• facebook
  • rss
  • Spektakl nieprzerysowany

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 50/2012

    dodane 13.12.2012 00:00

    Marta i Wojtek to młode małżeństwo, które ma wszystko – miłość, dobrą pracę, mieszkanie. Brakuje im tylko dziecka. Gdy się pojawia, nie jest idealne. Jest... „inne”. I czeka na miłość.

    Ona (Magdalena Walach) to wulkan emocji, kobieta, która chce stworzyć „dom otwarty”. On (Marcin Sianko) to niepoprawny optymista, który wulkan próbuje jakoś okiełznać. Początkowo ich życie przypomina projekt, sprzeczają się tylko o wystrój mieszkania. O to, jak poukładać klocki, by wszystkie do siebie pasowały. W projekcie dziecko też jest uwzględnione, ale to właśnie ono burzy plan.

    Od tego momentu widzowie czują, jak przez scenę przechodzi prawdziwy huragan emocji: żal, złość, rozczarowanie, smutek, cierpienie, rozpacz, histeria. Ale nie da się inaczej, gdy wiadomość o wadzie genetycznej dziecka spada na rodziców jak grom z jasnego nieba. Gdy lekarz przekazuje diagnozę (zespół Downa) tak, jakby to była komedia, dobry żart. „Może się urodzi bez rączek, może bez nóżek, a może bez połowy mózgu? A może jednak będzie zdrowe? Na razie nie wiadomo. Ale nie ma się czym przejmować, państwo są jeszcze młodzi... Prawdopodobieństwo jest jak 1 do 10!” – beztrosko śpiewa lekarka (znakomicie zagrana przez Ankę Graczyk), odczytując wyniki badań.

    To się uda!

    – Nic, co w sztuce mówi lekarz, nie jest przerysowane. Ja to usłyszałam przez telefon od medyka, gdy osiem lat temu byłam w ciąży. Niestety, takie sytuacje nadal się zdarzają i trzeba je napiętnować – mówi Magdalena Chaszczyńska, inicjatorka i producent sztuki, prezes Stowarzyszenia „Graal” na rzecz Rozwoju Osobowości Dzieci, które zajmuje się szczególnie dziećmi z zespołem Downa, ich rodzicami, nauczycielami. – Stowarzyszenie powstało, zanim jeszcze na świecie pojawił się mój syn. Bo Michał urodził się z zespołem Downa. Wcześniej szukaliśmy, czym chcemy się zajmować – w planie były np. zajęcia aktorskie i artystyczne dla dzieci. Przyszła matka chrzestna Michała – dr Agnieszka Sojka z Uniwersytetu Jagiellońskiego – próbowała mnie przekonać do zajęć integracyjnych dzieci zdrowych z niepełnosprawnymi, ale wtedy był to jeszcze dla mnie zupełnie obcy temat. Życie samo jednak zdecydowało i narodziny Michała były nowym powiewem w działalności „Graala”, a nowoczesna integracja stała się naszym priorytetem – opowiada M. Chaszczyńska. Pierwsze jej pomysły na tę nowoczesną integrację spotkały się, niestety, z niedowierzaniem i nieco pobłażliwym uśmiechem osób, które mogły pomóc w stworzeniu Centrum Szkoleniowego „Graal”. Również ci, którzy wtedy prowadzili różne ośrodki dla osób niepełnosprawnych, mówili, że to się nie uda, że społeczeństwo na taką integrację nie jest jeszcze gotowe. Prezydent Krakowa przeznaczył nawet na powstanie centrum Fort 52 „Borek”. Po podpisaniu umowy radni mieli podjąć uchwałę o dofinansowaniu instytucji, ale w ostatniej chwili została ona zdjęta z porządku obrad. Choć bez własnego dachu nad głową, pod którym w jednym miejscu mogłyby się odbywać zajęcia dla osób z zespołem Downa, różne warsztaty i szkolenia, „Graal” rozpoczął jednak działalność. I to z sukcesami.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół