• facebook
  • rss
  • Prądnik piękny i groźny

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 28/2013

    dodane 11.07.2013 00:00

    Tylko w czerwcu niewielka rzeka płynąca przez leżące na północ od Krakowa Zielonki kilkakrotnie występowała z brzegów. Zalewała ulice, podwórka i piwnice domów.

    Prądnik przepływa przez samo centrum miejscowości, tuż obok dróg i budynków. A podczas burzy mocno podnosi poziom. – Wyjechaliśmy z domu wcześnie rano i wszystko było jeszcze w normie. Parę godzin później córka zadzwoniła, że nas zalewa. Nie mogliśmy już dojechać do domu – opowiada jedna z mieszkanek. W ciągu dnia woda opadła, zostawiając kilkunastocentymetrową warstwę mułu. – W szóstkę czyściliśmy podwórko ponad dwie godziny – mówi kobieta.


    Zabetonowane podwórka


    Wójt gminy Zielonki Bogusław Król wyjaśnia, że szacowanie strat jeszcze trwa, ale w zakresie infrastruktury będzie to kwota rzędu 1,5 mln zł. – Jeśli chodzi o straty w prywatnych budynkach czy uprawach, to mogą one sięgnąć kilku, a nawet kilkunastu milionów złotych – mówi. Dodaje, że w tym roku gmina już od początku maja zmaga się z gradobiciami, nawałnicami, a co za tym idzie – z podtopieniami.


    Jak podkreśla wójt, problemem jest mała pojemność koryt rzek przepływających przez ten teren. – Przez ostatnie kilkadziesiąt lat zarządca, czyli Małopolski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Krakowie, nie prowadził tam żadnych istotnych prac. Dna zostały zamulone, a brzegi zarosły – mówi B. Król. Z archiwów wynika, że dawniej koryto Prądnika, zwanego także Białuchą, było nawet 3 metry niżej niż obecnie.


    Tymczasem rozbudowana została infrastruktura, przybyło dróg, budynków, a przede wszystkim – wybetonowanych czy wybrukowanych podwórek. Jak podkreśla wójt, to właśnie one w dużej mierze przyczyniają się do tego, że rzeka tak często wylewa. – Woda nie ma gdzie wsiąknąć, szybko spływa do Prądnika i brakuje dla niej miejsca – tłumaczy.
Władze i mieszkańcy są zgodni: koryto trzeba pogłębić, brzegi poszerzyć, a drzewa blokujące spływ wody wyciąć. Na to jednak nie zgadzają się ekolodzy.


    Ekonomicznie i ekologicznie


    Prace na Prądniku w Zielonkach miały się rozpocząć już w 2007 roku. Przygotowane były pieniądze, a Małopolski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych rozpoczął procedurę przetargową. Zaprotestowali jednak ekolodzy z Małopolskiego Towarzystwa Ornitologicznego i Towarzystwa na rzecz Ochrony Przyrody.


    – Rzeka jest najbogatszym środowiskiem życia na ziemi, dlatego powinniśmy ją chronić – mówi Kazimierz Walasz z Małopolskiego Towarzystwa Ornitologicznego. – To nie jest tylko kanał spływu wody opadowej, który należy uregulować i wyrównać, by woda jak najszybciej znalazła się w Bałtyku.
\

    Wyjaśnia, że silnych opadów nie można powstrzymać, a tworzenie zapór i betonowanie brzegów to relikt poprzedniego wieku. – To droga donikąd, totalna dewastacja środowiska, która nie powstrzyma powodzi, a jest bardzo kosztowna – mówi K. Walasz i dodaje, że w MZMiUW całkowicie brakuje myślenia ekonomicznego i przyrodniczego. – Naszą rolą nie powinno być przyspieszanie biegu rzeki, a wręcz przeciwnie – jego spowalnianie – wyjaśnia.


    Jak podkreśla, znacznie tańszym, a przy tym przyjaznym dla środowiska rozwiązaniem byłoby stworzenie tzw. suchych zbiorników, czyli obszarów zwykle wykorzystywanych jako łąki i tereny zielone, na których wezbrany Prądnik mógłby się rozlewać bez szkody dla ludzi. – To byłoby rozwiązanie trwałe – zapewnia K. Walasz. Należałoby także przenieść domy, by nie znajdowały się tuż nad brzegami rzeki.
– Taka zabudowa była w Zielonkach już w XIX wieku, to się nie zmieniło. Jedynie koryto rzeki było głębsze i szersze – odpiera argumenty wójt Zielonek.


    Protesty i petycje


    Jak wyjaśnia przyrodnik, w proteście ekologów nie chodzi o obronę jakiegoś pojedynczego gatunku zwierzęcia. Podkreśla on, że Prądnik jest rzeką stosunkowo czystą i mało uregulowaną, a wzdłuż jego brzegów rozciągają się lasy łęgowe. – To, że mamy taką rzekę, jest największą wartością, bo my, ludzie, możemy w tym pięknym krajobrazie żyć – tłumaczy K. Walasz.


    Mieszkańcy Zielonek wciąż jednak chcą, by koryto rzeki zostało uporządkowane. Do 5 lipca podpisywali się pod wspólnym wnioskiem do MZMiUW „o pogłębienie koryta i uporządkowanie brzegów rzeki Prądnik–Białucha, potoku Garliczka i Korzkiewka oraz rzeki Dłubni w gminie Zielonki”. – Nie mówimy o betonowaniu, ale o najprostszej konserwacji i potrzebnej regulacji – zapewnia B. Król. – Oczekujemy jak najpilniejszego działania, ponieważ czujemy się poważnie zagrożeni.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół