• facebook
  • rss
  • Chodzi o duchowe owoce

    ks. Ireneusz Okarmus

    dodane 17.06.2013 00:00

    Peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego w naszej archidiecezji powoli dobiega końca.

    Starszym wiernym kojarzy się ona z nawiedzeniem obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, jakie odbywało w związku z Millenium chrztu Polski, a także tymi nawiedzeniami, które odbywały się w późniejszych latach z okazji sześćsetlecia obecności wizerunku Czarnej Madonny na Jasnej Górze.

    O tym, że tamte wydarzenia przyniosły wielkie duchowe owoce nie potrzeba nikogo przekonywać. Dziś wspólnota Kościoła w naszej archidiecezji, a także w całej Polsce, potrzebuje religijnej odnowy, i tego nie potrzeba chyba udowadniać. I może właśnie z tego powodu, tu i ówdzie, pojawiają się sceptyczne głosy podważające sensowność peregrynacji obrazu, Jezusa Miłosiernego.

    Pochodzą one od tych, którym chyba specjalnie nie zależy na dobru duchowym Kościoła, jakie może wypływać z peregrynacji. Ci głoszą, że to kolejna „demonstracyjna akcja Kościoła”, sprowadzająca się tylko do organizowania tego co zewnętrzne. Takie głosy muszą wprowadzać zamęt i zasiewać niepokój. Dlatego trzeba pamiętać, tak może mówić i pisać może tylko człowiek, który na rzeczywistość patrzy w kategoriach oświeceniowego racjonalizmu.

    Mówić komuś takiemu o sprawach duchowych, to tak, jakby spodziewać się, że ktoś całkowicie głuchy pójdzie do filharmonii i napisze recenzję z wirtuozowskiego wykonania koncertu fortepianowego Beethovena. Człowiek bez religijnego spojrzenia na rzeczywistość nigdy nie weźmie pod uwagę tego, co dzieje się w duszach ludzi przeżywających podobne wydarzenia religijne. Dlatego choćby przez kilkanaście miesięcy nawiedzenia obrazu Jezu ufam Tobie nawrócił się prawdziwie tylko jeden człowiek, to i tak miałoby ono sens.

    Trzeba jednakże w parafiach robić wszystko, co tylko możliwe, aby przygotowanie do odwiedzin wizerunku Jezusa Miłosiernego nie sprowadzało się tylko do sfery zewnętrznej. Źle byłoby, gdyby cała energia wiernych koncentrowała się na wykonywaniu dekoracji ulic, domów i kościoła, a nie na przygotowaniu duchowym. Wszystko inne to tylko dodatek. Wiadomo, że łatwiej udekorować dom niż na serio otworzyć się na Boga, który chce dotrzeć do wnętrza człowieka, czy też pojednać się z kimś po wielu latach trwania niezgody.

    Z drugiej strony wierni, którzy lekceważą organizowane przed nawiedzeniem obrazu misje czy rekolekcje parafialne sami dają dowód, że zamykają się na Tego, który jest „pełen miłosierdzia”.

    Nawiedzenie obrazu Jezusa Miłosiernego powinno wyzwolić w wiernych to, o czym z takim zaangażowaniem mówił Jan Paweł II na Błoniach w 2002 roku. Chodzi o „wyobraźnię miłosierdzia”, która potrafi dostrzec tych, którzy dotknęli życiowego dna – także z punktu widzenia materialnego – i stracili nadzieję na wydobycie się z niego. Znakiem, że peregrynacja przynosiła w danej parafii duchowe owoce będzie zaangażowanie się nowych ludzi w dzieła charytatywne.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół