• facebook
  • rss
  • Trenuj i wierz w cuda

    dodane 07.03.2013 00:00

    Zamierzają sięgnąć po medale na letnich igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Sukcesy, które odnoszą w Europie i na świecie, dają nadzieję na ich spełnienie. Trzeba jednak dodać: sukcesy, o których nikt nie wie i nikt nie mówi.

    Do siedziby Krakowskiego Klubu Szermierzy trudno trafić. Mieści się w podziemiach Gimnazjum nr 9 na Prądniku Czerwonym. – Po wywłaszczeniu nas w roku 2006 z wieloletniej siedziby przy ul. Kościuszki wszędzie jesteśmy tymczasowo – mówi Monika Żola, menedżer klubu. Jednak mimo treningów w trudnych warunkach podopieczni Eugeniusza Olesiaka i Bartłomieja Języka mają imponujące osiągnięcia: juniorzy są aktualnymi mistrzami Polski w szpadzie męskiej, 17-letnia Aleksandra Zamachowska jest mistrzynią Polski juniorów, seniorzy drużynowo są dwukrotnymi wicemistrzami kraju w szpadzie, dziewczęta w ubiegłym roku zdobyły dwa srebrne medale na Polskiej Olimpiadzie Młodzieży – to tylko przykładowe sukcesy krakowskich szpadzistów.

    Obecni członkowie to spadkobiercy spuścizny po takich tuzach szermierki jak Maria i Stanisław Pereświtowie-Sołtanowie, Wojciech Zabłocki, Wiesław Glos, Zbigniew Przeździecki, Zbigniew Czajkowski czy Leszek Suski. To niegdysiejsi zawodnicy krakowskiego klubu, którzy zwyciężali na igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata i w zawodach krajowych. Od 1989 roku KKS zmaga się z problemami finansowymi. Z tego powodu z klubu odeszło wielu trenerów i podopiecznych. W najgorszym okresie KKS liczył pięciu członków. Dziś około 100 osób trenuje tutaj szermierkę sportową – szpadę oraz około 40 – kendo, tradycyjną szermierkę japońską. W większości są to młodzi entuzjaści, którym nie wystarcza przeciętna rozrywka typu playstation. Poszukują prawdziwej pasji. – Nieustannie zapraszamy do wstępowania do klubu zwłaszcza dzieci w wieku od 8 do 11 lat – zachęca trener Bartłomiej Język. Zainteresowanie jest duże, chociaż część podopiecznych szybko rezygnuje. – Zbyt szybko – ocenia trener Język.

    Sport to nie film

    Część dzieci, zwłaszcza chłopców, przychodzi do klubu ze względu na wrażenie, jakie wywarły na nich sceny walk rycerskich, obejrzane na wielkim ekranie. Nie zawsze wychodzi to na dobre. – Prawdziwy trening ma niewiele wspólnego z tzw. szermierką teatralną – wyjaśnia trener Język. Dlatego mały zapaleniec, zauroczony efektownością scen kinowych, może nie wytrzymać mozolnego trudu ćwiczeń, których rezultaty przychodzą dopiero po długim okresie wysiłku. Albo i nie przychodzą wcale. Co trzeba zrobić, żeby przychodziły? Trener Język tłumaczy, że w tym sporcie liczą się przede wszystkim wytrwałość i dyscyplina. – Najpierw stawiamy na regularne i intensywne ćwiczenia ogólnorozwojowe wydolnościowo-siłowe. Nim trening zacznie przypominać walkę, potrzeba około pół roku wytężonej pracy nad postawą szermierczą, trzymaniem szpady, elementami pracy nóg czy technicznym zadawaniem trafień. Do tego dochodzi, zwłaszcza na początku, konieczność ciągłego mierzenia się z przykrymi emocjami: obawami, brakiem widocznych sukcesów, poczuciem porażki, zniechęceniem. Nie wszyscy są w stanie podołać takim wyzwaniom – przyznaje trener szermierki. Magda Gołębiowska-Śmiałek jest mamą 10-letniej Janiny. – Córka wcześniej próbowała narciarstwa, jeździectwa. Dopiero szermierka daje jej prawdziwą satysfakcję. Trenuje tutaj już rok i chyba nie zamierza rezygnować – cieszy się. Czas pokaże, czy przyjdą sukcesy.

    Duch walki

    Renata Knapik, obecnie doktorantka na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej, trenuje szermierkę nieprzerwanie od 10. roku życia. Przyznaje, że kontynuuje naukę i pracuje na uczelni, żeby mieć pieniądze na treningi i udział w zawodach. Jej głównym źródłem dochodów jest stypendium naukowe. – W naszym sporcie znalezienie sponsora graniczy z cudem – ocenia pani Renata. Mimo ograniczonego czasu, który poświęca na ćwiczenia, lista jej sukcesów sportowych jest godna podziwu: jest aktualną mistrzynią Polski w szpadzie, zajęła 3. lokatę w Pucharze Świata seniorek w 2010 we Florinie, w ubiegłym roku wraz z koleżankami zwyciężyła w turnieju drużynowym w Pucharze Świata w Lipsku, jako juniorka była finalistką Mistrzostw Świata w Korei Płd. Ale mówi: – Mierzę dużo wyżej. Ciągle nie jestem spełniona, wiem, że mam dużo do zrobienia. Mój cel jest prosty: jechać na igrzyska olimpijskie do Rio de Janeiro i zdobyć medal. W środowisku szermierzy o igrzyskach olimpijskich mówi się, że trudniej się na nie zakwalifikować, niż je wygrać. – Kwalifikacje trwają praktycznie dwa lata – wyjaśnia trener Język. – Tak więc już dwa lata przed igrzyskami trzeba być w odpowiednio dobrej formie, żeby zapewnić sobie pozycję wyjściową do sezonu przedolimpijskiego. Do tego dochodzą ograniczenia krajowe. Dziś przykładowo w szpadzie męskiej dany kraj może reprezentować tylko dwóch zawodników. Mimo ciągłych trudności Renata Knapik nie traci ducha walki: – Na treningach codziennie daję z siebie wszystko. A pieniądze? Nie można liczyć na cuda, trzeba w nie wierzyć.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół