• facebook
  • rss
  • Smok wawelski jadał tu śniadania

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 38/2014

    dodane 18.09.2014 00:00

    Wymyślony zamek. Trzebinia i jej najbliższe okolice kojarzą się przede wszystkim z przemysłem. Prawie każdy w Małopolsce skojarzy ją z rafinerią ropy, niewielu zaś ze znajdującą się w jej pobliżu bardzo ciekawą, fantazyjną budowlą.

    Zamek, położony pięknie na wzniesieniu w rozległym parku, tuż przy drodze z Krakowa do Katowic, przyciąga oczy licznych gości. Prowadzi do niego Brama św. Floriana. Są tu też: Brama Rezydentów, Brama Królewska z Izbą Marszałkowską, Baszta Florkiewiczów, Baszta Pawia Stopa, Baszta Trębacka. Wszystko tak jak w starym zamczysku, które obrastało przez wieki rozmaitymi dobudówkami.

    Fakty i fikcje

    Gdy ktoś zobaczy pierwszy raz zamek młoszowski, z jego basztami i bramami, może pomyśleć, że został zbudowany przed wiekami i był siedzibą jakiegoś starego rodu szlacheckiego. Tymczasem w Młoszowej w dawnych czasach zamku nie było, jedynie dwór. Juliusz Florkiewicz, XIX-wieczny właściciel Młoszowej, wybudował go na fundamentach klasycystycznego dworu ojca Kajetana dopiero w II połowie XIX wieku. Jego ojciec był zacnym mieszczaninem z Kęt, odgrywającym znaczną rolę w życiu Krakowa. Austriacy nadali mu tytuł szlachecki. Na samej budowie zamku oraz baszt i bram nie skończyło się. – Aby dodać zamkowi uroku i tajemniczości, Juliusz stworzył mu fikcyjne dzieje, czerpiąc natchnienie z fragmentarycznie zachowanych wiadomości o przeszłości Młoszowej i jej dziedzicach, z legend podkrakowskich zamków i literatury pięknej. Dla dodania mu powagi i znaczenia uczynił go świadkiem ważnych zdarzeń historycznych dawnej Rzeczypospolitej. Legendy te zostały poparte konkretnymi budowlami, rzeźbami, epitafiami oraz poprzez nazewnictwo poszczególnych elementów zespołu. Romantyczny zamek Florkiewicza jest jednym z najciekawszych przykładów mistyfikacji w sztuce polskiej XIX wieku – mówi Joanna Dziewulska z Polskiej Akademii Umiejętności, autorka monografii naukowej „Dzieje rodziny Florkiewiczów herbu Ozdoba z Młoszowej w XIX wieku”. Budowniczemu zamku nie brakowało fantazji. Kazał ustawić w parku pomnik Światowida, rzekomo wykopany na miejscu. Ufundował też pomnik szwedzkiemu pułkownikowi Vulfenowi, który najprawdopodobniej nigdy nie istniał, oraz urządził mogiłę żołnierzy szwedzkich, która nie zawiera ani jednej kości, gdyż żaden szwedzki żołnierz nie napadł w 1702 r. na Młoszową. Wmurował również tablice mające świadczyć o rzekomych pobytach monarchów polskich oraz kazał odkuć rzeźbę smoka wawelskiego, jakoby na pamiątkę tego, że „Smok spod Wawelu jadał tu śniadanie”! Te w sumie niegroźne dziwactwa i snobizmy właściciela Młoszowej przyczyniły się do powstania zespołu budynków i pomników, który do dziś robi duże wrażenie. Do wykonania rzeźb Juliusz Florkiewicz zaangażował Franciszka Wyspiańskiego (ojca Stanisława), który w młoszowskich pracach, m.in. w konnym pomniku króla Jana III Sobieskiego, pomnikach Kajetana Florkiewicza, św. Floriana i „Czarownicy Kaśki” ujawnił swój niewątpliwy, ale niestety zmarnowany nałogiem talent. Nie mniejsze wrażenie niż budynki robi rozległy park. Jego powierzchnia wraz z terenami zabudowanymi liczy 17 hektarów. – Uważam, że najcenniejszymi elementami parku w Młoszowej są: wspaniały starodrzew, w tym pomniki przyrody, jak kilkusetletnia lipa przed pałacem, oraz zachowane elementy wystroju parku – rzeźby i architektura ogrodowa. To właśnie na terenie parku w pierwszej kolejności należy podjąć działania konserwatorskie, zabezpieczające przed dalszą degradacją substancji ogrodowej, wystroju rzeźbiarskiego i architektonicznego – mówi Anna Majbaum z Trzebini, autorka pracy naukowej „Projekt koncepcyjny rewaloryzacji założenia parkowego w Młoszowej”, obronionej w 2008 r. na krakowskim Uniwersytecie Rolniczym.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół