• facebook
  • rss
  • Nie robimy inwazji

    Miłosz Kluba

    dodane 12.12.2014 15:35

    O różnicy między turystą a wolontariuszem opowiada Magdalena Kuranda, która w ramach Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego "Młodzi Światu" spędziła rok w Ameryce Południowej.

    Miłosz Kluba: Jak trafiłaś do Boliwii?

    Magdalena Kuranda: Wyjechałam zaraz po maturze. To było trochę kontrowersyjne, bo co 19-latka może robić przez rok w Ameryce Południowej? Tym bardziej że miałam tam pracować z ludźmi osadzonymi w największym więzieniu w kraju, z kobietami, które z tego więzienia wyszły, z prostytutkami, z samotnymi matkami.

    Z wolontariatem zetknęłam się już w drugiej klasie liceum. Pojechałam wtedy na krótko do Holandii, gdzie pracowałam z dziećmi imigrantów. Potem pojawił się pomysł - a nawet bardziej powołanie niż pomysł - żeby pojechać na dłużej. Część osób komentowała to, mówiąc, że to super przygoda, sposób na spędzenie roku "na luzie", bo może nie wiem, co ze sobą zrobić, albo kiepsko poszła mi matura. To zupełnie nie tak, a matura poszła mi bardzo dobrze (śmiech).

    Dlaczego akurat tam?

    My nie wybieramy miejsca. To nie jest tak, że wodzimy sobie palcem po mapie i mówimy: "O, super, chcę pojechać do Ghany, bo podoba mi się tamta kultura". Ja tylko powiedziałam, że chcę oddać swoją energię, swoją młodość, moje przyzwyczajenia, wygodę i wyjechać na rok, żeby pomagać ludziom. Przez te 19 lat tyle dostałam od rodziny i przyjaciół, że poczułam, że to ten moment, by zacząć dawać coś od siebie.

    Gdzie dokładnie trafiłaś?

    Mieszkałam na obrzeżach Santa Cruz de la Sierra (największego miasta w Boliwii), mogłam więc poznać realia życia w slumsach.

    Między innymi o tym opowiadałaś podczas spotkania w ramach cyklu "Wielkie Wyprawy".

    Trudno mi było opowiadać o kulturze, zwyczajach czy kuchni typowej dla tego miasta, bo tam wszystko się miesza, przyjeżdżają ludzie z całego kraju. Na spotkaniu ludzie byli jednak bardzo ciekawi także tego, jak tam się żyje, jak ja byłam traktowana jako blondynka z niebieskimi oczami, jak sobie radziłam w sytuacjach problemowych.

    Motywem przewodnim tych spotkań miała być "odpowiedzialna turystyka". Slumsy nie kojarzą się z wycieczkami.

    Zdecydowanie. Wolontariusze nie jadą tam, żeby zwiedzać zabytki i podziwiać krajobrazy. Jedziemy pomóc ludziom i głosić Ewangelię. I jesteśmy przy tym podwójnie odpowiedzialni, bo reprezentujemy nie tylko nas i naszą organizację, ale także Kościół. Po 11 miesiącach pracy mieliśmy jednak możliwość miesięcznych wakacji, w czasie których poznałam uroki Boliwii. To wciąż mało popularna wśród turystów część And, dlatego nie jest jeszcze tak mocno skomercjalizowana jak np. Peru.

    Z drugiej strony, jadąc na wolontariat, poznajemy przecież tych ludzi, ich życie, ale "od kuchni". Nie robimy "inwazji", nie koncentrujemy się na straganach z pamiątkami. Chcemy z nimi po prostu być.

    Magdalena Kuranda była bohaterką jednego ze spotkań w cyklu "Wielkie Wyprawy", organizowanych przez SWM "Młodzi Światu", w których podróżnicy i wolontariusze mówią o odpowiedzialnej turystyce i poznawaniu innych kultur "od środka". Kolejne, ostatnie w tym roku spotkanie z tej serii odbędzie się w sobotę 13 grudnia o 18.00 w "Wioskach Świata" (ul. Tyniecka 39, Kraków). O Kresach opowiadał będzie Jędrzej Majka – dziennikarz, teolog, autor książek i albumów fotograficznych, podróżnik.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół