• facebook
  • rss
  • Inkunabuły dla każdego

    Ewa Kozakiewicz

    |

    Gość Krakowski 10/2013

    dodane 07.03.2013 00:00

    To marzenie i sen każdego bibliofila – dotykać tak starych i cennych ksiąg, czuć szelest pergaminu, zapach skóry, a co dopiero mieć je na swoich półkach.

    Nie wiem, czy śnił o tym dr Jacek Partyka, wicedyrektor Biblioteki Jagiellońskiej, ale to on właśnie miał w swoich rękach każdy wolumin ze zbioru ojców kamedułów. Kolekcja ksiąg po przekazaniu ich przez erem Bibliotece Jagiellońskiej w depozyt na czas nieokreślony liczy 11 tysięcy woluminów. Decyzję o przekazaniu zakonnej biblioteki podjął sześć lat temu opat eremu kamedułów ojciec Marek Szeliga. Nie żałuje tej decyzji, bo wie, że przyczynił się do uratowania dziedzictwa narodowego. W klasztornych, złych warunkach inkunabuły i starodruki coraz bardziej niszczały, pokryte warstwą wielowiekowego kurzu, brudu i pajęczyn. Były niedostępne dla badaczy, a przecież znajdowały się tam prawdziwe skarby bibliofilskie.

    Wielka przeprowadzka

    Przeprowadzka kolekcji ze Srebrnej Góry na Oleandry została w 2006 przesądzona i przypieczętowana umową między Kongregacją Kamedułów a Biblioteką Jagiellońską. Biblioteka nie tylko podjęła się przechowywania zbiorów, ich oczyszczenia i konserwacji, ale także skatalogowania w systemie komputerowym, co niosło konieczność przygotowania specjalnego oprogramowania. – W tej chwili katalog kolekcji kamedułów jest dostępny w każdej przeglądarce internetowej na całym świecie – zapewnił dr hab. Zdzisław Pietrzyk, dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej. Operacja przeniesienia księgozbioru nie była łatwym przedsięwzięciem i miała wiele etapów. Była uzależniona od warunków klimatycznych, konserwatorskich i finansowych. Trwająca 6 lat przeprowadzka z Bielan na Oleandry to 10 transportów 101 skrzyń z drukami i przeniesienie 186 rękopisów. Izabela Damulewicz, konserwatorka, przez której ręce przeszły wszystkie księgi, na specjalnej konferencji naukowej „Księgozbiór oo. kamedułów z Bielan w Bibliotece Jagiellońskiej. Kompleksowe i wszechstronne zabezpieczenie, opracowanie i udostępnienie” opowiadała o zderzeniu kamedulskiego sacrum z konserwatorskim profanum.

    Groźny Smirnov

    Ambicją konserwatorów było zbadanie stopnia zagrzybienia zbiorów. Dlatego księgi zostały poddane dezynfekcji w komorze fumigacyjnej. Ale konserwatorzy napotkali inne problemy, np. atak larw żerujących w książkach, które niszczyły ich konstrukcję. Naukowcy musieli też wyjaśnić kilka zagadek, np. skąd w inkunabułach wzięły się karaczany nie gustujące w papierze? Do niewyjaśnionych tajemnic należy odkrycie działalności Szubaka Smirnova. Nie chodzi tu o alkohol, ale o niezwykle żarłocznego chrząszcza pochodzącego z odległej Kenii. Skąd wziął się w Krakowie? Być może drążył tunele w pergaminach, przysłany w wiekowej korespondencji eremu z afrykańskimi misjonarzami? Identyfikacja druków i ich rejestracja przystosowane zostały do koncepcji odtworzenia takiego samego systemu, jaki działał w bibliotece oo. kamedułów. Na każdą księgę dodatkowo został wklejony exlibris – z widokiem klasztoru na Bielanach. Zabezpieczenie, opracowanie i udostępnienie księgozbioru kamedułów kosztowało 800 tys. zł. Tę kwotę wyłożyli liczni sponsorzy. Wartość materialną zbioru oszacowano na minimum 20 mln zł. Ale dla polskiej kultury kolekcja jest bezcenna.

    Modlitewniki i rysunki ludożerców

    Konferencji towarzyszyła wystawa, na której można było zobaczyć m.in. takie dzieła jak: „Opera Moralia” św. Tomasza z Akwinu, „De Civitate Dei Libri XXII” („O Państwie Bożym”) św. Augustyna czy „Sacrorum Bibliorum Ex Vulgata Editione” z 1609 roku. Są modlitewniki cechu kupców z Ancony z 1624 r., 6 inkunabułów jedynych w Polsce. Interesująca ze względu na rysunki ludożerców jest „Historia Naturalis Brasiliae” z 1648 r. Z ciekawostek można tez zobaczyć m.in. kartę tytułową „Geometrii” Euklidesa czy przypadkowo odnaleziony glejt z 1578 roku dla wyjeżdżającego z Wenecji polskiego szlachcica, potwierdzający, że w mieście nie ma zarazy. Glejt był wklejony do jednego z druków. To rzecz niespotykana. Listem gończym groźnego mordercy z XIX w. oklejone były okładki innego woluminu. Skąd w eremie tak bogaty księgozbiór? – Małe formatowo stare modlitewniki przywozili w węzełkach zakonnicy przybyli z Włoch, a kameduli z Bielan jeździli po księgi do Kolonii i Frankfurtu, ale najwięcej woluminów pochodzi od darczyńców. Sam Jan Chryzostom Bodzenta (zm. 1678), polski szlachcic, podarował klasztorowi 1500 woluminów, w tym słowniki hebrajsko-włoskie i pomoce translatorskie z języka arabskiego. Hojny był Paweł Maurycy Henik, podróżnik i poliglota – dał 500 starodruków, a Łukasz Sieradzki, kameduła, ojciec Paweł, żyjący w XVII w. podarował inkunabuł z 1466 roku „O chorobach dziecięcych”. To jeden z dziesięciu egzemplarzy istniejących w świecie – opowiadał dr Jacek Partyka. Wszystko to teraz mamy na wyciągnięcie ręki i jedno kliknięcie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół