• facebook
  • rss
  • Przyjeżdżają, by dotknąć świętości

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 49/2014

    dodane 04.12.2014 00:00

    Pielgrzymi z zagranicy. Podążają śladami Jana Pawła II lub s. Faustyny, interesują się historią krakowskich żydów i Nową Hutą. Patrzą na Kraków inaczej niż ci, którzy żyją tu na co dzień.

    Frank McNamara z Burnley w Anglii kiedyś pracował w Krakowie i – jak sam przyznaje – zakochał się w tym mieście. Teraz wraz z żoną Barbarą przyjeżdża tu, kiedy tylko może. Kilka lat temu postanowił zarazić tym uczuciem innych. – Zaproponowaliśmy ks. Peterowi zorganizowanie pielgrzymki śladami Jana Pawła II, a on odparł tylko: „Świetny pomysł, weźmy się za to!” – wspomina F. McNamara. W listopadzie przyjechali do stolicy Małopolski już po raz kolejny (pierwszy wyjazd zorganizowali w 2011 roku). Dominowały trzy wątki: poznawanie miasta i zwiedzanie zabytków, także tych sakralnych, szukanie śladów św. Jana Pawła II i odkrywanie kultury żydowskiej. Dlatego odwiedzili m.in. Kazimierz i pojechali do Oświęcimia. W planie znalazły się też wyjazdy do sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach i położonego tuż obok sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach. – To wszystko – związki z ojcem świętym, kontakt z kulturą żydowską, doświadczenie wojny – składa się na duchowy obraz Krakowa – mówi Frank McNamara.

    Papież w każdym zdaniu

    Jednym z magnesów przyciągających do Krakowa pielgrzymów spoza Polski jest postać św. Jana Pawła II. Jego siła tkwi m.in. w tym, że wspomnienia o nim są wciąż żywe. – Kiedy przyjeżdżałem tutaj do pracy, było dla mnie jasne, że jego wpływ, najpierw jako kapłana, później biskupa, a potem papieża, jest ogromny. Niemal nie było rozmowy, w której by nie wspominano o Karolu Wojtyle – opowiada Frank McNamara. Jego żona dodaje, że „przypadkiem” wylądowali w Krakowie w kwietniu 2005 roku, gdy tłumy zbierały się pod oknem papieskim, by wyczekiwać na wiadomości z Wa- tykanu. Także oni wieczorem 2 kwietnia byli przed pałacem arcybiskupów krakowskich przy ulicy Franciszkańskiej. Słysząc modlitwy po polsku, szukali własnych słów. – Gdy dowiedzieliśmy się, że ojciec święty odszedł do Pana, wszyscy, tak jak stali, upadli na kolana na chodniku. To stało się w całkowitej ciszy, słychać było tylko cichy szloch – wspomina Barbara, której w pamięć zapadły twarze młodych ludzi. – Oni poczuli, że odszedł człowiek, który był z nimi. Ale wiedzieli, że muszą iść dalej. Przypominali mi wtedy uczniów Jezusa. Kiedy umarł, oni mimo straty musieli się trzymać. To było coś, czego nigdy nie zapomnę – wspomina dzisiaj. Z kolei Gavin Landers, kleryk diecezji Salford, który do Krakowa przyjechał z tą samą pielgrzymką, przyznaje wprost, że na jego powołanie wpłynęły postacie dwóch świętych Polaków – św. Jana Pawła II i św. Maksymiliana Kolbego, który „w Oświęcimiu wyszedł przed szereg, dając dowód swojej wiary i stając się świętym męczennikiem”. – To niesamowita opowieść – mówi Gavin. Jej dalszy ciąg dopisał Jan Paweł II, który nie tylko kanonizował franciszkanina. – Papież pokazał, że świadectwo o. Kolbego to świadectwo na nasze czasy, dla naszego cierpiącego świata, w który powinniśmy nieść pokój, radość, miłość i nadzieję – przekonuje kleryk. – To on dał młodym odwagę, by stawali się świętymi nowego tysiąclecia – mówi. – Z taką młodzieżą my, starsze pokolenie, możemy czuć się bezpieczniej, gdy widzimy, że nasz Kościół wciąż żyje, rozwija się – dorzuca Barbara.

    Droga do Jezusa

    Grupą przybyłą z parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Burnley opiekował się jej proboszcz ks. Peter Hopkinson. Wspominając przejście z sanktuarium Bożego Miłosierdzia do Centrum św. Jana Pawła II „Nie lękajcie się!”, mówił o tym, jak wielkie wrażenie zrobił na nim już sam układ budynków: po prawej stronie Centrum Wolontariatu z napisem „Caritas”; po lewej Instytut Dialogu Międzykulturowego „Veritas”, pomiędzy nimi, w centrum, kościół. – To jest zaprojektowane i zbudowane w taki sposób, jakby sam papież nas witał i przez miłość i prawdę kierował do Chrystusa. Przecież takie właśnie było przesłanie Jana Pawła II: byśmy szli do Jezusa, do centrum naszego życia, żeby nabrać sił i być dla świata nadzieją i miłością – mówi ks. Peter. Symboliki nie brakuje także w najbardziej znanym na świecie zakątku Krakowa – sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Nie bez powodu na murze, tuż obok wejścia do kaplicy cudownego obrazu, umieszczono wezwanie „Jezu, ufam Tobie” w różnych językach. S. Elżbieta Siepak ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia jest przekonana, że to nie architektura, ani skuteczna reklama przyciąga do krakowskiego sanktuarium. – Przyciągają ich łaskami słynący obraz Jezusa Miłosiernego, przypominający o miłosiernej miłości Boga do każdego człowieka, oraz św. s. Faustyna – sekretarka i apostołka Bożego Miłosierdzia, która tak wiele łask wyprasza wszystkim. Jest to miejsce, które wybrał sobie Bóg, aby w nim ludzie doświadczali Jego obecności i Jego łaski. I tak się dzieje, o czym świadczą nie tylko wota, ale także tysiące podziękowań. To miejsce wielu objawień św. s. Faustyny, ale i cudów Bożego miłosierdzia, które tutaj codziennie się dokonują w życiu pielgrzymów – podkreśla. Jej współsiostra, s. Gaudia Skass, która na co dzień styka się z pielgrzymami m.in. anglo- i hiszpańskojęzycznymi, dodaje, że doceniają oni przede wszystkim to, że mogli do Łagiewnik przyjechać. – To dla nich miejsce święte. Czytając „Dzienniczek”, wiele razy wyobrażają sobie, jak mogły wyglądać sytuacje opisywane przez św. siostrę Faustynę. Przyjeżdżając tu, mówią, że „dotykają świętości”. Tu doświadczają wielkiego pokoju. Wierzą, że to najlepsze miejsce, gdzie mogą miłosiernemu Bogu zawierzyć wszystkie swoje sprawy – opowiada s. Gaudia. – Wielu z nich nieraz powraca tutaj, choć przyjazd do Polski kosztuje ich dużo wyrzeczeń. Mówią, że to sanktuarium to ich drugi dom. Wiele by zapłacili, żeby przyjechać do domu – dodaje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół