• facebook
  • rss
  • Nauczycielu, ty leniuchu…

    Jan Głąbiński

    dodane 09.12.2014 13:22

    Z lektury listów jakie pani minister od oświaty pisze do rodziców wynika, że nauczyciele to skończone lenie, którym nie chce się pracować.

    Znowu mają tyle wolnego! - nie milkną komentarze po liście, w którym Joanna Kluzik-Rostkowska wypominała nauczycielom długie ferie, a rodziców zachęcała, by także w tym czasie korzystali z możliwości opieki nad dziećmi w szkole. Sprawa jest bulwersująca i bardzo złożona. Po pierwsze, nauczyciele jako jedyni w tym kraju do etatu mają dołożone w ciągu tygodnia dwie godziny, za które nie otrzymują wynagrodzenia. Chodzi o tzw. „godziny karciane”. Gdyby problemem zajął się Trybunał Konstytucyjny to jego opinia byłaby zapewne druzgocąca dla tych, którzy takie prawo uchwalili.

    Pani minister zapomniała też, że to jej własnoręczny podpis widnieje na rozporządzeniu o takiej, a nie innej organizacji roku szkolnego 2014/2015. To jej zawdzięczamy tak długą przerwę świąteczną. A szkoły nie po raz pierwszy zmuszane są do organizacji zajęć, na które praktycznie nikt nie przychodzi.

    Rozmawiałem z wieloma pedagogami i wszyscy zgodnie przyznają, że taka korespondencja, kierowana przez minister oświaty do rodziców, to podważanie (i tak już bardzo nadszarpniętego) autorytetu nauczyciela. Wynika z niej, że nauczyciele tylko cieszą się z wolnego.

    Tymczasem w ciągu roku muszą oni odbywać niezliczone zajęcia dodatkowe, aby przygotować uczniów do egzaminów zewnętrznych, które organizowane są już w kwietniu! Cały materiał zapisany w podstawie programowej i standardach uczeń musi mieć opanowany w ciągu nie 10, ale 8 miesięcy. Kiedy wynik jest słaby, wszystkiemu winien jest nauczyciel.

    Jako czynny pedagog proponuję, aby zlikwidować zajęcia opiekuńczo-wychowawcze i wprowadzić w takie dni jak Wielki Czwartek, Wielki Piątek, czy Wigilię normalne obowiązkowe zajęcia zgodne z planem lekcji. Bo przecież inni normalnie wtedy pracują. Nauczyciele będą się cieszyć, że mogą robić właściwe lekcje, a przy okazji nikt ich nie będzie wytykał palcami, że znowu mają wolne. Można też zlikwidować wolny wtorek po Wielkanocy. Bo przecież rodzice wracają do pracy, to i uczniowie mogą mieć normalne lekcje.

    W całej tej dyskusji nie podnosi się jeszcze jednego argumentu. Nauczyciele coraz częściej organizują wycieczki po lekcjach, w soboty czy w niedzielę, a nawet w ferie. Robią to kosztem swoich własnych rodzin. Poświęcają bardzo dużo czasu na przygotowanie się do zajęć lekcyjnych, przygotowują prezentacje, korzystają z nowoczesnych technologii. Oczywiście nie wszyscy, bo przecież w każdej grupie zawodowej można znaleźć czarne owce. Najwyższa jednak pora, aby skończyć z tym utyskiwaniem na nauczycieli. Oni naprawdę dużo pracują i chcą to robić w spokoju.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Roanna
      11.12.2014 21:33

      Większość osób, któym mówię, że pracuję w szkole jako nauczyciel, wzdycha, że "tobie to dobrze, masz tyle wolnego". Niestety, mam wolne narzucone z góry, nie mogę sobie wyjechać na Teneryfę w październiku (bo najniższe ceny). Każda próba wzięcia wolnego spotyka się z głębokim zastanowieniem 'A kogo ja mam dać na zastępstwo' (jak jest fala zachorowań nauczycieli, często pracujemy od rana do wieczora na zastępstwach).

      Kiedy proponuję osobom tak zazdroszczącym mi 'tylu' dni wolnego, aby się zamieniły - spotykam się z natychmiastowym, gwałtownym protestem (wręcz krzykiem): "mowy nie ma, nie będę się z bachorami użerać" (cytat dosłowny, choć przykro jest słuchać czegoś takiego słuchać - bo aż tak źle nie jest). Każdy zazdrości nam dni wolnych, jednak nikt nie chce się zamienić - zadziwiające. 

    • jurek
      12.12.2014 13:31
      Fakty są takie: roczny wymiar pracy nauczyciela to poniżej 50% wymiaru pracy pracowników z innych zawodów. I nie zmienią tego obowiązki wywiadówek, wycieczek itp. (inni też z reguły mają spotkania po godzinach pracy).
      Co do Teneryfy w październiku - wiele osób pracujących nie ma w ogóle możliwości wzięcia urlopu w okresie letnim (i mi np. pozostaje urlop w październiku nad polskim morzem lub w domu).
      Ale rozumiem, iż to nie jest kwestią sporną - nie zazdroszczę nikomu jego pracy.
      Nie rozumiem natomiast tego oburzenia nauczycieli na pismo, że muszą zapewnić opiekę dzieciom w szkole. To przecież wprost wynika z przepisów
    • werkan31
      13.12.2014 17:05
      Jestem nauczycielem z 9-letnim stażem pracy. Moją pracę w szkole uwielbiam - nie ze względu na ogrom wolnego, które faktycznie wspomina się na każdym kroku... Po prostu realizuję się zawodowo, pracuję z fantastycznymi dzieciakami, dla których chce się rano wstać z łóżka... I zdaję sobie sprawę z tego, że jest masa zawodów dużo cięższych, trudniejszych, słabiej opłacanych... To wszystko rozumiem, nie narzekam więc na moją pracę, ale chciałabym, żeby każdy niedowiarek wziął na siebie obowiązki chociażby na 1 tydzień.. Ogrom wolnego powiadacie? Ja nie mam rodziny, więc się wyrabiam, ale w ciągu roku sprawozdania, protokoły, dokumenty, dostosowania, opinie, szkolenia, zebrania, scenariusze uroczystości szkolnych, materiały na zajęcia, organizacja wyjazdów, a jak ma się SU czy wolontariat to dodatkowe akcje... Każdego dnia przychodzę więc z pracy i.. piszę, drukuję, wycinam, kleję, uzupełniam, szukam niezbędnych informacji, dokształcam się, przygotowuję dokumenty... W ciągu tygodnia daję radę ogarnąć to, co mam do zrobienia na bieżąco... Na weekendy, święta, ferie... Zostawiam kwestie redagowania sprawozdań, uzupełniania kroniki, aktualizowania strony internetowej szkoły, pisania scenariuszy na apele, organizację dokumentacji wyjazdowych czy związanych z realizacją różnych akcji... Kończę wieczorem, późnym wieczorem.. I chociaż ktoś powie - przecież masz wolne, to w jakim sensie? Chyba w takim, że po prostu jestem w domu, a nie w szkole. Nie ujmuję osobom pracującym na innych stanowiskach, bo wiem, że fizycznie mam dużo łatwiej.. I nie narzekam, tylko chcę pokazać, że nauczyciel nie tylko pije kawę przez 3h dziennie, narzekając jak to wszyscy źle o nas mówią, a my tak ciężko mamy.. moją pracę bardzo lubię, bo widząc uśmiech dzieciaków, człowiek wie, że robi to nie dla siebie... I wiem, że ktoś kto pracuje fizycznie 8h, wraca do domu bardziej zmęczony... Ale bardzo często wraca się do domu i zapomina o pracy do następnego dzwonka budzika, a my siadamy do papierów... Tak więc podczas obserwacji i wyliczeń wyglądamy na leniuchów liczących tylko na kolejne wole, ale miłe byłoby dostrzeżenie również tego, co robimy także wtedy, gdy w kalendarzu są ferie, Święta czy wydłużony okres weekendowy...
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół