• facebook
  • rss
  • Cztery wesela, trzydziestka dzieci

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 27/2014

    dodane 03.07.2014 00:00

    Gromadka uśmiechniętych maluchów krząta się po domu. Ale to tylko namiastka rodziny. „Ciocia” i „wujek” mamy i taty nigdy nie zastąpią.

    Janina i Władysław Filarowie od 20 lat prowadzą rodzinny dom dziecka na Bachledzkim Wierchu w Zakopanem. Byli pionierami w zakładaniu takiej placówki w Polsce i województwie małopolskim. – Oboje z żoną mamy wyższe wykształcenie pedagogiczne. Już na studiach mieliśmy kontakt z domami dziecka i ich wychowankami. Działaliśmy w duszpasterstwie oo. jezuitów w Krakowie – wspomina pan Władysław. Jak to często bywa, tam właśnie poznał swoją żonę Janinę. – Zastanawialiśmy się, jak najgłębiej i jak najowocniej pomóc tym dzieciom w ich codziennej rzeczywistości. Wspólna modlitwa, wychodzenie na spacery czy inna forma spotkania z nimi to było dla nas za mało. Razem z mężem postanowiliśmy założyć rodzinny dom dziecka – opowiada pani Janina.

    Rzeczywiście, czujemy się jak w prawdziwym domu, bo od rozmowy „ciocię” nieustannie odciągają dzieci: żeby zrobiła herbatę, żeby przeczytała książkę, żeby pomogła się ubrać... – Zależy nam na stworzeniu namiastki rodziny, tak, aby były między nami emocjonalne więzi, zaufanie – uśmiecha się pan Władysław. Jest w nim jakiś niesamowity spokój. Dzieci do niego lgną, przysłuchują się rozmowie. Obecnie w domu na Bachledzkim Wierchu, skąd widać przepiękną panoramę Tatr, mieszkają dwa rodzeństwa, w sumie 7 dzieci. Najmłodsze ma 2 lata. – W historii tego domu najmłodsze dziecko, które do nas przyszło, miało zaledwie 12 dni – opowiada J. Filar. Państwo Filarowie dorobili się pokaźnej gromadki dzieci. W domu na Bachledzkim Wierchu wychowała się ich trzydziestka w ciągu 20 lat. Do tego trzeba jeszcze doliczyć ich własną czwórkę.

    – Nasze dzieci miały bardzo dobry kontakt z wychowankami. Niech dowodem będzie fakt, że świadkowali na czterech weselach, które odbyły się u naszych podopiecznych. Wspomnę jeszcze, że i my byliśmy zaproszeni – cieszy się pan Władysław. – To dwoje wspaniałych ludzi, u których determinacja i chęć czynienia dobra są wyjątkowym wzorem dla innych. Nie ma piękniejszego dzieła niż stworzenie domu i rodziny – zauważa burmistrz Zakopanego Janusz Majcher. To dlatego państwo Filarowie otrzymali na uroczystej sesji Rady Miasta z okazji 100-lecia parafii na Olczy Nagrodę Burmistrza za 2014 rok. – Prowadzicie bogatą działalność pedagogiczną, wychowawczą i społeczną. To dług, którego społeczność naszego miasta nigdy nie spłaci. Dlatego z wielkim wzruszeniem, w imieniu wszystkich zakopiańczyków, dziękuję za państwa serce i zaangażowanie – mówił w laudacji burmistrz stolicy polskich Tatr.

    – Każde dziecko, które do nas przychodzi, jest inne. Nie ukrywam, że relacje już wypracowane zostają potem przewrócone. To wielkie wyzwanie dla nas. Dziecko przychodzi z różnym doświadczeniem, z różnym bagażem emocjonalnym – zauważa pan Władysław. – Zawsze mamy nadzieję, że stanie się coś najważniejszego i najpiękniejszego, że uda się dziecku wrócić do biologicznych rodziców. Jednak ci często mają problem z pracą, alkoholem, wymiarem sprawiedliwości – mówi pani Janina. Dobrą duszą domu na Bachledzkim Wierchu jest babcia Hania, która pomaga pani Janinie, kiedy mąż wychodzi do pracy. A pracuje również wśród dzieci, tyle że w szkole. Pan Władysław, jako radny powiatu tatrzańskiego, dba też o inne rodziny w regionie, zgłaszając np. odpowiednie uchwały. Państwo Filarowie są współautorami książki „Żmiąca. Kraina uśmiechem malowana”, a także kronikarzami działań podjętych w ramach społecznej akcji Studenci Dzieciom. Chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem na temat prowadzenia rodzinnych domów dziecka w licznych referatach, artykułach i wystąpieniach. – Działalność społeczna pana Władysława może uchodzić za wzór do naśladowania dla wszystkich. Pełnił funkcję ławnika w zakopiańskim sądzie, w Wydziale Rodzinnym i Nieletnich, brał udział w budowaniu strategii polityki społecznej oraz w działaniach promujących rozwiązania prorodzinne w pracy z dziećmi osieroconymi w powiecie tatrzańskim, prowadził wspólnie z Małgorzatą Janik-Trellą audycję w Radiu Alex – wylicza burmistrz miasta.

    W historii domu na Bachledzkim Wierchu jest jedna bardzo smutna data. Oto tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2013 roku obiekt został poważnie zniszczony w wyniku pożaru. I wtedy, w godzinie próby, można się było dobitnie przekonać o tym, jak górale cenią działalność państwa Filarów. – Pożar przyniósł potężne zniszczenia. Pokoje dzieci były do całkowitego remontu i odnowienia. Jednak pomoc pojawiła się natychmiast. Mówiły o nas ciepło media. Bardzo się cieszę, że wokół jest tylu dobrych ludzi, każdemu po kolei chciałbym z serca podziękować – wzrusza się pan Władysław.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół