• facebook
  • rss
  • Anonimowa Msza

    ks. Jacek Stryczek

    |

    Gość Krakowski 42/2013

    dodane 17.10.2013 00:00

    Jeśli można, zadam następujące pytanie: kiedy Msza jest lepsza: czy wtedy, gdy ludzie się znają i są na siebie otwarci, czy też wtedy, gdy ludzie stoją obok siebie obojętni i wpatrzeni w ołtarz?

    Jakiś czas temu w czasie Mszy św. zaproponowałem, aby ludzie się poznali, przynajmniej po imieniu. Oczywiście, kto nie chciał, nie musiał. Przez chwilę kościół wypełnił się rozmowami. Atmosfera Mszy stała się niesłychanie przyjacielska i radosna. Ludzie – wcześniej sobie obcy – wychodząc z kościoła, pozdrawiali się, podawali sobie ręce.

    Ale były też – choć w wyraźniej mniejszości – osoby, które czuły się nieswojo. Więc co jest lepsze? Sam od lat jestem zgorszony sytuacją, w której anonimowi ludzie przychodzą na Mszę odprawianą przez anonimowego księdza. Bo właśnie Msza św. jest nie tylko ofiarą Chrystusa, ale też zgromadzeniem Kościoła. Łączy w sobie wiele. W ustach wielu ludzi Kościół jest pojęciem absolutnie abstrakcyjnym, a w czasie Mszy właśnie się uobecnia. Jeśli nie wtedy, to kiedy „jest Kościół”?! Mówimy wielkie słowa o wspólnocie Kościoła, a w czasie Mszy nie znamy się i nie chcemy się poznać? Uważam, że jednym z kluczowych powodów, dla których ludzie tak źle mówią o Kościele, jest to, że się z nim nie utożsamiają. Są na Mszy, ale nie w Kościele (wspólnocie). Dlatego o Kościele mówią tak, jak mówi się o czymś obcym.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół