• facebook
  • rss
  • Trauma, czyli dobro dzieci na opak

    Ks. Ireneusz Okarmus

    dodane 11.04.2013 21:51

    Sąd pozostawiając dzieci państwa Bajkowskich w domu dziecka uzasadnia to ich dobrem. Jednak w postępowaniu sądu brakuje logiki.

    Właściwie można się było tego spodziewać. 11 kwietnia krakowski sąd apelacyjny uchylił postanowienie o ograniczeniu władzy rodzicielskiej i odebraniu dzieci rodzinie Bajkowskich, przekazując sprawę do ponownego rozpoznania w pierwszej instancji. Jednak do tego czasu dzieci pozostaną w domu dziecka.

    Sąd apelacyjny uznał, że w sąd pierwszej instancji – z uwagi na popełnione błędy proceduralne – ograniczył (a tak naprawdę, to odebrał) rodzicom prawo do obrony.

    Za tą lakoniczną informacją, zamieszczoną w internecie zaraz po ogłoszeniu postanowienia sądu, kryje się dramat konkretnej rodziny, konkretnych osób, w tym, niestety dzieci. Najbardziej dziwi, że właśnie tego nikt nie chce zobaczyć we właściwym świetle.

    Bo cóż w praktyce oznacza decyzja sądu apelacyjnego? To między innymi stwierdzenie, że sąd pierwszej instancji popełnił jakieś błędy. Otóż, co przyznał sąd, Bajkowscy zbyt późno otrzymali opinię Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego. Na tyle późno, że nie mieli możliwości ustosunkowania się do stawianych im zarzutów.

    Postanowienie sądu apelacyjnego niesie ze sobą także inne konsekwencje. Przede wszystkim to, że trzech braci jeszcze przez kilka miesięcy będzie pozostawać w domu dziecka, czyli w środowisku nienaturalnym dla rozwoju człowieka. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że dom dziecka nie jest miejscem, gdzie można przeżywać wymarzone chwile dzieciństwa i wieku dorastania. I chyba też nikt nie powinien mieć wątpliwości, że ta instytucja nigdy nie zastąpi rodziny.

    Tu jednak pojawia się złowrogie słowo „dysfunkcja”, jako uzasadnienie werdyktu, który zamiast ograniczyć cierpienia duchowe trójki braci, im go dodaje. Bardzo dziwi, że wszystko odbywa się w majestacie prawa, i ma służyć – jak to pięknie brzmi w prawniczej mowie – dobru dziecka. Wątpię, czy naprawdę o nie chodzi. Bo dobro – na które sąd tak często się powołuje – zakładałoby ograniczenie do minimum traumy spowodowanej zaistniałą sytuacją. Pozostawienie chłopców na kolejnych kilka miesięcy w domu dziecka (bo wątpię, by sąd rozpatrzył sprawę w ekspresowym tempie, np. kilku tygodni) jest nieuzasadnione. Co więcej, w ich psychice na pewno pozostawi trudne do uleczenia rany. I nie pomogą im całe zastępy psychoterapeutów.

    Nasuwa się pytanie, czy w sprawach rodzinnych nie powinny być możliwe do zastosowania inne procedury, przyspieszające rozpatrzenie sprawy? Dziwi również, dlaczego sąd apelacyjny nie wziął pod uwagę, że Bartosz Bajkowski, ojciec chłopców, już kilka tygodni temu złożył deklarację, że jest gotowy zrobić wszystko, nawet wyprowadzić się z domu, byle tylko wróciły tam jego dzieci. To chyba jest przejaw jego dobrej woli?

    Jeśli sądowi rzeczywiście zależy na dobru dzieci, to do rozpatrzenia sprawy powinien pozwolić im na powrót do domu. Tam jest ich miejsce na świecie. Tym bardziej, że Bartosz Bajkowski, który zdaniem sądu terroryzował psychicznie swe dzieci, mieszkałby w innym miejscu. Tymczasem sądu to nie obchodzi. Coś tu wyraźnie nie gra. Niestety, „obrońcy dzieci”, uprowadzający ich w majestacie prawa ze szkoły do domu dziecka, nie biorą pod uwagę, że zamykając chłopców w instytucji wychowawczej odizolowali ich nie tylko od ojca, ale też od matki. Jeśli rzekomo zawinił Bajkowski, to czemu cierpi jego żona i matka trojga synów. Jakim dobrem wytłumaczyć to, że 10-letni chłopiec zamiast czułości matki, może liczyć, co najwyżej, na przychylność wychowawczyni z domu dziecka?

    Dziwne są też zarzuty stawiane Bajkowskiemu, że kreuje się na celebrytę, udzielającego się w mediach. To chyba nieuzasadnione pomówienie. Czy wszyscy szukający w mediach ostatniej deski ratunku, w sytuacjach, gdy ewidentnie zawiódł wymiar sprawiedliwości, to też celebryci? Telewizyjne programy interwencyjne pokazują, że czasem nagłośnienie sprawy w mediach jest dla pokrzywdzonego jedynym ratunkiem. I dlatego media za Bajkowskimi stoją murem, bo - podkreślmy - sprawę znają dogłębnie i czekają na jej szczęśliwy finał, czyli na chwilę, gdy wszyscy będą mogli być "w komplecie".

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Fili
      14.04.2013 16:05
      Niepoważne to wszystko jest.
      Ideologizowanie sprawy, wyrokowanie z pozycji "wiemy lepiej" itp., etc.
      tragedia dzieci z Pucka niczego nie uczy?
      miejsce dzieci jest w domu. tak. a w niektórych sytuacjach potem - miejsce dziecięcych zwłok jest na cmentarzu.

      co Ksiądz na pewno wie?
      tak NA PEWNO?
      co uprawnia Księdza do wygłaszania kategorycznych opinii w tej sprawie?
      zapewne Ksiądz zna akta i ma rozeznanie we wszystkich detalach - o czym pisze Egon.
      z czego wypływa deklaracja ojca, że usunie się z domu - skoro kompletnie kryształowy, niezagrażający?...

      Zatem proszę otwarcie napisać o co chodzi w tej sprawie, a nie mnożyć bitej piany przeideologizowanego pustosłowia.

      znalazł się znawca.
    • prawda1
      14.04.2013 21:00
      Do Fili:
      Przykład z Pucka świadczy przeciwnie - tam państwo odebrało dzieci matce biologicznej i dało do rodziny zastępczej, gdzie zostały zabite przez opiekunów nadanych przez państwo. Matka biologiczna po ich śmierci powiedziała, że u niej miałyby biednie, ale by były żywe.
      W Układzie zamkniętym sprawę prowadził chyba tak jak w przypadku Bajkowskich krakowski wymiar sprawiedliwości. Jeżeli nie znajdą się w nim ludzie prawi, to system będzie bardziej dbał o swój interes, niż o dobro dzieci.
    • Fili
      14.04.2013 22:21
      Ok. wiadomo, że wszyscy są mądrzejsi od tych, którzy muszą podejmować decyzje.
      przyjmuję do wiadomości, iż wg szanownego grona najpierw terapeuci, potem biegli psychologowie sądowi, a na końcu sędziowie to jest banda bezmyślnych gamoni, nie rozumiejących elementarnej sprawy, że każde dziecko zawsze ma najlepiej w domu.
      no, każdy jeden w tym sadzie to skończone głupki po prostu!
      patrzą na tę rodzinę, przyglądają się i nie potrafią dopatrzyć się tego, co na odległość widać dla wszystkich innych poza sądem!
      wzięli sobie dla jakiejś swojej niedorzecznej rozrywki tę rodzinę, ot tak, strzelili z palca i powiedzieli sobie: "podręczymy Bajkowskich, a co! nudzimy się tutaj, to komuś trzeba w końcu życie skomplikować, bo ma za proste."

      na szczęście czujni strażnicy rodzinnych gniazd wznieśli krzyk i sprawa się nieco rypła.
      bo to wszystko tylko tak dla hecy ten sąd robi, tak dla jaj, prawda? bo się tam nudzą.

      bo przecież wszystkie dzieci w polskich domach traktowane są przez rodziców z należytą troską, odpowiedzialnością i miłością. w DOMU nie może być przecież inaczej, w katolickim narodzie RODZICE na pewno są zawsze bez zarzutu.
      niczego nigdy sprawdzać nie trzeba i żadna ostrożność tutaj nie jest wymagana.

      dziękuję Państwu za uwagę.
    • vanitas
      15.04.2013 13:56
      Z drugiej strony - na podstawie akt sprawy - wypowiedziało się Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej:
      "Psychologowie z Krakowskiego Instytutu Psychoterapii, do których na terapię udali się państwo Bajkowscy z dziećmi, „skierowali donos do sądu na podstawie poufnych informacji". „Terapeuci są nieudolni", „zaszkodzili rodzinie" i „zachowali się nieprofesjonalnie" 
– takie sformułowania czytamy w datowanej na 28 marca opinii PTHP, dotyczącej działania terapeutów państwa Bajkowskich. Została sporządzona po zapoznaniu się z aktami sprawy. Odnosi się bezpośrednio do dwóch terapeutów – Katarzyny Ramus i Krzysztofa Gondtka."

      "W drugim stanowisku dr Barbara Gujska, kierownik ds. zagrożeń psychicznych w PTHP, równocześnie prezes Stowarzyszenia Stopmanipulacji, oraz Łukasz Mazur z PTHP oceniają działania krakowskiego Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego, którego opinie wysłane do sądu w grudniu ubiegłego roku oraz styczniu tego roku bezpośrednio przyczyniły się do odebrania państwu Bajkowskim trzech synów. W stanowisku czytamy, że w opinii RODK „występują błędy merytoryczne i formalne", „jest robiona pod z góry ustaloną tezę, że lepiej dzieciom będzie w domu dziecka niż z rodziną". Psychologowie z PTHP konkludują w swoich wnioskach, że „o sposobie rozwiązania problemu zdecydowały osobiste poglądy opiniujących, dzieci zostały instrumentalnie potraktowane przez biegłych"."

      Do tego mamy opinię Rzecznika Praw Dzieci:
      „W ocenie rzecznika przeprowadzone przez sąd I instancji postępowanie dowodowe obarczone jest brakami, które skutkują wydaniem decyzji bez uwzględnienia wszelkich okoliczności mogących mieć wpływ na rozstrzygnięcie w sprawie nieletnich"

      A już poczucie humoru sądu apelacyjnego polega na tym, że postępowanie na podstawie którego odebrano dzieci było wadliwe, ale decyzji nie uchylił. Czyli - jeszcze nie osądzony, ale już skazany...

      A żeby było jeszcze "zabawniej" sąd stwierdził, że rodizce nie chcą wpółdziałać z "terapeutami". Zacytujmu Ojca:
      "2 kwietnia umawialiśmy się z panią Elżbietą Szczypczyk, specjalistą pracy socjalnej z rodziną, na wizytę u nas. Zaproponowała datę 4 kwietnia, kiedy mieliśmy być w Sejmie na komisji sejmowej w naszej sprawie. Dlatego umówiliśmy się na 9 kwietnia i to spotkanie się odbyło – mówi nam Bartosz Bajkowski, ojciec dzieci."
      Wszystkie cytaty z internetu...
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół