• facebook
  • rss
  • Niezależny, któremu zależy

    Piotr Legutko

    |

    Gość Krakowski 36/2014

    dodane 04.09.2014 00:00

    Kim jest Sławomir Ptaszkiewicz? To pytanie zadaje sobie wielu krakowian, patrząc na twarz z gigantycznego bannera na hotelu „Forum”.

    Wbrew pozorom nie jest to nowy człowiek w miejskiej polityce. W krakowskiej Radzie Miasta był w kończącej się kadencji przewodniczącym Komisji Rewizyjnej z ramienia PO, ale opuścił partię i od roku działa głównie w środowisku organizacji pozarządowych. Jako pierwszy zgłosił swoją kandydaturę do walki o prezydenturę Krakowa. Jest człowiekiem zamożnym, kampanię finansuje z własnych pieniędzy, a swoje plakaty podpisuje: „Niezależny dla Krakowa”. Jak dopowiada – niezależny finansowo, niezależny od układów i polityki.

    Ambasador krakowian

    Karierę zrobił w amerykańskim stylu, zaczynając od wykonywania najprostszych prac już w 18. roku życia. – W czasie nauki w technikum dorabiałem jako pomoc w restauracji. Sprzątałem, pracowałem na zmywaku – wspomina. Własną działalność gospodarczą zaczynał od 10 tys. zł. Jego firma budowała hipermarkety, m.in. Galerię Sandomierz oraz osiedle Parkowe Wzgórze w Mogilanach. Według oświadczeń majątkowych dziś jest już najbogatszym radnym Krakowa. Ale ten rozdział w swoim życiu uważa za zamknięty. – Sprzedałem firmę i 100 proc. energii chcę poświęcić teraz Krakowowi – mówi S. Ptaszkiewicz. Nie korzysta nawet z diety radnego, w całości przeznacza ją na utrzymanie Ambasady Krakowian, od kwietnia działającej przy ul. Stolarskiej 9. To miejsce oddaje jego sposób myślenia o mieście, które chciałby w większym niż dotąd stopniu oddać we władanie jego mieszkańcom. S. Ptaszkiewicz uważa, że zbyt mało pieniędzy przeznaczanych jest na wspieranie lokalnych inicjatyw. Ponieważ jako radny nie mógł przekonać urzędników do stworzenia mieszkańcom takiej przestrzeni, postanowił sam ją ufundować. – Chodziło o to, żeby ludzi zaangażowanych w sprawy miasta zebrać w jednym miejscu, żeby zaczęli się ze sobą porozumiewać. Naszym największym problemem jest, że nie słuchamy siebie nawzajem, nie współpracujemy. Tutaj ma się to zmienić – tłumaczy S. Ptaszkiewicz.

    Włączyć wyższy bieg

    Jako wieloletni przewodniczący Komisji Rewizyjnej Rady Miasta ma sporą wiedzę o finansach Krakowa. Dziś są one w dużo lepszej kondycji niż trzy lata temu, kiedy miasto utraciło płynność finansową i zabrakło na wypłaty dla nauczycieli. S. Ptaszkiewicz bardzo krytycznie ocenia prezydenturę Jacka Majchrowskiego. Zdaniem radnego gospodarz miasta w ostatnich latach nie mówił całej prawdy o stanie finansów Krakowa, nie dbał w należyty sposób o zwiększenie przychodów, nie wykorzystywał ogromnych szans rozwojowych grodu. – Kraków jest jak samochód z pięciobiegową skrzynią, który cały czas jedzie na trójce – mówi obrazowo. Jako przedsiębiorca źle ocenia też współpracę z inwestorami. Jego zdaniem nie do pomyślenia jest w tak dużych i znaczących miastach jak Kraków, by wielkie, komercyjne inwestycje były finansowane z pieniędzy podatników. A tak było ze stadionami, halą sportową i centrum kongresowym. – By miasto rozwijało się na światowym poziomie, potrzebuje dobrych projektów realizowanych z udziałem najlepszych architektów i zaangażowaniem kapitału zewnętrznego – mówi S. Ptaszkiewicz. – Prezydent i urząd powinni być gospodarzami i liderami, którzy wspierają i ułatwiają współpracę. Powinni zabiegać o rozwijanie krakowskich firm i uniwersytetów, a także o tworzenie central zagranicznych firm i instytucji. W opinii Ptaszkiewicza Kraków jest dziś najmocniejszą polską marką na świecie, ale za mało z tego korzystamy. – Uważam, że w myślenie o przyszłości miasta warto włączyć ekspertów z innych krajów, bo przecież Kraków to część światowego dziedzictwa, a wkrótce gospodarz Światowych Dni Młodzieży – przekonuje. Chce więc w październiku zorganizować międzynarodowe warsztaty na temat Krakowa.

    Dać dobrą zmianę

    W poprzednich wyborach S. Ptaszkiewicz dostał się do Rady Miasta z listy PO. Zaznaczył swoją obecność, przygotowując projekt „Nowa Huta Przyszłości”. Jego drogi z Platformą się rozeszły, gdy partia zawarła nieformalną koalicję z Jackiem Majchrowskim. Jak twierdzi, nieprzypadkowo jego odwołanie z funkcji szefa Komisji Rewizyjnej zbiegło się z chwilą, gdy złożył wniosek o upublicznienie listy nazwisk osób, które wykupiły mieszkania komunalne z 95-proc. bonifikatą. Od czego chce zacząć rządzenie? – Tak jak prezydent Dietl – od posprzątania miasta – mówi S. Ptaszkiewicz, który od czerwca 2013 r. kieruje Korporacją Samorządową im. Józefa Dietla, instytucją najbardziej znaną z promowania liderów organizacji pozarządowych zasłużonych dla Krakowa. Jak twierdzi, czuje się w tym gronie dużo lepiej niż wśród polityków partyjnych. Ma tu zresztą wielu przyjaciół i sympatyków. Kandydaturę S. Ptaszkiewicza wspierają liderzy największych krakowskich organizacji pozarządowych: Janina Ochojska, ks. Jacek Stryczek, Agata Wilam i prof. Andrzej Zoll. Najbliżej współpracuje ze Stowarzyszeniem „Wiosna”, udzielając mu gościny i szkoląc wolontariuszy. – Siłą Sławka jest to, że jemu na Krakowie naprawdę zależy – mówi J. Ochojska. – Kraków potrzebuje zmian. Ja wierzę w to, że Sławomir Ptaszkiewicz może dać nam tę zmianę, i to dobrą zmianę. Niedawno z żoną świętował 20. rocznicę ślubu, jest ojcem trzech córek. Na start zdecydował się, mimo że sondaże przedwyborcze nie dają mu większych szans nawet na przejście do drugiej tury. Dlaczego więc to robi? Bo – jak twierdzi – ma poczucie, że sprawy, o które zaczął walczyć, otwierając Ambasadę Krakowian, są ważniejsze od osoby kandydata. Na razie wygląda na zawodnika przygotowanego na długi marsz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • KAZEK
      06.09.2014 14:41
      Ptaszkiewicz wbrew tytułowi nie jest nie zależnym kandydatem, jest bardzo mocno w tej chwili zaangażowany poprzez rodzinę w zarządzie w grupę kapitałową TC Forum zajmującą się Developerką. Jego porywające młodzież puste slogany można porównać do komunistycznych zewów do ludu typu "Pomożecie", tylko podział korzyści będzie typowo kapitalistyczny. Fakt jest jeden że inwestuje bardzo dużo w swoją kampanię, natomiast środki łatwo zdobyte jako inwestor zastępczy, bardzo łatwo się wydaje, gdyż ktoś ich nie dostał po to, aby mógł je dostać Ptaskziewicz.
    • Weronika
      15.11.2014 05:17
      Panie Sławku! Szczerze kibicujemy Panu i życzymy jak najlepiej! Niech Bóg błogosławi i strzeże od wszelkiego złego!
      Ma Pan czyste ręce, a tylko takie mogą wziąć w swą garść ogrom pracy!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół