• facebook
  • rss
  • Firma poszła z dymem

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 11/2013

    dodane 14.03.2013 00:00

    – Nasze państwo jest bezwzględne i bezduszne dla obywatela, a zwłaszcza dla przedsiębiorcy. I to bardziej niż nam się wydaje – uważa Jerzy Książek i wie, co mówi.

    Sam boleśnie się o tym przekonał, kiedy po kilku miesiącach importowania cygar celnicy uznali, że jest to tytoń do palenia. Różnica podatku akcyzowego była tak duża, że firma nie wytrzymała dodatkowego obciążenia. Dziś jeden z jej właścicieli nie żyje, Wojewódzki Sąd Administracyjny nie zostawił suchej nitki na decyzji organów celnych, a Jerzy Książek czeka na decyzję NSA.

    Dobry interes

    Zarejestrowana w Wadowicach firma Kent-Pak s.c. handlowała wszystkim, co przynosiło zysk. – Najlepiej znaliśmy się na papierze, tekturze, kartonach – wspomina J. Książek, jeden z dwóch właścicieli firmy. To właśnie jeden z odbiorców ich opakowań zaproponował Jerzemu Książkowi i Tadeuszowi Nierodzie zajęcie się dystrybucją jego cygar na terenie Polski. Działająca już od kilku lat spółka sprawdziła rynek, uzyskała wszystkie możliwe dokumenty i zaczęła sprowadzać do kraju czeskie cygara. Podczas gdy ręcznie robione cygara kubańskie kosztują nawet kilkadziesiąt złotych za sztukę, mechanicznie robione, czeskie kosztowały w handlu detalicznym ok. 2 zł za sztukę. – Naszym podstawowym rynkiem był Górny i Dolny Śląsk – opowiada właściciel Kent-Paku. – Takie cygaro można wypalić na dwa czy trzy razy, więc paczka starczała na bardzo długo. Interes szedł coraz lepiej, choć był to tylko dodatek do działalności firmy. Za pierwsze cztery miesiące handlu cygarami zapłaciła ona ok. 1 mln zł podatku (VAT i akcyzy). W kolejnym roku działania planowane zyski miały wynieść od 3 do 5 mln zł, co – jak wylicza J. Książek – oznaczałoby odprowadzenie 8–10 mln zł podatku. W ciągu pięciu lat mieli zarobić kilkadziesiąt milionów zł, które potem posłużyłyby do zaciągnięcia kredytów i przeprowadzenia dużych inwestycji. Kłopoty zaczęły się w styczniu 2010 roku. Mimo posiadania dokumentów od producenta, z Dyrekcji Generalnej Ceł w Pradze, od biegłego akredytowanego przy praskim sądzie, a także z Izby Celnej w Warszawie, która wydała tzw. wiążącą informację taryfową, pewnego dnia celnicy odprawiający kolejny transport uznali, że nie zawiera on cygar, ale tytoń przeznaczony do palenia. – Wszystko zależało od dnia. W książkach naszych odpraw celnych można zobaczyć, że to, co przywoziliśmy, raz było cygarem, a raz tytoniem do palenia – wyjaśnia J. Książek. Była to decyzja niebagatelna, ponieważ akcyza na tytoń jest kilkukrotnie wyższa niż na cygara. Jeden z transportów wrócił wtedy do Czech. – Celnicy uznali, że najlepiej byłoby, gdyby towar zniknął z kraju – wspomina przedsiębiorca. – Prywatnie powiedzieli nam potem, że gdy nasz samochód stał zaplombowany na parkingu, oni ciągnęli zapałki o to, kto ma zająć się jego odprawą – opowiada. Po uzyskaniu opinii laboratorium w Białymstoku, naczelnik UC w Bielsku-Białej wydał decyzję zmieniającą kwalifikację towaru importowanego przez firmę Jerzego Książka i Tadeusza Nierody. Trzeba było dopłacić w sumie prawie 13 mln zł. Decyzję podtrzymał też dyrektor Izby Celnej w Katowicach. – W tym momencie skończyło się życie naszej spółki – mówi J. Książek. Jej rachunki zostały zablokowane i pod koniec 2010 roku Kent-Pak s.c. przestał istnieć.

    Sąd sądem, a racja...

    Sprawa trafiła do WSA, który w lipcu 2011 roku wszystkie decyzje organów celnych uchylił. Wskazał przede wszystkim, że celnicy wzięli pod uwagę tylko ekspertyzę laboratorium, nie zwracając uwagi na dokumenty. Wstrzymał też wykonanie decyzji do czasu uprawomocnienia się wyroku. Tyle tylko, że przynoszące dochody (także Skarbowi Państwa) przedsiębiorstwo w międzyczasie przestało istnieć. – Wychodząc z jednego z przesłuchań, powiedziałem celnikowi, że ich instytucja została wykorzystana do zniszczenia naszej firmy. Odparł, że ma podobne zdanie, ale nie może tego powiedzieć głośno – mówi przedsiębiorca. Obecnie jest prezesem zarządu w innej spółce i spłaca długi, które zaciągnęli ze wspólnikiem, by pokryć zobowiązania wobec kontrahentów Kent-Paku, i czeka na termin rozprawy w NSA. Wierzy, że i ta instancja obali decyzje celników. – Często podkreślam, że w życiu nie należy niczego żałować. W naszej historii żałuję tylko, że mój wspólnik nie dożyje tego dnia. Był bliską mi osobą – mówi Jerzy Książek.

    Lawina skarg

    Jerzy Książek, prezes Stowarzyszenia „Niepokonani 2012” – Nasze stowarzyszenie zrzesza ludzi, którzy w różnych sytuacjach swojego życia zostali zniszczeni przez państwo. Jedni są już po wyrokach uniewinniających, inni na nie czekają. Dopiero wtedy będą mogli rozpocząć działalność od nowa. Patrząc z perspektywy czasu (nasz ruch działa od ok. 9 miesięcy, a stowarzyszeniem jesteśmy od listopada 2012 roku), mogę powiedzieć, że wcześniej nie wyobrażałem sobie, iż skala nieprawości urzędników w stosunku do obywatela może być tak duża. Członków przybywa nam w lawinowym tempie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • aaa
      03.06.2015 14:12
      zgadzam sie ze nasze państwo czesto nie ma racji .

      ale...jeśli to są te cygara ze zdjęcia w artykule to nie sa to zadne cygara a tyton papierosowy zawinięty tak aby wyglądał jak cygaro, każdy kto choć troche zna temat cygar i to palił ,wie co to jest i nie jest to cygaro ani w smaku ani w opakowaniu....


    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół