• facebook
  • rss
  • Nie mam dość

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 27/2015

    dodane 02.07.2015 00:00

    Wywiad. O urzędnikach i pasterzach oraz mocy modlitwy całego świata z br. Benedyktem Pączką OFM Cap, misjonarzem z Krakowa pracującym w Ngaoundaye w Republice Środkowoafrykańskiej,

    Monika Łącka: We wrześniu 2013 r., przed wylotem do Afryki, mówiłeś: „Prawdziwy misjonarz to ten, kto zostaje z ludźmi; kto jedzie i nie ma planów powrotu, bo nie wie, ile czasu spędzi na misjach. Bo misjonarz to ten, kto nie ucieka. On nie jest turystą”.

    Br. Benedykt Pączka OFMCap: Naprawdę tak wtedy mówiłem?! (śmiech)

    Prorocze to były słowa... Potwierdziłeś je czynami – było trudno, mogłeś uciec. Zostałeś.

    Trzy tygodnie od stycznia do lutego 2014 r., o których usłyszał cały świat, były bardzo niebezpieczne. Wiele razy uciekaliśmy z ludźmi pomiędzy misją a centrum kulturalnym i buszem. Na szczęście mieliśmy bardzo dobrą ekipę – byłem ja i dwaj misjonarze z RCA i Włoch, były dwie siostry zakonne z Polski oraz Ewelina Krasnowska, świecka misjonarka. Nie buntowaliśmy się, nie chcieliśmy uciekać, zostawić ludzi. Nawet nie miałem takiej pokusy.

    W najgorszym momencie władze chciały Was ewakuować.

    Gdy 29 kwietnia przylecieliśmy do Paryża (a dopiero stamtąd do Polski na urlop), poszliśmy do ambasady. Okazało się, że podczas ataków była nawet decyzja, żeby nas ewakuować bez naszej zgody. Nie wiedzieliśmy o tym. Ta decyzja nie była jednak mądra, bo nie jesteśmy urzędnikami, którzy muszą lub chcą uciekać, gdy robi się niebezpiecznie. A podczas rebelii wszyscy – urzędnicy, wojsko, policja, żandarmeria – uciekli do Kamerunu albo do stolicy RCA. My na misje pojechaliśmy jako pasterze, a pasterz nie zostawia owiec. Ucieczka byłaby antyświadectwem, bo ludzie, z którymi pracujemy, patrzą na nas, czy naprawdę z nimi jesteśmy. Podczas ataków przychodzili, chronili się na misji. Gdy było bardzo niebezpiecznie, było z nami ponad 100 osób. Odbierałem telefony od żołnierzy francuskich z propozycją wyjazdu, a gdy nie chcieliśmy, dzwonili, żeby sprawdzić, czy i jak dajemy radę.

    O pomoc dla misjonarzy, także humanitarną, mocno apelowały też media.

    Pierwsza odezwała się Stacja7, potem kolejne media, zarówno katolickie, jak i świeckie, a nawet laickie. Dziennikarze dzwonili, pisali, nagłaśniali sprawę i bardzo się o nas troszczyli. Nawiązały się wtedy bardzo fajne kontakty. „Gościowi” i wszystkim innym mediom mówię za to prosto z serca: „Dziękuję i Bóg zapłać!”. Bardzo nas wspieraliście.

    W krakowskiej redakcji „Gościa” dzień zaczynaliśmy od sprawdzenia Facebooka, czy coś napisałeś, czy żyjecie...

    Byli i tacy, którzy mówili, że co to za misje, skoro cały czas jestem na Facebooku! A my w tym czasie nie mogliśmy nic robić. Nie mieliśmy też żadnej komunikacji oprócz internetu satelitarnego. Został nam jeden komputer, bo kilka innych zabrała Seleka [rebelianci, najemnicy z Sudanu i Czadu, którzy mieli obalić prezydenta RCA – przyp. M.Ł.]. Ja chwyciłem wtedy swój i rzuciłem w krzaki. Dzięki temu „przeżył” i mogliśmy wezwać pomoc, dzwoniliśmy ze Skype’a.

    Kiedy nadeszła konkretna pomoc?

    Po trzech tygodniach próśb, telefonów, listów, nagłaśniania sprawy w mediach przyjechało wojsko z Kamerunu i osiedliło się w naszej miejscowości. To było zrządzenie Bożej Opatrzności, bo normalnie powinni osiedlić się na granicy, a oni przyszli do nas. Dopiero po dwóch miesiącach, gdy zrobiło się spokojnie, przenieśli się na granicę z Kamerunem.

    Namacalny owoc modlitwy, która płynęła ze świata?

    Wierzę, że tak i że to dzięki Bogu przeżyliśmy. Siła, którą mieliśmy, płynęła z góry. Wielu Polaków modliło się za nas, ale też modlił się cały świat. Czuliśmy naprawdę wielkie wsparcie. To dzięki tej sile chciałem walczyć o ludzi, być z nimi.

    Ale na pewno trochę się bałeś.

    I to nie raz. Cały czas narażaliśmy życie, gdy z ludźmi uciekaliśmy z miejsca na miejsce. Bałem się też, gdy np. żołnierze Seleka celowali we mnie z kałasznikowa. Kiedyś, pod wpływem emocji, wyszedłem nawet na drzewo, żeby zrobić im zdjęcia i pokazać światu. Dzięki Bogu nie nadjechali wtedy, bo przecież mogli zacząć strzelać serią po drzewach... Wiem jedno: gdybyśmy zgodzili się na ewakuację, byłaby tam wielka masakra. Zabiliby wszystkich, strzelając, siekąc maczetami, paląc wioski. Po obaleniu prezydenta zrodziła się nienawiść, której nigdy wcześniej tam nie było. To nienawiść między chrześcijanami a muzułmanami, ale to nie była wojna religijna! Tu chodzi o władzę, pieniądze, ropę naftową, diamenty.

    Ostatecznie zginęło tylko i aż ok. 60 osób, kilkadziesiąt zostało rannych. Spalonych zostało 1000 domów. Zdjęcia, które publikowałeś na Facebooku, były wstrząsające.

    Przez te trzy tygodnie nie widziałem jednak ani jednej zabitej osoby. Przy wysokich temperaturach ciała szybko trzeba było grzebać i nawet nie mieliśmy jak do nich dojechać. Rannych widziałem wielu, np. poranionych od wybuchu granatu. Dopiero w marcu tego roku widziałem osiem zabitych osób.

    Co się stało?

    Okazało się, że choć Seleki już nie ma, to nadal trzeba uważać, bo są grupy, które rabują i zabijają. Były już trzy takie napady, a tych osiem osób zginęło na głównej drodze, którą ja też często jeżdżę. Napastnicy zatrzymali ich auto, gdy jechali na targ. Kierowca zdążył uciec, pozostali nie mieli szans. Pojechaliśmy po nich. Krew nie była jeszcze zastygnięta, lała się z koszulek. Bardzo mną to wstrząsnęło. Wkładaliśmy ich na pakę auta wyłożonego wielkimi liśćmi. Gdy potem w nocy nie mogłem spać, napisałem na Facebooku długi tekst „Czy jesteś gotowy na śmierć?”. Bo przecież nie znamy dnia ani godziny, wszystko się może zdarzyć. Zastanawiałem się, co napastnicy zrobiliby ze mną, białym. Czy też dostałbym kulę, czy wzięliby mnie na okup?

    Dawid Wildstein powiedział niedawno, że misjonarzom należy się pokojowy Nobel.

    Cóż, zgadzam się... Cały czas organizowaliśmy spotkania, negocjacje, ściągnęliśmy wojsko. Teraz szukamy dzieci, które podczas rebelii zostały osierocone lub straciły rodzeństwo, i chcemy im pomóc. Odbudowujemy też domy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół