• facebook
  • rss
  • Marzenia pofrunęły do nieba

    Monika Łącka

    dodane 05.10.2013 21:42

    Przez Kraków przeszedł VI Marsz Nadziei i Życia, zorganizowany przez Fundację Urszuli Smok "Podaruj Życie". Wcześniej w magistracie artyści przeczytali listy od osób chorych onkologicznie.

    "Tuż po pierwszych urodzinach mojej córeczki dowiedziałam się, że jestem chora na ostrą białaczkę. Nie mogłam w to uwierzyć, bo do tej pory byłam okazem zdrowia" – napisała w swoim liście Katarzyna. Dziś jest już po przeszczepie szpiku kostnego, ale jej marzenia wciąż są takie same... – Chciałabym po prostu być z moją córeczką na jej drugich, trzecich, czwartych i kolejnych urodzinach. Patrzeć, jak rośnie i cieszyć się z niej razem z mężem. Byłabym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – wyznaje.

    Podobny cel postawiła sobie także Edyta, gdy dowiedziała się, że musi stoczyć walkę z nowotworem. "Długo nie potrafiłam utożsamić się z chorymi, którzy razem ze mną leżeli na szpitalnym oddziale. Dziś już jednak o tym nie myślę – jestem w 17. dobie po przeszczepie szpiku i na horyzoncie pojawiło się już słowo „dom”, a to oznacza powrót do mojej małej córeczki, która przez ostatnie trzy miesiące dzielnie razem ze mną walczyła. To ona jest moim największym marzeniem, celem, planem na przyszłość" – pisze Edyta. Wychodząc z domu na przeszczep, myślała tylko o jednym – że do domu musi wrócić, bo jej córeczka nie może wychowywać się bez matki. "Założyłam, że zniosę wszystko, nawet najgorsze, bylebym tylko mogła znów czesać włosy mojego dziecka, ubierać córeczkę w sukienki, patrzeć, jak się rozwija, tańczy, wygłupia się...".

    Kolejna osoba napisała list, by wszyscy uczestnicy VI Marszu Nadziei i Życia zrozumieli jej świat: świat, który na chwilę od niej odszedł, by powrócić i być jeszcze piękniejszym, choć zupełnie innym niż dawniej, przed chorobą. "Czytacie go, a ja pragnę was zapytać: dlaczego sądzicie, że diagnoza »masz raka« jest równoznaczna z wyrokiem »umierasz«? Dlaczego po usłyszeniu tej wiadomości zaczęliście patrzeć na mnie jak na zmarłą? A to nie śmierć była przede mną, ale kolejny zakręt, jeden z wielu, który pokonałam i jeszcze pokonam. (…) Świat się na tych zakrętach nie kończy" – pisze zdrowa już kobieta. Pomiędzy jednym a drugim kursem chemioterapii żyła jak wcześniej, normalnie. Czytała, chodziła na spacery, śmiała się, uczestniczyła w sesji zdjęciowej. Nie spotykała się tylko z przyjaciółmi. "Nie chciałam, by patrzyli na mnie tak, jakby mnie już nie było. Bo byłam i żyłam. Teraz jestem już zdrowa. Otworzył się przede mną nowy świat. Uśmiech męża, przytulenie dzieci, tęcza na niebie – to wszystko wydawało mi się tak oczywiste, a teraz jest czymś cudownym i niepowtarzalnym. Rozumiem już, jakim bezcennym darem od Boga jest każda chwila. Jeśli znowu zachoruję, nie patrzcie na mnie tak, jak za pierwszym razem. Wspierajcie mnie, ale nie użalajcie się nade mną i nie stawiajcie na mnie kreski. Ja tańczę jak zawsze i jak zawsze kocham życie".

    Listy od chorych przeczytali m.in. (od lewej) Maja Ostaszewska, Urszula Grabowska i Błażej Peszek   Listy od chorych przeczytali m.in. (od lewej) Maja Ostaszewska, Urszula Grabowska i Błażej Peszek Monika Łącka /GN Te i wiele, wiele innych listów w sobotnie popołudnie w magistracie odczytali (z ogromnym wzruszeniem i nie kryjąc łez) znani i cenieni artyści: Maja Ostaszewska, Urszula Grabowska, Małgorzata Kalicińska, Tadeusz Huk, Błażej Peszek. Wszystkie listy były poruszające i niosły za sobą mnóstwo emocji. Zarówno te najprostsze, o lodach z bitą śmietaną, jak i te bardziej wzniosłe – by balon z marzeniem o rowerowej wyprawie do Włoch wyprzedził pana Lucjana (chorującego na nowotwór) w drodze do nieba. Bo pan Lucjan mocno wierzy, że tu, na ziemi, ma jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, a następnym listem, jaki chce wysłać do nieba, będzie właśnie kartka z Włoch...

    O podróży do Włoch marzy też 15-letni Krzysztof z Myślenic. Chłopiec niezwykle dojrzały, jak na swój wiek. Na ostrą białaczkę limfoblastyczną zachorował w marcu tego roku. W szpitalu jest już kilka miesięcy. Na początku było mu bardzo ciężko, nie umiał się pogodzić z tym, co się stało. „Z czasem jednak zaczęło być coraz łatwiej i lepiej. Dziękuję Bogu za dobro, jakiego doświadczam od Niego każdego dnia, w darze Komunii Świętej, i za wszystkie łaski, jakimi mnie obdarza. Dziękuję rodzicom, bo bywały lepsze i gorsze dni, ale gdyby nie Bóg i oni, nie przezwyciężyłbym dolegliwości. Dziękuję też mojej wychowawczyni ze szkoły i mojej klasie, za zaangażowanie we wspieranie mnie, że nie zostałem sam. Moim marzeniem jest jak najszybciej wrócić do domu i do pełnej sprawności. Marzę też, bym mógł pojechać do Rzymu i spotkać się z papieżem Franciszkiem. Chciałbym też pomodlić się przy grobie bł. Jana Pawła II” – pisze Krzyś.

    Listy napisali chorzy w różnym wieku – od najmłodszych zaczynając (np. mama 3-letniej Patrycji leżącej w szpitalu zapisała słowa swojej córeczki: "Marzy, by mieć takie włosy, jak mama i być kiedyś dużą Patrycją..."), do najstarszych (92-letniej pacjentki kliniki hematologii).

    Wszystkie marzenia na zakończenie marszu, który tanecznym krokiem (w rytmie poloneza) przeszedł przez Rynek Główny, poszybowały do nieba. Oby wszystkie się spełniły.

    – Wasza obecność na marszu świadczy o tym, że los chorych osób nie jest obojętny tak ogromnej liczbie osób. Za tę obecność wszystkim dziękuję – mówiła Urszula Smok, prezes Fundacji „Podaruj Życie” Ośrodek Pomocy Osobom z Chorobami Krwi i Nowotworami. Kiedyś też chorowała na białaczkę. Dziś jest zdrowa i całe serce wkłada w pomoc tym, którzy najważniejszą walkę swojego życia (i wygranie jej) mają wciąż przed sobą.

    – To, że spotykamy się na marszu, uważam za coś bardzo normalnego, oczywistego. To po prostu nasza społeczna powinność, bo człowiek musi pomagać człowiekowi. Ja pomagam od wielu lat, jestem honorowym dawcą krwi. Listy chorych tak bardzo ściskają za serce, że nie potrafiłam opanować emocji czytając je – przyznaje Małgorzata Kalicińska. – To, co robi Ula Smok, to wielka i ważna sprawa, a szpikiem po prostu trzeba się dzielić. Jest we mnie ogromna empatia dla autorów listów, ich słowa "chwytają za gardło". Mam nadzieję, że dzisiejsza słoneczna pogoda będzie dla chorych błogosławieństwem, znakiem, że ich marzenia się spełnią – dodaje Maja Ostaszewska. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół