• facebook
  • rss
  • Ogrzewany kościół

    ks. Jacek Stryczek

    |

    Gość Krakowski 03/2014

    dodane 16.01.2014 00:00

    Taki kościół robi różnicę. Godzina bezruchu w zimnym kościele dla wielu jest sporym wyzwaniem.

    Coraz większym, ponieważ na co dzień wiele osób nie musi się ubierać „na potęgę”. Są w domu, gdzie jest ciepło, wsiadają do ciepłego samochodu, pracują w ciepłym biurze. Mają na sobie raczej lekkie ubranie, które wystarcza, by przez chwilę przejść się miedzy samochodem a domem. Czy to dobrze, czy też źle? Nie ma znaczenia. Po prostu tak jest.

    Wyobraźmy sobie, że ktoś po pracy idzie do kościoła w drodze do domu. Żeby przetrwać, musi już rano planować: kozaki, kalesony, futro. Jednak w takiej sytuacji kościół nie jest miejscem przyjaznym. Mam wielu znajomych, u których chęć modlitwy konkuruje z obawą wyziębienia. Właśnie dlatego w wielu krajach nie buduje się już wielkich kościołów, ale takie, w których w lecie jest klimatyzacja, a w zimie ogrzewanie. Według mnie, to nie ma nic wspólnego z osłabieniem religijności. Po prostu jest inaczej. Wcześniej zakupy robiło się na targu, w gorącu i w zimnie, a dzisiaj w galeriach handlowych. Wcześniej ludzie pracowali na roli, a teraz częściej w biurach. Wcześniej czy później, przed wieloma parafiami pojawi się pytanie, jak sprostać wyzwaniom czasu. Już widać różnice. Zimnie kościoły na pół roku pustoszeją. Gdy się jedzie samochodem, nie ma wielkiej różnicy, czy do kościoła są 2 kilometry czy 12. A samo ryzyko zachorowania dla ludzi obciążonych pracą jest realnym problemem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół