• facebook
  • rss
  • 841 km pomocy dla Jasia

    Jan Głąbiński


    |

    Gość Krakowski 37/2013

    dodane 12.09.2013 00:00

    Podczas rejsu pełnego przygód i obcowania z przepięknym krajobrazem Wisły informowali wszystkich o chorobie 2-letniego chłopczyka z Zakopanego.

    Jaś urodził się z wirusem cytomegalii. Kolejne badania stwierdziły całkowite obniżenie mięśniowe i opóźnienie psychoruchowe. Pomimo że chłopczyk ma ponad dwa latka, jeszcze nie siedzi samodzielnie. Miesięczna rehabilitacja kosztuje około 2 tys. zł. NFZ zwraca jedynie koszty zajęć w ośrodku na zakopiańskim Kamieńcu. Ale ćwiczenia dwa razy w tygodniu to zdecydowanie za mało.


    Trzech młodych zakopiańczyków postanowiło pomóc rodzicom. Wpadli na nietypowy pomysł, że przepłyną Wisłę kajakami. – Tata Jasia to nasz przyjaciel. Nie zastanawialiśmy się długo, czy jakoś ich wesprzeć – mówi Rafał Róg. Razem z nim popłynęli jeszcze Marcin Kaliński i Michał Chmiel.

    – Największego wyczynu dokonał Marcin, bo popłynął z nami za Dominika Zajdę, który dzień przed wyprawą złamał nogę i musiał zostać w Zakopanem. Marcin po prostu z marszu wsiadł do kajaka – wspomina Michał. Uczestnicy wyprawy sami ją sfinansowali. – Najważniejsze jest dla nas zdrowie Jasia. Kiedy trzeba będzie, popłyniemy drugi raz – mówią bez wahania.


    Na trasie byli dwa tygodnie. Codziennie pokonywali średnio 60 km. Rekord padł w okolicach Grudziądza, kiedy przepłynęli 78 km. Ale były też momenty trudne, zwłaszcza w okolicach Torunia. Chłopaki żartują, że wkurzył się na nich Posejdon. – Wiał silny wiatr – 3, 4 stopnie w skali Beauforta. Do tego jeszcze deszcz, duże fale. Przez cały dzień wiosłowania pokonaliśmy jedynie 30 km – mówi Michał.


    W czasie wyprawy nawiązali wiele kontaktów. Każdemu spotkanemu na swojej drodze przekazywali ulotki z informacją o chorym dziecku. – Wiemy o pierwszych wpłatach na rzecz Jasia. Liczy się każda suma, nawet ta najmniejsza – podkreśla Michał. – Spotkaliśmy się z wielką życzliwością. Podczas biwakowania zawsze mogliśmy liczyć na pomoc, radę. Ofiarowano nam jedzenie, częstowano owocami. Taka wyprawa pozwala na poznanie wielu osób i ich życiowych historii. Ale – co najważniejsze – daje też możliwość przemyślenia swoich spraw – dodaje Michał.


    Zakopiańczycy przekonali się, że Wisła w większości jest bardzo dziką rzeką i wcale nie tak zanieczyszczoną, jak się powszechnie sądzi. – Natrafiliśmy na takie piękne krajobrazy! Oto o zachodzie słońca podpływamy do brzegu, a nagle ze skały odrywa się i odlatuje z pół tysiąca ptaków. To było jak ujęcie z filmu przyrodniczego – wspomina Rafał. 
– Polecamy każdemu takie wakacje, nie trzeba szukać przygód w Chorwacji czy Egipcie – zachęcają do kajakowej eskapady młodzi zakopiańczycy.


    Podczas wyprawy kajakarze ciągle kontaktowali się ze swoimi rodzinami, aby wiedziały, gdzie obecnie się znajdują. To było jedno z zaleceń WOPR. Skorzystali też z rad i podpowiedzi „Przewodnika” Kamińskiego. – Udało nam się przepłynąć bez większych przeszkód. Wcześniej trenowaliśmy trochę na Zalewie Czorsztyńskim, nad Białką. Choć to zupełnie inne akweny – przyznają uczestnicy wyprawy. – Na szczęście nie mieliśmy wywrotek. To byłaby tragedia. Na pokładzie kajaków znajdowały się jedzenie, namioty i inne potrzebne rzeczy – opowiada Michał.


    – Chcieliśmy wszystkim serdecznie podziękować za okazane wsparcie podczas podróży, za niezwykłe przyjęcie, np. przez jeden z warszawskich klubów. Wokół nas są dobrzy ludzie. Choć wyprawa już się zakończyła, Jaś wciąż potrzebuje pomocy. Wypłyńmy razem z nim w rejs po jego zdrowie – namawiają młodzi mężczyźni.


    Wesprzyj malucha


    Każdy może pomóc. Wystarczy wpłacić choćby drobną sumę na Fundację Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, nr konta: 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615 i w tytule podać: „19516 – Ślusarczyk Jan Zbigniew – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół