• facebook
  • rss
  • Szkoły nie są gotowe

    dodane 10.10.2013 00:00

    Przed głosowaniem w sprawie referendum edukacyjnego rodzice zaangażowani w akcję „Ratuj maluchy” odwiedzili parlamentarzystów koalicji PO–PSL.

    Podczas ogólnopolskiej akcji „Ratuj maluchy i starsze dzieci też” jej organizatorom udało się zebrać prawie milion podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie reformy edukacyjnej obniżającej wiek szkolny dzieci. O tym, czy referendum się odbędzie, w najbliższym czasie (prawdopodobnie w październiku) zdecydują posłowie. Koalicja PO–PSL w większości jest mu przeciwna. – Dokładny termin głosowania nie jest znany, dlatego postanowiliśmy odwiedzić wszystkich posłów koalicji pod koniec września i w pierwszym tygodniu października. W Małopolsce (w tym w naszej diecezji) zapukaliśmy do kilkunastu biur poselskich – mówi Ewelina Królikowska-Juszczyk, jedna z koordynatorów akcji „Oświeć posła” w województwie małopolskim.

    Dobrodziejstwo jest krzywdą

    – Chcemy, by w tak ważnej kwestii, jaką jest kształcenie młodego pokolenia, głos należał do obywateli. A chodzi nie tylko o przymus szkolny sześciolatków i pięciolatków, ale także o zredukowany program nauczania w liceach, zagrożenie likwidacją kolejnych tysięcy szkół i przedszkoli oraz o problem istnienia gimnazjów – podkreśla E. Królikowska-Juszczyk. Według badań, w ciągu ostatnich 5 lat ponad 80 proc. rodziców sześciolatków zadecydowało o pozostawieniu dzieci w zerówce. Lokalne szkoły nie były bowiem przygotowane na ich przyjęcie. Z kolei połowa rodziców, którzy zdecydowali się posłać dziecko wcześniej do szkoły, żałuje tej decyzji. Także wielu ekspertów podkreśla, że reforma edukacyjna jest realizowana ze szkodą dla dzieci i brakuje na nią pieniędzy. Ostatnią deską ratunku stała się więc akcja „Oświeć posła”. – Podczas spotkań przedstawialiśmy posłom opinię PAN, która bardzo krytycznie ocenia reformę i sposób jej wprowadzania. Prezentowaliśmy badania, które udowadniają, że co trzecie dziecko ma problemy adaptacyjne, a wiele sześciolatków szybko traci zapał do nauki. Często też maluchy muszą spędzać w szkole nawet 8 godzin, zamiast 5 – opowiada E. Królikowska-Juszczyk. O tym, jak daleko jest polskiemu systemowi szkolnictwa do ideału, o którym mówi MEN, przekonała się, gdy do szkoły poszedł jej syn Karol. Jego rocznik miał być ostatnim, w którym decyzja o wieku zapisania dziecka do szkoły miała należeć do rodziców. – Postanowiliśmy z mężem, że zapiszemy syna do zerówki rok wcześniej – baliśmy się, że za rok, gdy do szkół trafią dwa roczniki dzieci jednocześnie, klasy będą przeładowane. Wybraliśmy zerówkę w szkole, w centrum Krakowa, gdzie wszystko miało być piękne – świetlica, sala do zabawy w przerwach między zajęciami, boisko. Rzeczywistość okazała się jednak inna – wspomina. Karol – śmiały, bystry, świetnie rozwinięty chłopiec, który ani razu nie płakał w przedszkolu i lubił do niego chodzić, w szkole nie nadążał za kolegami – kiedy oni kończyli zadanie, on jadł jeszcze śniadanie, miał problem ze skupieniem uwagi przez tak długi czas. Płakał, że nie ma czasu na zabawę. Nie było też mowy o wyjściu na boisko – szkolne ogrodzenie było dziurawe, a obok była ulica.

    Plac zabaw czy błoto?

    Iwona Cichoń i Lech Zawistowski z synem Grzegorzem w ramach akcji „Oświeć posła” odwiedzili wielickie biuro poselskie Elżbiety Achinger (PO). Grześ urodził się w 2008 r. Teraz ma 5 lat i jest objęty reformą edukacyjną. – W przedszkolach dzieci uczy się tak, jak na tajnych kompletach – gdy na wizytację przychodzi ktoś z kuratorium, ze ścian ściągane są cyfry i litery, bo oficjalnie nie wolno uczyć dzieci czytać i liczyć. Po kontroli tablice znów są wywieszane – opowiadają jego rodzice. Mieszkają na os. Zadory (Wieliczka), jednak rejonowa szkoła Grzesia znajduje się aż w Śródmieściu. By tam dojść, dzieci muszą pokonać bardzo ruchliwą ul. Piłsudskiego (droga krajowa w kierunku Niepołomic i Dobczyc). W ostatnich 5 latach nie dostosowano też infrastruktury szkolnej do potrzeb sześciolatków ani nie przeszkolono nauczycieli. – Dzieci muszą przychodzić do szkoły na pierwszą zmianę, czyli na 7 rano! Podobnie jest w pobliskich Krzyszkowicach. Szkoła pęka w szwach. I choć w Wieliczce buduje się nowe osiedla, nie ma pieniędzy na rozbudowę szkół. Przy szkole nie ma też placu zabaw (wniosek o budowę do budżetu gminy nie został uwzględniony). Dzieci mogą jedynie „pobawić się” w... błocie. Złożyliśmy więc wniosek o edukację domową – opowiada I. Cichoń. Poseł Achinger obiecała im, że gdy nie będzie dyscypliny partyjnej, poprze wniosek o referendum, w przeciwnym razie wstrzyma się od głosu. Uważa bowiem, że ostateczne decyzja o posłaniu dziecka do szkoły powinna należeć do rodziców, a szkoła musi być na to przygotowana. Podczas spotkań rodzice prosili, by posłowie wzięli pod uwagę dobro dzieci, a nie lojalność wobec partii, względy finansowe czy rozgrywki polityczne. Nie wszyscy rozumieli ich argumenty. Nieugięty był np. poseł PO Jacek Fedorowicz. – Powiedział, że jako wybrany przez społeczeństwo (ok. 30 tys. wyborców) ma służyć jego dobru, ale wniosku o referendum nie poprze. Pan poseł lekceważy więc głos miliona osób podpisanych pod wnioskiem – mówi Agnieszka Stawowczyk, mama dwojga dzieci. Z kolei poseł PO Katarzyna Matusik-Lipiec obiecała, że choć ostatecznej decyzji w sprawie poparcia (lub nie) wniosku nie podjęła, na pewno wpłynie na nią rozmowa z przedstawicielami rodziców sześciolatków. Rozumie bowiem, że determinacja rodziców wynika z tego, że samorządy nie podołały do końca zadaniu i nie wszystkie przygotowały szkoły na przyjęcie maluchów. Są to jednak pojedyncze przypadki, a rząd robi wszystko, by je w tym wspomóc i odciążyć finansowo.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół