• facebook
  • rss
  • Rajdowcy z misją

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 06/2015

    dodane 05.02.2015 00:00

    Trzech krakowskich uczestników tegorocznego rajdu Dakar łączyły pasja motoryzacyjna, żyłka do biznesu i chęć, by innym dać coś od siebie.

    Na kasku Rafała Sonika, zwycięzcy tegorocznego Dakaru w kategorii quadów, brakuje komercyjnych reklam. Są tam tylko barwy Polski, nazwisko (tego wymagają przepisy), serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz nazwa stowarzyszenia „Siemacha”, z którym rajdowiec jest związany od ponad 20 lat. Wspiera on jego działalność, m.in. biorąc udział w projektach, współorganizując rajdy turystyczne czy pomagając w tworzeniu placówek „Siemachy”. Wspólnie ze stowarzyszeniem Rafał Sonik uruchomił program otwierania „kreatywnej przestrzeni społecznej” w galeriach handlowych. Pierwsze takie miejsce, Młodzieżowy Ośrodek Rozwoju Społecznego, powstał w 2010 roku przy Gemini Parku w Tarnowie.

    Z banerem przez burzę

    Rafałowi Sonikowi w czasie rajdu towarzyszył także nietypowy baner – 21 grudnia 2014 roku, podczas Wieczoru Kolęd, podpisali się na nim wychowankowie stowarzyszenia, którym zadedykował on swój start w Dakarze (zrobił to już po raz drugi). – To jest wielkie zobowiązanie. Po pierwsze muszę walczyć dzielnie, po drugie, muszę walczyć uczciwie, po trzecie muszę przyjąć każdą przeszkodę tak, jakby te dzieci stały przy mnie – mówił R. Sonik po powrocie z Ameryki Południowiej. Ksiądz Andrzej Augustyński, przewodniczący zarządu stowarzyszenia, nie ma wątpliwości, że takie wsparcie „Siemachy” było tym ważniejsze, że Dakar pokonuje się w samotności. – Ten doping trzeba wieźć w sercu. Bez niego traci się siły i nadzieję na sukces. Im więcej dobrej energii płynie od ludzi, którzy towarzyszą myślami i modlitwami, tym więcej siły do walki na trasie rajdu. Rafał Sonik wygrał, bo „Siemacha” była jego tajemną maszyną, która pchała go do przodu – przekonuje kapłan. – To najcudowniejsze, co może mi towarzyszyć. To nie jest bagaż, to są skrzydła – potwierdza sam Rafał Sonik.

    Zróbmy to

    „Dobro powraca” – mówił inny krakowski kierowca, który wystartował w tegorocznym rajdzie Dakar. Michał Hernik, prezes zarządu firmy FarmaProm, nie dojechał do mety. Zginął w trakcie trzeciego etapu rajdu. – To jest nasze wspólne powiedzenie. Ja, Michał, nasze żony przyjaźnimy się, jesteśmy ze sobą bardzo zżyci i tak też prowadzimy naszą firmę. Każdy wie, że może liczyć na pozostałych – opowiada Paweł Stasiaczek, przyjaciel Michała Hernika. – To był ktoś wyjątkowy. Michał był dla mnie jak brat, wszystko robiliśmy wspólnie – wspomina. Razem wychowywali dzieci, razem założyli firmę, razem jeździli na motocyklach, razem przygotowywali się do Dakaru. Na trasie też byli cały czas razem. Nie ścigali się, zajmowali sąsiednie miejsca. – Spełnialiśmy swoje marzenia. Tylko człowiek szczęśliwy może się tym szczęściem dzielić z innymi. Michał był właśnie takim człowiekiem – zarażał innych swoją pasją – opisuje zmarłego rajdowca przyjaciel. Słowa o czynieniu dobra przechodziły w czyny prosto i spontanicznie. Paweł Stasiaczek wspomina, że w 2012 roku – na swoje 40. urodziny – starym mercedesem, „beczką”, wybrał się w podróż do Afryki. Wraz z Norbertem Madetką dotarli m.in. do Yaounde, stolicy Kamerunu, w której pracuje polski misjonarz o. Dariusz Godawa, dominikanin. – Mieliśmy tylko przywieźć prezenty dla dzieci i odwiedzić Darka. Zostaliśmy tam dwa tygodnie, poznaliśmy całą misję, dzieci – opowiada pan Paweł. Swoją wizytę w placówce uznał za znak od Boga i postanowił pomóc. Po powrocie do Polski opowiedział o tym Michałowi Hernikowi. – Zareagował tak jak zawsze: „Okej, Pawełku, zróbmy to”. Ustaliliśmy, że sfinansujemy sierociniec – wspomina. Ile kosztowała budowa? – A czy to ważne? Ważne, że się pomaga – odpowiada.

    Kim oni są?

    Rafał Sonik jest krakowskim przedsiębiorcą, prezesem Gemini Holding. W rajdzie Dakar startował po raz siódmy, a na jego podium stanął po raz czwarty – rok temu był drugi, a w latach 2009 i 2013 – trzeci. Współpracuje z „Siemachą”, jest również członkiem nieformalnej grupy Przyjaciół Kasprowego Wierchu (organizującej m.in. ekumeniczną Mszę na tym szczycie) oraz ambasadorem projektu „Szybcy na torze – bezpieczni na drodze”. Michał Hernik i Paweł Stasiaczek byli współzałożycielami firmy FarmaProm, zajmującej się systemami informatycznymi dla branży farmaceutycznej. W Dakarze startowali po raz pierwszy. Marzyli o tym, by wspólnie ukończyć rajd (miał jechać także trzeci z przyjaciół – Norbert Madetko, który musiał zrezygnować ze względu na kontuzję). Michał Hernik 6 stycznia zginął na trasie trzeciego etapu. Zaraz po tym z wyścigu wycofał się także Paweł Stasiaczek. M. Hernik został pochowany w Krakowie, na cmentarzu Salwatorskim.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół