• facebook
  • rss
  • Stolica Tatr wódką stoi

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 15/2015

    dodane 09.04.2015 00:00

    Rajcy zakopiańscy chcieli zwiększyć liczbę koncesji na sprzedaż alkoholu w mieście z 60 do 100. Czy pod Tatrami główną atrakcją dla turystów będą jedynie lokale z wysokoprocentowymi trunkami?

    Po bardzo burzliwej sesji Rady Miasta radni ostatecznie nie podjęli decyzji, która zwiększa liczbę koncesji. To jednak nie oznacza, że sprawa nie powróci wkrótce pod obrady miejskich rajców. – Nie można nas tak traktować, przecież nie wszyscy przychodzą po to, by się upić. Bez koncesji na alkohol nasz lokal się nie utrzyma. Będziemy musieli zwolnić pracowników – rozkłada ręce jeden z właścicieli karczmy w centrum miasta, który ma jedynie koncesję na alkohol połączony z cateringiem.

    Całą sprawę na łamach „Tygodnika Podhalańskiego” komentował wymijająco burmistrz Zakopanego Leszek Dorula. „Z punktu widzenia biznesowego jestem za zwiększeniem koncesji na alkohol, ale ze względów religijnych jestem temu przeciwny” – twierdzi zakopiański włodarz. Gazeta twierdzi, że zwiększenie koncesji przez zakopiański samorząd to forma spłacania długów wyborczych. Jeszcze przed głosowaniem głos w całej sprawie zabrali zakopiańscy proboszczowie, którzy w liście otwartym do Rady Miasta zwracają uwagę na ogromy problem pijaństwa w stolicy polskich Tatr: „Jesteśmy zaniepokojeni, iż nowa Rada jako priorytet w swoim działaniu na rzecz miasta Zakopane i jego mieszkańców chce wprowadzić zwiększenie ilości sklepów sprzedających alkohol i w ten sposób jeszcze bardziej rozpić społeczeństwo i utwierdzić w przekonaniu, że »góral to pijak«” – piszą zakopiańscy proboszczowie. Podkreślają, że problem pijaństwa w Zakopanem i na Podhalu jest ogromny. Przytaczają statystki prowadzone przez ojców jezuitów. W kościółku „Na Górce” co roku ponad 5 tys. osób dotkniętych chorobową alkoholową ślubuje trzeźwość. A i tak nie są to wszyscy borykający się z uzależnieniem. „Rzeka pijanej młodzieży przetaczającej się przez Krupówki, obraz siedzącego »pijaczka« zbierającego na »jabola« wpisują się na stałe w krajobraz spod Giewontu, podobnie jak na Krupówkach karczmy z ogródkami piwnymi wylewają się na ulicę, czy kluby GO-GO stają się wizytówką miasta Zakopane i atrakcją dla turystów” – zaznaczają stanowczo zakopiańscy duszpasterze. – Może zamiast dyskutowania na temat sprzedaży alkoholu, radni i burmistrz zajęliby się regulacjami, które utrudniłyby powstawanie punktów schadzek? – denerwuje się znany zakopiańczyk, który prosi o anonimowość. Kilka lat temu ks. Krzysztof Kocot, proboszcz i dziekan w Czarnym Dunajcu, także krytykował publicznie władze samorządowe za zgodę na zwiększenie liczby koncesji na alkohol. Samorząd zgodził się, aby alkohol był sprzedawany w budynku starej szkoły, w odległości zaledwie kilku metrów od kościoła. Proboszcz publicznie napominał lokalnych dysydentów z ambony. Swojej decyzji jednak nie zmienili.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół