• facebook
  • rss
  • Powrót do źródeł

    Piotr Legutko

    |

    Gość Krakowski 27/2013

    dodane 04.07.2013 00:00

    O Janie Pawle II, jubileuszu kapłaństwa i Bożym miłosierdziu z bp. Janem Szkodoniem rozmawia Piotr Legutko.

    Piotr Legutko: Gratulujemy pięknego jubileuszu – 25 lat biskupstwa...

    Bp Jan Szkodoń: Jubileusz to dla mnie przede wszystkim dziękczynienie, ale także świadomość zmarnowanych łask. Po latach człowiek wiele rzeczy widzi ostrzej i wie, że mógłby je zrobić w duszpasterstwie lepiej. Całe biskupstwo przeżyłem w wolnej Polsce. W pierwszych latach był wielki entuzjazm i wiara w to, że tyle rzeczy będzie można zrobić dla królestwa Bożego! W miarę upływu lat uświadamiałem sobie też, że grzech jest obecny w nas i wśród nas, że wolność jest nie tylko dana, ale i zadana. Że jest także wyzwaniem, a czasem nawet ciężarem.

    Niewątpliwie tych 25 lat było w jakimś sensie związanych z postacią Jana Pawła II.

    Całe moje życie przeżywałem w świetle jego osoby. Dopiero po latach zdaję sobie sprawę, jak bardzo Jan Paweł II zaważył na moim rozwoju duchowym. Oczywiście, tak też mogą mówić tysiące ludzi, ale w moim przypadku trudno to ująć inaczej.

    A teraz Ksiądz Biskup, w ramach peregrynacji obrazu, odwiedził ponad 100 parafii, także z relikwiami błogosławionego papieża. Jakie to uczucie?

    Ciągle było we mnie pewne napięcie związane z wielkością osoby wyniesionej na ołtarze, a równocześnie poczucie, że jest to krew kogoś, kogo tak blisko znałem. Widząc tę relikwię, myślałem też często o zamachu na Jana Pawła II. To były głębokie rozmyślania i duchowe przeżycia związane z cierpieniem papieża, prowadzące do przebitego boku Pana Jezusa na obrazie, do tych dwóch promieni oznaczających krew i wodę.

    Peregrynacja w przypadku Księdza Biskupa przybrała formę niezwykłego podsumowania minionych 25 lat – poprzez odwiedzenie tak wielu parafii w tak krótkim czasie. Jaki jest dziś krakowski Kościół?

    Rzeczywiście, w ciągu kilkunastu miesięcy odwiedziłem jedną czwartą wszystkich parafii w naszej diecezji. W różny sposób można mierzyć duchową temperaturę krakowskiego Kościoła. Ale muszę powiedzieć, że teraz także widziałem w diecezji wielkie poruszenie, choć – oczywiście – nie wszędzie w równym stopniu.

    Co można zapisać po stronie rozczarowań?

    Na pewno spodziewaliśmy się większego duchowego poruszenia w samym Krakowie. Tymczasem – jak relacjonowali proboszczowie – w wielu parafiach „przychodzili ci, co zawsze przychodzą do kościoła”. Warto jednak podkreślić, że żywotność Kościoła można mierzyć na wiele sposobów, nie tylko przez frekwencję w czasie nawiedzenia, ale także poprzez grupy modlitewne, zespoły charytatywne, wspólnoty.

    Peregrynacja obrazu i relikwii to bardzo tradycyjna forma kultu. Czy w XXI wieku wciąż działa na wiernych?

    Jak widać, działa! Wielkie wrażenie robiły na mnie zwłaszcza modlitwy nocne, gdy ludzie całymi godzinami trwali na adoracji, choć wielu rano musiało iść do pracy czy szkoły. To bardzo budujący widok. Sukces tej peregrynacji brał się też z przesłania obrazu Jezusa Miłosiernego, który jest syntetyczną katechezą, świetnie trafiającą do wiernych.

    Miłosierdzie Boże to już kult globalny o ogromnej dynamice, ale zarazem i nasz, lokalny. Czy to widać w parafiach diecezji?

    Tego kultu nie można spłycać, sprowadzać jedynie do koronek, bo to prawdziwe centrum wiary chrześcijańskiej. Stąd jego popularność w świecie. A jednocześnie przez sam fakt, że tu są Łagiewniki, tu była siostra Faustyna, kult Miłosierdzia jest przeżywany w naszej diecezji w sposób szczególny. Obszerna wersja rozmowy z bp. Janem Szkodoniem znajduje się na naszej stronie poświęconej owocom peregrynacji: www.krakow.gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół