• facebook
  • rss
  • Kolędzie mówimy „tak”

    Ks. Ireneusz Okarmus

    |

    Gość Krakowski 06/2013

    dodane 07.02.2013 00:00

    „Ludzie nie chcą już kolędy” – grzmiały niedawno media. Ale czy to prawda?

    Nie ma na to prostej odpowiedzi. Kolęda wygląda bowiem inaczej w parafiach wiejskich, a inaczej na wielkich krakowskich osiedlach. W tych pierwszych prawie wszyscy przyjmują księdza. – U mnie w parafii odwiedzam wszystkich, i tak jest od lat – mówi ks. Roland Hopciaś, od 10 lat proboszcz parafii w Bieńkówce. Podobnie jest w wiejskich parafiach na Podhalu, Spiszu i Orawie.

    – Na poprzedniej parafii, gdzie byłem proboszczem przez 7 lat, wszyscy mnie przyjmowali. W parafii, w której obecnie pracuję, jest nieco gorzej, ale tylko w ok. 10 procentach domów drzwi pozostają zamknięte – mówi ks. Józef Marek, proboszcz w Strumianach, który jeszcze 3 lata temu był proboszczem w Jurgowie. W niektórych podkrakowskich parafiach statystyki są jeszcze bardziej optymistyczne. – W mojej parafii tylko kilkanaście domów na ponad 500 było zamkniętych. Chodząc po kolędzie, spotkałem wielu młodych, wykształconych ludzi, którzy są religijni i czują się związani z Kościołem i parafią, która stanowi jego cząstkę – mówi z radością ks. Jan Przybocki, proboszcz z parafii w Bibicach.

    Specyfika osiedli

    Duszpasterze pracujący w parafiach na krakowskich osiedlach zauważają, że liczba mieszkań otwieranych przed kapłanem utrzymuje się na poziomie z lat ubiegłych, czyli od 60 do 65 procent. Ks. Zbigniew Bielas, proboszcz kilkunastotysięcznej parafii Matki Bożej Dobrej Rady w Krakowie-Prokocimiu Starym, mówi, że dokładnych statystyk nie potrafi podać, gdyż księża mają zaplanowaną kolędę jeszcze w drugim tygodniu lutego. Jednak z danych na koniec stycznia wynika, że nie ma wielkich różnic w stosunku do tego, jak było w poprzednich latach. W kilkunastotysięcznej parafii Jana Chrzciciela w Krakowie na Prądniku Czerwonym kapłani również zawitali w tym roku do 60 procent mieszkających tu rodzin. Księża zgodnie zauważają też, że spotkania z wiernymi były w tym roku serdeczne, a niemiłe przyjęcia należały do rzadkości. Ks. Tadeusz Dziedzic, proboszcz parafii w Krakowie-Łagiewnikach: – W ub. roku w jednym z bloków ktoś nakleił na drzwiach napis: „Kolędzie mówimy nie”. W tym roku wszędzie było miło.

    Co może kapłan?

    Odwiedziny duszpasterskie są dla kapłana niekiedy jedyną okazją, by porozmawiać ze swoimi parafianami, poznać ich radości i smutki. I jest to niepodważalna wartość kolędy. – Brakuje jedynie czasu na dłuższą rozmowę – mówi wielu kapłanów. Ks. Jerzy Serwin, proboszcz par. Jana Chrzciciela w Krakowie: – W tym roku postawiliśmy sobie za cel odszukać tych małżonków, którzy żyją bez sakramentu małżeństwa, przy czym nie mają żadnych przeszkód prawnych, by zawrzeć sakramentalny związek. Udało nam się odszukać 10 takich małżeństw i umówić się na rozmowę w kancelarii. Jest prawdą to, co ostatnio napisała jedna z gazet, że niektóre osoby, mające nieuregulowaną sytuację małżeńską, nie wpuszczają księdza po kolędzie z obawy, aby znowu nie usłyszeli pytania, dlaczego nie chcą zawrzeć ślubu kościelnego. Ale przecież my od tego jesteśmy, aby przypominać naukę Ewangelii. Odwiedziny duszpasterskie pozwalają też dotrzeć do osób starszych i chorych, które wymagają opieki duchowej. Spotkania z nimi i ich rodzinami często pomagają przełamać fałszywy stereotyp, że kapłana woła się do chorego wtedy, gdy już umiera, czyli po „ostatnie namaszczenie”. – Znaleźliśmy aż 20 chorych, których należałoby regularnie odwiedzać. W naszej parafii możemy służyć chorym w wyjątkowy sposób, bo mamy już 9 nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej, którzy w każdą niedzielę zanoszą chorym Pana Jezusa. Od kwietnia 2012 r. roznieśli do chorych 1600 Komunii – opowiada ks. Serwin. To nie wszystko. – Co najmniej kilka małżeństw, które należą teraz do kręgów Domowego Kościoła, zdecydowało się na to, bo podczas kolędy byli zachęceni przez kapłana – opowiada ks. Tomasz Bochnak, duchowy opiekun kręgów Domowego Kościoła w parafii Matki Bożej Różańcowej w Krakowie-Piaskach Nowych. – Mnie z kolei boli i zastanawia, dlaczego zamknięte były drzwi w rodzinach, gdzie są dzieci, które uczę – mówi ze smutkiem ks. Adam Gabryś z parafii MB Dobrej Rady.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół