• facebook
  • rss
  • Honorowy obywatel Bartoszewski

    dodane 14.02.2013 00:00

    Władysław Bartoszewski, historyk, publicysta, polityk, odebrał 6 lutego dyplom honorowego obywatela podwawelskiego grodu. 


    Wyróżniono go m.in. „za wkład w działalność publicystyczną i naukową dla zachowania pamięci o dziedzictwie Polskiego Państwa Podziemnego i Powstania Warszawskiego oraz o zbrodniach nazistowskiego i komunistycznego totalitaryzmu”. Przewodniczący Rady Miasta Kraków Bogusław Kośmider zwrócił uwagę, że każda z kart życiorysu nowego obywatela honorowego „jest dowodem na siłę charakteru, odwagę, patriotyzm, niewzruszone trwanie przy własnych przekonaniach i wartościach”.


    91-letni W. Bartoszewski przypomniał swoje związki z miastem. – Dla mnie Kraków jest miejscem szczególnym, od 1944 r. miejscem mojej wspólnej z krakowiankami i krakowianami pracy niepodległościowej i społecznej. Poznałem go bliżej po powstaniu warszawskim, gdy przyjechałem tu na rozkaz moich przełożonych, aby pełnić funkcję sekretarza redakcji głównego organu prasowego AK „Biuletynu Informacyjnego”. Moim szefem był wówczas sławny krakowianin prof. Kazimierz Kumaniecki, filolog klasyczny – powiedział. – Przez 25 lat byłem etatowym pracownikiem krakowskiego „Tygodnika Powszechnego”, co zaowocowało znajomością z ważnymi osobami związanymi z tym środowiskiem, m.in. z Jerzym Turowiczem, no i Karolem Wojtyłą – dodał. Wspomniał, że nadal jest związany z Krakowem, współpracując m.in. ściśle z Muzeum AK.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Mirosław Kraszewski
      01.02.2014 13:20
      Nie napisano o przyjaźni pana Bartoszewskiego ze zbrodniarzem wojennym - likwidatorem Uniwersytetu Jagiellońskiego (Dr.Herbert Czaja).
      Kim jest Herbert Czaja? Protektorem Bartoszewskiego?
      "Pani Steinbach twierdzi, że jej ojciec nie przyczynił się do stworzenia reżimu nazistowskiego, wręcz przeciwnie, musiał “przecierpieć reżim Hitlera”. O jego przeżyciach z tym związanych nic bliższego jednak nie wiadomo. Nie mogąc podać przykładu na cierpienia ojca w czasie “reżimu Hitlera” czy też jego sprzeciwu wobec niego, pani Steinbach nie omieszkała uczynić tego w przypadku Herberta Czai, jej poprzednika na stanowisku przewodniczącego Związku Wypędzonych.

      Steinbach twierdzi: “Kiedy Hitler zaatakował Polskę, wymagano od Herberta Czai, żeby wstąpił do NSDAP, jednak on się sprzeciwił”. Redakcja “Gazety Wyborczej” dodała od siebie (być może za wpisem w niemieckim wydaniu Wikipedii): “W 1939 r. przez dwa tygodnie [Czaja] był asystentem [na Uniwersytecie Jagiellońskim], został jednak wyrzucony, bo nie wstąpił do NSDAP”. Czyli mamy do czynienia nie tylko z przeciwnikiem nazizmu, lecz i jego ofiarą!

      Jak się to ma do faktów? Herbert Czaja urodził się 5 listopada 1914 r. w Skoczowie na Górnym Śląsku. W latach 1925 – 1933 uczęszczał do niemieckiego gimnazjum w Bielsku. W latach 1933 – 1937 studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, a od marca 1937 do czerwca 1938 r. w Wiedniu. Od września 1938 do czerwca 1939 roku był nauczycielem w państwowym gimnazjum w Mielcu. W maju 1939 r. obronił doktorat na UJ, a w lipcu został tam asystentem, którym był do września 1939 roku, czyli do napaści Niemiec na Polskę oraz do zamknięcia UJ przez niemieckich (“nazistowskich”) okupantów.

      Rzekoma odmowa wstąpienia do NSDAP nie mogła być w żadnym przypadku przyczyną utraty stanowiska asystenta na UJ, ponieważ w tym okresie NSDAP nie istniała na terenie Krakowa. Struktury NSDAP na terenie Generalnego Gubernatorstwa (GG) zaczęły powstawać dopiero na przełomie lat 1939/1940. Czaja przestał być asystentem, ponieważ “nazistowscy okupanci” zamknęli UJ, podobnie jak i wszystkie inne polskie uniwersytety i szkoły średnie.

      Był to element niemieckiej polityki okupacyjnej wobec Polaków. Słowiańscy podludzie mieli uczyć się czytać proste teksty i liczyć do 100, a uniwersytety i szkoły średnie nie były dla nich przewidziane, dlatego zostały zlikwidowane, zresztą wraz ze znaczną częścią ich personelu dydaktycznego.Było to niewątpliwie przestępstwo wojenne zarówno w świetle ówczesnego, jak i dzisiejszego prawa międzynarodowego. Herbert Czaja brał w nim czynny udział, co wynika z niemieckich dokumentów z tamtego okresu.

      Otóż według danych z 15 czerwca 1944 r. Czaja był od stycznia do czerwca 1940 roku zatrudniony w zarządzie powierniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego (prace kontraktowe), w oryginale: “Treuhandverwaltung der Universität Krakau (Kontraktarbeiten)”. Czyli ni mniej, ni więcej pomagał “nazistowskim okupantom” w likwidacji UJ. Miał przecież rozległą wiedzę o UJ i jego kadrze nauczającej, którą nabył jako student i później asystent tej uczelni. I tą wiedzą przysłużył się “nazistowskim okupantom”.

      Sprawca, a nie ofiara

      Steinbach i “GW” twierdzą, że Czaja odmówił wstąpienia w szeregiNSDAP. W rzeczywistości takiej odmowy być nie mogło i jest ona zapewne wymysłem samego Czai. Był on wtedy tzw. volksdeutschem i z przyczyn formalnych nie mógł zostać członkiem NSDAP, ponieważ na terenie ówczesnego Generalnego Gubernatorstwa mogli nimi zostać tylko obywatele Rzeszy (Reichsdeutsche).

      Dla chętnych do wstąpienia w szeregi niemieckiej “siły przewodniej” stworzono w GG dużo później, w maju 1941 roku, przybudówkę NSDAP pod nazwą Deutsche Gemeinschaft (Wspólnota Niemiecka) i Czaja niezwłocznie został jej członkiem już w maju 1941 r. Wspólnota Niemiecka nie miała własnych struktur kierowniczych i administracyjnych, była częścią składową NSDAP.

      Przebieg dalszej kariery zawodowej Czai w GG także zaprzecza twierdzeniom o jego rzekomym oporze wobec “reżimu Hitlera”. Od października 1940 do marca 1941 roku był nauczycielem niemieckiego liceum (Oberschule) w Zakopanem, specjalnie założonego dla dzieci “nazistowskich okupantów” oraz dzieci volksdeutschów w GG. A od marca 1941 do maja 1942 r. był nauczycielem w niemieckim liceum w Przemyślu, którego kierownikiem (komisarycznym) został w sierpniu 1941 roku.

      Przebieg kariery Czai w GG nie jest świadectwem żadnego oporu wobec “reżimu Hitlera”, a czegoś wręcz przeciwnego. Tylko zaufani i ideologicznie pewni mogli nauczać i robić karierę w niemieckim liceum w GG. Członkostwo Czai w Deutsche Gemeinschaft to potwierdza.

      15 maja 1942 r. Czaja został powołany do Wehrmachtu. W tym okresie w GG działała tak zwana komisja generała Unruh. Wyszukiwała ona dekowników na tyłach frontu i powoływała ich w szeregi Wehrmachtu, siejąc postrach wśród „nazistowskich okupantów” na terenie GG. Czaja walczy na froncie, zostaje ranny i odznaczony Krzyżem Żelaznym. We wrześniu 1943 r. zostaje powtórnie ranny, tym razem ciężko, i przebywa kilka miesięcy w szpitalu. Fakty te są znane od lat. Pomimo to Erika Steinbach wspólnie z „GW” powiela legendę o Herbercie Czai – przeciwniku i ofierze Hitlera.

      Przypadek Czai to modelowy przykład, jak ze sprawcy czyni się przeciwnika, a nawet ofiarę „reżimu Hitlera”. Pani Steinbach trudno się dziwić. Jest ona politykiem i przewodniczącą Związku Wypędzonych, a do tego muzykiem z wykształcenia. Fakty historyczne instrumentalizuje i nagina do własnych potrzeb politycznych. Nie ona pierwsza i nie ostatnia.

      Dziwi jednak postawa „Gazety Wyborczej”, która takie działania popiera, zamiast zachować przynajmniej krytyczny dystans."
      http://www.rp.pl/artykul/324302.html
      Czy Imitator profesora, pan Władyslaw Bartoszewski i GW kłamią i jeżeli tak to dlaczego?
      Bartoszewski:"Poznałem starych działaczy Związku Wypędzonych. W 1983 r. Herbert Czaja [wieloletni szef Związku Wypędzonych pochodzący z Cieszyna] klaskał, gdy na posiedzeniu Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików mówiłem, że Polacy rozumieją cierpienia ludzi, których wysiedlono z ich rodzinnych stron. Czaja to była postać. W 1939 r. miał zostać adiunktem na Uniwersytecie Jagiellońskim, odmówił członkostwa w NSDAP. Gdyby chciał, mógłby zostać po wojnie w Polsce. Wolał jednak wyjechać. Gdy się z nim zaprzyjaźniłem, nie słyszałem o dzisiejszych przywódcach wypędzonych. Wówczas byli pochłonięci czymś innym niż powojenne stosunki polsko-niemieckie."
      http://wyborcza.pl/1,75515,6926006,Polacy_i_Niemcy__Starzy_przyjaciele_i_mlodzi_awanturnicy.html?as=2&ias=3&startsz=x
      Obecnie już bez skrepowania i zażenowania pan Władysław Bartoszewski dmie w trąbkę pani Eriki Steinbach i jego przyjaciela, nazisty, pana Doktora Herberta Czai, Gazeta Wyborcza powiela falsz tytułując go profesorem. Wszystko po Michnikowsku i po Bartoszewsku.
      PS.
      Pan Bartoszewski powiedział sam, ze profesorem nie jest. (W Niemczech za takie oszustwo grozi kara wiezienia.).
      picasaweb.google.com/miroslaw.kraszewski/Dziennik26082008S5?feat=directlink

      picasaweb.google.com/miroslaw.kraszewski/ProfesorZostalBartoszewskiemuWykreslonyPrzezNiemcow?feat=directlink.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół