• facebook
  • rss
  • Odnaleziona w historii

    Milena Kukla

    |

    Gość Krakowski 10/2014

    dodane 06.03.2014 00:00

    Viola organista. Pod koniec 2013 r. w auli „Florianka” pianista i kompozytor Sławomir Zubrzycki zaprezentował publiczności niezwykły instrument. Zaprojektował go Leonardo da Vinci.

    Umieszczony w internecie film z premierowego koncertu w ciągu kilku miesięcy zdobył ogromną popularność. Liczba wyświetleń dawno przekroczyła dwa miliony. Do Krakowa przyjechali nawet dziennikarze z francuskiej agencji AFP. Artykuły pojawiły się między innymi w „Le Figaro”, „The Huffington Post”, „Daily Mail” i w wielu innych ważnych mediach. Viola organista ma unikatową właściwość: grając za pomocą klawiatury, można wydobyć z niej dźwięki instrumentów smyczkowych. Pomysł takiego połączenia zrodził się w wyobraźni Leonarda da Vinci, a w jego projekt tchnął życie ponad 500 lat później polski artysta.

    Intrygujący instrument

    Leonardo da Vinci fascynuje i wciąż rozbudza wyobraźnię. Dziś możemy usłyszeć dźwięki zaprojektowanego przez niego instrumentu, którego sam nigdy nie zbudował. W XVI i XVII wieku próbowano stworzyć violę, ale bez sukcesu. Krakowski kompozytor Sławomir Zubrzycki na pierwszy ślad violi organista trafił dzięki krótkiej archiwalnej wzmiance w „Kurierze Warszawskim” o klawiolinie ks. Jarmusiewicza. Instrument ów powstał w latach 30. XIX wieku. Oryginalność klawiolinu na tyle go zaintrygowała, że zgłębiając temat, trafił na autora pierwotnego projektu, którym okazał się właśnie Leonardo da Vinci. Szkice wykonane przez niego znajdują się w Codice Atlantico, zbiorze jego notatek, powstałym w latach 1489–1492. Pierwszym w historii konstruktorem violi organista był norymberski budowniczy Hans Heiden. Udokumentowane jest istnienie dwóch instrumentów: pierwszego z 1570 r. i poprawionej wersji z 1600 r. Żaden jednak nie przetrwał. Zaintrygowany faktem, że instrument mający w sobie tak wielki potencjał został zapomniany, Sławomir Zubrzycki postanowił go zrekonstruować. Zadawał sobie pytanie, dlaczego do tej pory to się nie udawało. Postanowił poszukać własnych rozwiązań.

    Duchowe inspiracje

    Narzuciwszy sobie rygorystyczny rytm pracy, konsekwentnie pokonywał wiele trudności, przede wszystkim związanych z różnymi technikami obróbki drewna i metalu, konstrukcji i akustyki. Żmudnie gromadził wiedzę na temat budowy fortepianów czy instrumentów smyczkowych. A trzeba pamiętać, że konstruktorzy instrumentów niechętnie zdradzają swoje tajemnice. Budując, miał momenty zwątpienia. Nie zawsze struny okazywały się dobrze dobrane, a przyjęte rozwiązania satysfakcjonujące. Praca trwała ponad 3 lata. Mimo trudności i konieczności finansowania projektu z własnych pieniędzy Sławomir Zubrzycki doprowadził dzieło do końca. Nie chodziło mu bowiem tylko o zbudowanie kolejnego instrumentu. Jak podkreśla, najbardziej fascynowała go odsłaniająca się stopniowo jakaś głębsza tajemnica. – Istnieje potrzeba doświadczania czegoś, co jest poza naszym zasięgiem, poza naszą kulturą, w której jesteśmy zanurzeni bardzo głęboko. Jesteśmy dziećmi naszych czasów, ale przecież zawsze pozostaje tęsknota za przeszłością, czymś, co ciągle może nas inspirować – zauważa Zubrzycki. Myśląc o losach instrumentu, pomyślał więc o tym kamieniu węgielnym, który został odrzucony, ponieważ jego wartości nie dostrzeżono. – Pomysł zbudowania takiego instrumentu wydał mi się nie tylko fascynującym wyzwaniem, ale zobowiązaniem wobec twórców z minionych epok, rodzajem testamentu do wypełnienia. Chciałem odtworzyć brzmienie z przeszłości, którego nikt nie słyszał. To mogło być jak nieznany głos naszych przodków – opowiada Sławomir Zubrzycki. Viola w założeniu swojego twórcy nie miała być po prostu gadżetem historycznym, ale w pełni koncertowym instrumentem. Najważniejsze w pracy okazały się wyobraźnia i muzyczne wyczucie. A nie było łatwo, bo pianista nie mógł przecież usłyszeć brzmienia tego instrumentu. Trudna i intensywna praca zakończyła się sukcesem, a jej owocem jest unikatowy instrument.

    Sacrum i św. Hildegarda

    Viola przełamuje podziały na instrumenty klawiszowe i smyczkowe. Wrażenie pierwszych słuchaczy było takie: widzą instrument przypominający klawesyn i nagle słyszą dźwięki, które zupełnie nie pasują do jego zewnętrznego kształtu, dlatego odruchowo odwracają głowy, poszukując innego źródła dźwięku. – Słyszymy brzmienie smyczków, ale pojawiają się tam też dźwięki instrumentów dętych, czasem nawet piszczałek. Jest więc ono bardzo bogate, bardzo ekspresyjne, tam się pojawia jakaś głęboka emocja, co dla grającego jest niezwykle ważne. Ta muzyka coś mówi – komentuje Zubrzycki. Tak jak fortepian, który powstał dopiero ok. 1711 roku, by przeszło sto lat później stać się królem instrumentów, tak i viola potrzebowała czasu, by zabrzmieć dziś w pełni i wnieść w muzykę własne piękno. – Uważam, że może trafić do współczesnego słuchacza ze swoim innym brzmieniem i że będzie doskonale wpisywać się w kilka współczesnych popularnych nurtów, na przykład nurt inspirowany muzyką folkową. Może nawiązywać do muzyki, która przekracza współczesne trendy istniejące w sztuce – podkreśla artysta. Tradycją w XVII wieku było umieszczanie na wewnętrznej stronie wieka instrumentu cytatu bądź obrazu. Sławomir Zubrzycki nawiązał do tego zwyczaju, umieszczając na violi tekst św. Hildegardy – mistyczki i kompozytorki: „Naśladując świętych proroków, ludzie pilni i mądrzy ludzką sztuką wymyślili instrumenty muzyczne, aby grać ku zadowoleniu duszy ludzkiej”. Wybór cytatu odzwierciedla ważną dla artysty inspirację, która wiąże się z podaną przez św. Hildegardę definicją muzyki, najpiękniejszą, jaka według niego istnieje. Hildegarda pisze, że „muzyka jest wspomnieniem raju i śpiewu Adama”. – Te słowa moim zdaniem znakomicie nawiązują do nie do końca uświadomionych poszukiwań dźwięku, jakiejś ekspresji, może właśnie tego wspomnienia raju? – zastanawia się muzyk. Podobną intuicję można znaleźć u Philippa Harnoncourta, gdy pisze: „Żydzi i chrześcijanie zgodnie przyjmują, że ich śpiewanie i granie albo wskazuje na niebo, albo z nieba pochodzi i tam zostało podsłuchane”. Słuchacze poruszeni niezwykłymi dźwiękami violi organista, mówili o nich jako o wzruszających pojawiła się nawet opinia, że w tej muzyce jest coś sakralnego czy wręcz „kościelnego”. Okazuje się, że wrażenie „kościelności” brzmienia instrumentu nie pojawiło się przypadkowo. Sławomir Zubrzycki odkrył, że jego viola jest najprawdopodobniej jakąś kontynuacją innego dawnego instrumentu – liry korbowej, używanej w średniowiecznych klasztorach, zanim pojawiły się organy. W muzyce Hildegardy von Bingen stosuje się lirę korbową do podtrzymywania tonacji przy śpiewie. Faktem jest również, że wielu konstruktorów, którzy podejmowali się próby realizacji pomysłu Leonarda da Vinci, to były osoby duchowne.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół