• facebook
  • rss
  • W oświacie lepiej i gorzej

    dodane 05.09.2013 00:00

    Wywiad. O zamykaniu szkół i zwolnieniach nauczycieli z Tadeuszem Matuszem, nowym zastępcą prezydenta Krakowa, rozmawia Piotr Legutko.

    Piotr Legutko: Od miesiąca odpowiada Pan za krakowską oświatę. „Na mieście” mówi się, że likwidator się nie sprawdził, więc przyszedł terapeuta.


    Tadeusz Matusz: Brzmi to może efektownie, ale skoro mówimy o sygnałach wysyłanych „w miasto”, to chciałbym, aby ten oznaczał, że stawiamy teraz w pierwszym rzędzie na jakość edukacji. Koszt, oczywiście, jest ważny, ale nie na tyle, by mówić: „Jest za drogo, tniemy wszystko, co się da, nie bacząc na skutki”.


    Zatem podziela Pan opinię, że dotychczasowe zmiany w krakowskiej oświacie tak właśnie wyglądały?


    Nie podzielam, ale taki rzeczywiście był odbiór społeczny. Ja chcę to zmienić. Będę pilnował kosztów, a mówię o jakości, bo choć Kraków wciąż jest najlepszy w Małopolsce, a Małopolska w kraju, to już nie tak wyraźnie jak kilka lat temu.


    Skoro stawiamy na jakość, to może wykorzystując niż demograficzny, miasto zgodzi się na mniejsze klasy? Przy okazji ocaleje więcej nauczycieli.


    To postulat wysuwany wobec wszystkich samorządów, nie tylko krakowskiego. Ale nie mogę się zgodzić, że tego nie robimy. Klasy są mniejsze, nie ma nauki na dwie zmiany, a więc warunki obiektywnie się polepszyły. Tyle, że nie stało się to z dnia na dzień, więc nie wszyscy to widzą. Kiedy zaczynałem pracę jako wychowawca w liceum, miałem 44-osobową klasę, i nie był to jakiś ewenement. W tej chwili takich klas nigdzie nie ma. Ale zmniejszanie ich liczebności też musi mieć swoją granicę, by publicznych środków starczyło również na inne wydatki – drogi czy nowe inwestycje.


    Na razie oświata pochłania ich lwią część. A ponieważ liczba uczniów maleje, pewnie nie unikniemy kolejnych zmian w sieci szkolnej. Ma Pan pomysł, jak to zrobić, żeby mniej bolało?


    Podejrzewam, że zmian faktycznie nie unikniemy, choć jest tzw. echo demograficzne i pokolenie wyżu z lat 80. ub. wieku w tej chwili właśnie wchodzi w rolę rodziców. Ale wzrost liczby uczniów nie będzie znaczący i świadomość tego staje się coraz bardziej powszechna. Nie mogę w tej chwili zadeklarować, które szkoły i kiedy będą zamykane. Wychodzę z założenia, że nie można być radykalnym co pół roku. Skoro mówimy o jakości, to musimy dać szansę placówkom oświatowym, by udowodniły, że warto na nie stawiać. Na to potrzeba co najmniej roku, bo wyniki nauczania bada się w takim cyklu. I chcę jednocześnie postawić na większą niż dotąd znajomość tych wyników wśród rodziców. Obecnie często jest tak, że po prostu zaprowadzają oni dzieci do szkoły, a przynoszone do domu stopnie wiążą wyłącznie z ich pracowitością czy zdolnościami. Tymczasem działając na podobnym terenie, dysponując uczniami o podobnych możliwościach, dwie szkoły mogą mieć – i mają – znacząco różne wyniki. Warto, by rodzice mocniej niż dotąd wzięli to pod uwagę.


    Czy liczba 400 nauczycieli tracących właśnie pracę w Krakowie robi na Panu wrażenie?


    Oczywiście, bo to 400 życiowych dramatów. Ale z drugiej strony chciałbym każdego, kto czyta ten wywiad, zapewnić, że jedna przegrana bitwa o niczym nie przesądza. Jest Grodzki Urząd Pracy, są szkolenia i nawet jeśli nie bardzo w nie wierzymy, warto skorzystać. Dać sobie drugą szansę.


    Badania zrobione wśród nauczycieli zwolnionych w ubiegłych latach pokazują, że nie bardzo widzą się w innej roli społecznej. Uważają, że jest to zawód na całe życie.


    Też to potwierdzam. My, nauczyciele, lubimy narzekać na swój zawód, podkreślamy jego niedogodności, ale jak przyjdzie co do czego, za wszelką cenę chcemy się go trzymać. Bo w gruncie rzeczy to fantastyczna praca, dostarczająca ogromnej satysfakcji, choć zarazem bardzo wymagająca. I ja rozumiem sentyment, ale trzeba brać pod uwagę realia.


    A czy nie powinno się na problem zwalnianych nauczycieli spojrzeć z drugiej strony? Oto miasto ma do wykorzystania kilkuset doświadczonych, świetnie przygotowanych pracowników. Czy nie powinno ich wykorzystać w innych sektorach – opiece społecznej, kulturze, przemyśle czasu wolnego?


    Teoretycznie tak, ale w tych obszarach sytuacja jest podobna. Tam też ludzie tracą pracę. Rynek jest nasycony ludźmi dobrze przygotowanymi albo już pracującymi w danej branży. Oczywiście można przyjąć założenie, że zwolnieni nauczyciele będą w tej roli lepsi. Tego nie należy wykluczać. Ważne, by oni sami chcieli wypełnić ten przysłowiowy kupon.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół