko zaplanowane. Mieliśmy też solidną wiedzę, bo uczestniczyliśmy w kursie naturalnego planowania rodziny. Myśleliśmy, że wszystko będzie dobrze, a dziecko niedługo się pojawi. Pan Bóg miał jednak dla nas inny plan, który zakończył bardzo dowcipnie, niespodzianką – opowiadają.

    – W organizowanych przez duszpasterstwo rekolekcjach uczestniczyliśmy po raz pierwszy w Wielkim Poście. To był dla nas wyjątkowy czas, więc z radością znów przyjechaliśmy do Krakowa – mówią z kolei Danusia i Jarek. – Tu w końcu poczuliśmy, że ktoś nas rozumie, a łzy wzruszenia pojawiły się, gdy siostry nazaretanki powiedziały, że dzięki małżeństwom zmagającym się z dramatem niepłodności uświadomiły sobie, że pełna rodzina to nie tylko ta, w której są dzieci. Że to także mąż i żona, którzy są bezdzietni, choć dzieci bardzo pragną. No właśnie! Wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy, a gdy zbliża się Boże Narodzenie, to rodzina zasmuca – może nieświadomie – mówiąc, żebyśmy do nich przyszli, „bo co tak będziemy sami w domu siedzieć tylko we dwoje” – mówi Danusia. – W duszpasterstwie i na rekolekcjach zbliżamy się do Boga. Teraz już wiemy, że Bóg nas kocha, a my potrzebujemy Jego miłości, ufamy Mu i wierzymy, że cokolwiek nam życie przyniesie, On nas nie opuści. To nie wszystko. Tu usłyszeliśmy też ważne słowa, że choć dzieci nie mamy, to najważniejsze jest nasze małżeństwo. Sakrament, który mamy pielęgnować, dbając o naszą miłość – dodaje Jarek.

    Krakowskie duszpasterstwo małżeństw niepłodnych powstało w 2010 r. – Chcieliśmy stworzyć miejsce dla małżeństw, które mają problem z płodnością. Wizja chrześcijańskiej rodziny to szczęśliwe małżeństwo z kilkorgiem dzieci. Gdy lata mijają, a dziecka nie widać, pojawia się pierwszy poważny kryzys w małżeństwie. Rodzina i znajomi dodatkowo ranią, gdy np. z okazji świąt życzą potomstwa lub mówią, że najpierw myślimy o karierze, a dziecko odkładamy na później. Wiele osób bagatelizuje też nasz problem. Jesteśmy z mężem wierzący, ale nadzieję dał nam dopiero list biskupów z grudnia 2008 r., w którym w mocny sposób podjęty został m.in. problem niepłodności. To zainspirowało mnie do szukania wsparcia. Efektem poszukiwań było nawiązanie kontaktu z warszawskim duszpasterstwem małżeństw niepłodnych (www.adonai.pl/nieplodnosc), który po kilku miesiącach zaowocował spotkaniem z Izabelą Salatą, jedną z sześciorga wówczas krakowskich instruktorów modelu Creightona, dobrym duchem duszpasterstwa – opowiada Ola, jedna z założycielek duszpasterstwa. W 2010 r., po wielu życiowych zakrętach i morzu łez wypłakanych podczas „rozmów” z Bogiem, dziękowała Mu za cierpienie, bo właśnie odkrywała jego sens. Dziś jest szczęśliwą mamą 1,5-rocznej córeczki.

    Więcej o duszpasterstwie oraz o tym, jaką niespodziankę miał dla małżeństwa Małgosi i Mateusza Bóg (który zaskoczył także Anię i Marka), a także o tym, co w Krakowie odnaleźli Ania i Jan, małżeństwo ze Słowacji, napiszemy w świątecznym numerze krakowskiego „Gościa”. Nie zabraknie wielu poruszających świadectw!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół