• facebook
  • rss
  • Franz nie palił cameli

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 07/2014

    dodane 13.02.2014 00:00

    Palenie 19 ton akt SB w Krakowie w piecach elektrociepłowni miało zająć 12 godzin.

    Tak wynika z nieznanego dotąd dokumentu z 1988 r., odnalezionego w archiwum krakowskiego IPN przez Grzegorza Wszołka, młodego historyka i znanego blogera, piszącego w sieci teksty pod nickiem „GW1990”. Swoje znalezisko omówił na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”. Historyk przygotowuje na Uniwersytecie Jagiellońskim pionierską pracę naukową o końcowych latach działalności krakowskiej bezpieki. – Wspomniany dokument znalazłem w teczce zatytułowanej „Plan niszczenia dokumentów Wydziału C WUSW Kraków”, umieszczonej jednak w segregatorze dotyczącym planów mobilizacyjnych SB. Jego data wskazuje na to, że masowe niszczenie akt esbeckich rozpoczęło się wcześniej niż dotąd sądzono – mówi G. Wszołek.

    Wrzucić do pieca

    Wśród przeznaczonych do zniszczenia dokumentów, ważących ponad 19 ton, miały być m.in. teczki pracy tajnych współpracowników i korespondencja operacyjna, „nie przedstawiające żadnej wartości pod względem operacyjnym ani historycznym”. Dokumentację komunistycznej SB masowo niszczono w całym kraju w latach 1989 i 1990, po obradach Okrągłego Stołu. Przejmujący obraz tego procederu dał Władysław Pasikowski w filmie „Psy”. Esbek Franciszek Maurer, zwany „Franzem”, z cynicznym uśmiechem wrzuca do ogniska akta inwigilowanych księży, wrzeszcząc: „Do piekła!”. Potem zaś funkcjonariusze wypierają się w żywe oczy tego, że palili coś ważnego. Między mjr. Walendą a kpt. Stopczykiem wywiązał się dialog prowadzony knajackim językiem: – Stopczyk! Co wy tam palicie? – Ja? Radomskie, ale jak pan major woli, to Franz ma camele. – Co ty p...sz za uszami, Stopczyk! Na wysypisku, co palicie po nocach? – A... takie tam szpargały. Budynek idzie do służby zdrowia, nie? No to się pali takie faktury za odzież, za środki czystości, za materiały biurowe. Ja wiem, że to powinno iść na makulaturę, ale kto to teraz skupuje, nie? Świadkiem palenia akt SB w Krakowie w 1989 r., przypominającego scenę z „Psów”, był współpracujący z krakowskim GN fotoreporter Grzegorz Kozakiewicz. Pracował wówczas w „Tygodniku Małopolska”. – Pewnego dnia wieczorem dostaliśmy telefonicznie wiadomość, że nad Wisłą, w okolicach Bielan, palone są jakieś akta, przywożone wieczorami samochodem dostawczym. Miało to trwać prawie codziennie przez ponad miesiąc. Pojechaliśmy tam od razu tego wieczora z kolegami dziennikarzami. „Palaczy” już nie zastaliśmy, lecz w nadwiślanym tzw. międzywalu, chroniącym od wzroku osób stojących przy drodze, pełgały ogniki na wielkiej stercie tlących się papierów. Udało nam się wyciągnąć trochę tych nadpalonych dokumentów. Były tam m.in. rozmaite rachunki, ale także fragmenty akt operacyjnych SB – mówi G. Kozakiewicz. Nie znano dotąd technologii masowego niszczenia przez SB dowodów. Odnaleziony przez G. Wszołka dokument rzuca na to ciekawe światło. „Materiały przeznaczone do zniszczenia będą przewiezione z ul. Mogilskiej 109 do Elektrociepłowni w Łęgu ul. Ciepłownicza 1 przy pomocy pięciu samochodów ciężarowych. (...) Samochody z materiałami przeznaczonymi do zniszczenia będą wyjeżdżały na rampę wyładunkową, skąd wprost z samochodu dokumenty będą wrzucane na ruszta obrotowe pieca ciepłowniczego. Ruchome ruszta i wysoka temperatura pieca spowodują szybkie i dokładne spalenie dokumentów. Inne sposoby niszczenia byłyby bardziej czasochłonne” – napisano w dokumencie podpisanym przez Helenę Ciepał, naczelnik Wydziału C (czyli archiwum) Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Krakowie. – Dotąd wiedzieliśmy, że masowe niszczenie dokumentacji operacyjnej SB miało się zacząć wówczas, gdy kończyły się rozmowy Okrągłego Stołu. Musimy jednak pamiętać, że pewne papiery operacyjne SB były usuwane przez cały czas działalności tej instytucji, zgodnie z procedurami wewnętrznymi o tzw. brakowaniu akt. Jest jednak różnica między owym „brakowaniem” z lat wcześniejszych a tym, co się odbywało w latach 1989–1990. Wówczas niszczono bowiem wiele dokumentów, których czas „brakowania” jeszcze nie nadszedł wedle procedur. Jeśli usuwano akta operacyjne, przedtem robiono fotokopie najważniejszych dokumentów, które zostawały w archiwach. Być może, że i w latach 1989–1990 również kopiowano te najistotniejsze. Nie zachowały się jednak w archiwach przejętych przez IPN. Szło więc o zniszczenie tych akt bez pozostawienia w archiwum namacalnego śladu po nich – mówi prof. Filip Musiał, historyk, wykładowca „Ignatianum”, pracownik krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

    Zniszczyć jak najwięcej

    – Wzmianka w odnalezionym dokumencie o wykorzystaniu kotłów Elektrociepłowni w Łęgu do niszczenia akt wskazuje na masowy charakter tego procederu. Palenie odbywało się rzeczywiście na skalę niemal przemysłową, szczególnie od wiosny 1989 roku, gdy zaczęło się niszczenie dokumentów dotyczących zwalczania Kościoła. Potem pretekstem do tego stały się przekształcenia struktur SB i MSW. Ogromna operacja niszczenia dokumentów dotyczyła nie tylko SB, ale też szeregu instytucji komunistycznego państwa ze służbami specjalnymi na czele, także struktur administracji, MSZ i PZPR, od Komitetu Centralnego po lokalne komórki – mówi prof. Henryk Głębocki, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jesienią 1989 r. w sprawie palenia akt SB interweniował bezskutecznie u premiera Tadeusza Mazowieckiego krakowski poseł Jan Rokita. Wspominał o tym m.in. w poświęconym niszczeniu akt esbeckich telewizyjnym programie Bronisława Wildsteina „Cienie PRL-u”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół