• facebook
  • rss
  • Oczy Kochanego Kotka

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 11/2014

    dodane 13.03.2014 00:00

    Wandzia Ulanowska. Była krakowską muzą 
Henryka Sienkiewicza, choć miała zaledwie 12 lat. 
Dla niej napisał „W pustyni i w puszczy”. 
Teraz o ich niezwykłej przyjaźni nakręcono film.


    Na początku lat 80. ub. wieku w krakowskim antykwariacie przy ul. Brackiej kupiłem starą fotografię przedstawiającą piękną, młodą dziewczynę o melancholijnym spojrzeniu. Zdjęcie zostało wykonane w znanym krakowskim zakładzie fotograficznym Józefa Sebalda przy ul. Batorego. Sądząc z modelu fryzury i kroju białej bluzki, jeszcze przed I wojną światową. Na odwrocie tekturki z fotografią ktoś napisał wyblakłym już teraz atramentem: „Wanda Ulanowska”.


    Uznałem to za ciekawy zbieg okoliczności, bo zaledwie dwa dni przed zakupem fotografii przeczytałem w starym artykule Stanisława Cata-Mackiewicza: „Było to jeszcze w Wilnie, gdy poznałem ładną i młodą panią o subtelnych rysach, aczkolwiek o dość melancholijno-smutnym sposobie bycia, majorową X, z pochodzenia krakowiankę, przybraną córkę wielkiego krakowskiego profesora i uczonego. Powiedziała mi kiedyś:


    – Czy chciałby pan obejrzeć szkatułkę z listami, które Sienkiewicz pisał do mnie?

    – Jak to do pani? Sienkiewicz umarł w roku 1916, kiedyż więc mógł korespondować z panią?

    – Miałam wtedy lat dwa
naście...


    Dała mi do przejrzenia całą szkatułkę listów i biletów wizytowych, zapisanych cienkim charakterem pisma”.


    Muza Wandzia


    Wandzia była przybraną córką prof. Bolesława Ulanowskiego, wybitnego krakowskiego historyka prawa, wykładowcy UJ, sekretarza generalnego Akademii Umiejętności. Urodzona ok. 1897 r. w rodzinie stolarza, jako kilkuletnie dziecko została osierocona. Przygarnęli ją Ulanowscy – Bolesław i jego matka Aleksandra. Ulanowski formalnie ją adoptował.
Wanda była hołubiona. Miała guwernantkę, uczyła się języków, muzyki, podróżowała z Ulanowskimi do Włoch i Danii. Często bywali w Wenecji na Lido. A mieszkali razem w domu przy ul. Garncarskiej 15.
Sienkiewicz poznał Wandzię w 1906 r. Miał wówczas 60 lat, ona zaś około 9. Widywali się często w Krakowie, na weneckim Lido, w podkrakowskiej Rudawie.


    – Kraków dla Sienkiewicza był miastem wyjątkowym. Nie tylko miejscem osiedlenia kochanej szwagierki Jadwigi Janczewskiej, lecz także głównym ośrodkiem ówczesnego ruchu intelektualnego na ziemiach polskich. Przyciągały uniwersytet, Akademia Umiejętności, muzea. Poczynając od 1879 r., Sienkiewicz stał się bardzo częstym gościem w Krakowie. Utrzymywał bliskie kontakty z krakowską profesurą: Stanisławem Tarnowskim, Kazimierzem Morawskim, ks. Stefanem Pawlickim, Stanisławem Smolką, wreszcie wspomnianym Bolesławem Ulanowskim – mówi krakowski historyk dr Jarosław Szarek.


    Ceniono go tutaj bardzo. W 1893 r. został członkiem Akademii Umiejętności, zaś 7 czerwca 1900 roku doktorem honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. On zaś odwdzięczył się, m.in. ustanawiając przy Akademii Umiejętności fundację mającą wspierać niezamożnych literatów i artystów, zagrożonych chorobą, przede wszystkim gruźlicą. Nosiła imię zmarłej na tę chorobę pierwszej żony Sienkiewicza Marii z Szetkiewiczów.


    Autor „Trylogii” zafascynował się mądrą dziewczynką. Nie tylko się z nią spotykał. Od 1906 r. do swojej śmierci w 1916 r. napisał do Wandzi prawie 100 listów. Najwięcej wówczas, gdy była małą dziewczynką. Zwracał się do niej bardzo czule: „Kochany Kotku”, „Ptaszku Najdroższy”.
„Kochany Kotku! I mnie tu tęskno bez Ciebie, zwłaszcza w godzinach, w których miałem zwyczaj przychodzić na Garncarską. Pocieszam się tylko widokiem Twojej fotografii weneckiej, która stoi na mojem biurku i myślą, a raczej nadzieją, że się przed świętami wielkanocnemi zobaczymy” – pisał w lutym 1909 r. z Warszawy.


    Pisał nie tylko o zwykłych sprawach, lecz zwierzał się również z planów pisarskich. „Wielką mi przyjemność sprawiła wiadomość, że tak ładnie wyrastasz. Rośnij więc i wyrośnij na radość ludziom i na szczęście. Zapowiadałem Ci jednak, że dla mnie będziesz zawsze małą Wandzią, bo ja małą bardzo pokochałem i nie chcę tego zmieniać” – pisał 25 grudnia 1909 r. 
W tym samym liście zapowiadał pisanie powieści „Przygody dwojga dzieci w Środkowej Afryce”. „Zabrałem się już do Stasia i tej Nel, która pożyczyła oczu od jednego Kotka” – relacjonował z kolei w liście z 8 października 1910 roku.


    W 1912 r., gdy powieść była już gotowa, napisał do Wandy żartobliwy liścik jako „Stanisław Tarkowski, kapitan pancernika »Readbreast«”: „Po drodze do kraju zostawiłem w Wiedniu 12 piesków egipskich i 36 papug o głosie melodyjnym i młodego hipopotama. Gdyby Czcigodna Pani zechciała przyjąć ode mnie na pamiątkę te miłe istoty, byłbym szczęśliwy”.
Warto dodać, że Staś Tarkowski zmarł w 1970 r. i jest pochowany... w podkrakowskiej Rudawie. Imię i nazwisko chłopięcego bohatera swojej powieści Sienkiewicz zaczerpnął bowiem od kilkuletniego syna woźnicy, który woził go podczas rudawskich wakacji.


    Przyjaźń Sienkiewicza z Wandzią, jego gorące do niej uczucia budziły lekkie zgorszenie i plotki w konserwatywnym Krakowie. W jego listach jednak – jak pisał Mackiewicz – „nie było nic niewłaściwego, nic, co by nie mogło przejść przez rodzicielską cenzurę najbardziej konwencjonalnych stosunków rodzinnych w czasach sprzed tamtej wojny, czyli jeszcze z czasów dziewiętnastowiecza w wieku XX”. Sam Sienkiewicz traktował Wandzię jak wnuczkę. „Powinnaś być i myślę, że jesteś przekonana, że mam dla Ciebie takie uczucie, jakie ma się dla najbliższych osób w rodzinie. I nie może być inaczej, ponieważ Cię znam od małego dziecka i przyjaźń moja nigdy się nie zachwiała. Zawsze Wandzia i Wandzia to było coś bliskiego i swojego, z czym się zżyłem do tego stopnia, że owej przyjaźni i szczerego przywiązania nie potrzebowałem ciągnąć za uszy” – wyjaśniał 2 października 1913 roku.


    Ostatni list do Wandy napisał ze szwajcarskiego Vevey 29 września 1916 r. Zmarł 15 listopada.


    Wandzia czeka 
na pana Henryka


    Odbicie tej niezwykłej przyjaźni znalazło odbicie w filmie Wiesława Adamika, andrychowianina, znanego popularyzatora kina, animatora kultury. – Film, który jest już na etapie końcowego montażu i wkrótce wejdzie na ekrany, jest poetycką opowieścią o jednym z dni życia Wandzi Ulanowskiej, która w 1910 r. wędruje po Krakowie po miejscach, gdzie spotykała pana Henryka, a który przebywa teraz w Bretanii – mówi reżyser. Akcja filmu dzieje się 16 lipca 1910 r., w dzień po odsłonięciu pomnika Grunwaldzkiego.


    W rolę Wandzi wcieliła się łudząco do niej podobna Andrea Młodzik, uczennica z Andrychowa. Henryka Sienkiewicza, który pojawia się wreszcie na końcu filmu, zagrał zaś bard „Piwnicy pod Baranami” Mieczysław Święcicki.
Film jest poetycką opowieścią o Krakowie w czasach belle époque, ilustrowaną muzyką Danuty Lenik oraz kompozycjami Chopina i Paderewskiego w wykonaniu mieszkającej w Krakowie chińskiej pianistki Man Li Szczepańskiej. Będzie wyświetlany m.in. w rozmaitych placówkach kulturalnych i szkołach, w tym tych noszących imię Sienkiewicza.


    Życie bez happy endu


    „Miej zawsze takie szczęście do ludzi, jak dotychczas i rośnij na radość im i pociechę. Znając Twoje dobre i poczciwe serce, nie wątpię, że tak będzie i że sprawdzi się na Tobie to, co zawsze myślę, że człowiek tym jest sam szczęśliwszy, im więcej daje szczęścia swoim bliźnim” – pisał do niej Sienkiewicz 20 czerwca 1910 r. ze Szwajcarii.


    Niestety, nie spełniło się jego życzenie. W dalszym życiu Wanda nie tylko mało zaznała szczęścia, lecz i sama chyba nie potrafiła dać go wiele innym. „Wanda, piękność portretowana przez wybitnych malarzy II dekady XX stulecia, wszechstronnie wykształcona, była w rodzinie Sroczyńskich kobietą fatalną. Jej nienawiść do wszystkich, a do naszej rodziny szczególnie, intrygi spowodowały nieszczęścia. Żyła sama, bo nikt z otoczenia nie był skłonny utrzymywać z nią stosunków” – pisał o swojej stryjence Zbigniew Sroczyński w książce „Sroczyńscy. Opowieści rodzinne”.


    Początkowo zdawało się, że będzie inaczej. W 1919 r. zmarł wprawdzie jej przybrany ojciec, lecz już w 1922 r. wyszła za mąż za oficera artylerii Jana Prospera Sroczyńskiego z małopolskiej rodziny ziemiańskiej.


    „Zgrabna, szykowna panna o tajemniczej urodzie, ukrytej pod gęstą woalką, na spacerach z nieodłączną opiekunką stała się ośrodkiem zainteresowań młodych oficerów w Krakowie. Woalka nie była jednak zbyt szczelna, a opiekunka nieprzejednana, skoro Jan Sroczyński poznał Wandę, zakochał się i w 1920 r. zaręczył, a w 1922 r. wziął cichy ślub” – pisze Z. Sroczyński.


    Rodzina była jednak przeciw temu małżeństwu. Atmosferę podgrzewała ciotka Maria Dobrzańska, uznając, że ożenek krewniaka z kobietą wywodzącą się faktycznie z niższej sfery jest typowym mezaliansem. „Krok mój oburzył Tatusia do głębi – rozumiem to doskonale. Z drugiej strony, gdy to zadecydowałem, nie mogłem działać inaczej. Z Ciotką pożegnałem się 
b. czule, ale na zawsze. Nigdy jej tego nie zapomnę, że Ona była tą osobą, która głównie przyczyniła się do uprzedzenia Ojca w stosunku do obecnej mej Żony” – pisał do ojca Jan Sroczyński w styczniu 1922 r. Dodawał, że jest szczęśliwy i jest mu z Wandą dobrze.


    Szczęście nie trwało jednak długo, bo małżonkowie okazali się zupełnie niedobrani. W maju 1935 r. mąż Wandy popełnił samobójstwo. „Stało się. Moja wina od A do Z. Trzeba było Ojca słuchać” – napisał w ostatnim liście do ojca.


    Po śmierci męża Wanda pozostała wraz z synem Władysławem we Lwowie. W czasie wojny przedostała się do majątku Sroczyńskich w Gorajowicach, potem zaś do rodzinnego Krakowa. Tutaj jej 19-letni syn został w 1944 r. aresztowany przez Niemców i umieszczony w obozie koncentracyjnym. Potem pozostał na emigracji w Londynie. Matka dołączyła do niego. Po tym, gdy Władysław podjął nieudaną próbę samobójczą, dokonano mu w mózgu tzw. lobotomii. „Wynikiem tej operacji była całkowita zmiana osobowości, stał się automatem zdolnym wykonywać tylko najprostsze czynności” – pisze Z. Sroczyński.


    – Wanda Sroczyńska zmarła 23 października 1979 r. w Londynie i jest pochowana na cmentarzu Gunnersbury. W jednej mogile wraz z nią spoczywa jej zmarły rok później syn – informuje dr Karolina Grodziska, dyrektor Biblioteki Naukowej PAU/PAN w Krakowie, autorka książki „Polskie groby na cmentarzach Londynu”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół