• facebook
  • rss
  • On odpłaca stokrotnie

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 27/2015

    dodane 02.07.2015 00:00

    – Święty Andrzej Bobola potrafi niesamowicie namieszać w życiu – przyznaje Agnieszka Pers, jedna z reżyserek filmu „Niezłomny patron Polski”.

    Kontrowersyjne objawienia, fabularne sceny męczeństwa – to tylko niektóre z wyzwań, z którymi musiała się zmierzyć ekipa realizująca film o świętym jezuicie, zamordowanym w XVII wieku na wschodnich ziemiach ówczesnej Rzeczypospolitej. – Nie chcieliśmy przegiąć w żadną stronę. Wiedzieliśmy, że to nie może być ani dokument, który zanudzi, ani pusty fajerwerk – przekonuje Przemysław Martyński, główny operator.

    – To musiało być połączenie lekkiej narracji z przekazaniem wszystkich ważnych rzeczy. Z jednej strony „Niezłomny patron Polski” to opowieść o upartym świętym z twardym charakterem, którego losy – a później losy jego kultu – były mocno splecione z dziejami naszego kraju (wystarczy przypomnieć Józefa Piłsudskiego, który chciał zbrojnie odbić ciało jezuity, przechowywane na terenie Rosji). Z drugiej znalazły się tam świadectwa osób, które doświadczyły jego działania w swoim życiu.

    – Zapewniam, że jeśli się cokolwiek, choćby minimalnego, zrobi dla niego, to on odpłaca stokrotnie – mówi A. Pers, która reżyserowała film wspólnie z Edytą Szostek. – Jest też człowiekiem, który potrafi niesamowicie namieszać w życiu ludzi. Narratorem produkcji „Niezłomny patron Polski” został Krzysztof Ziemiec – jak sam przyznaje, zafascynowany postacią św. Andrzeja Boboli od najmłodszych lat. – Wymarzyłam sobie, żeby to był właśnie on – wspomina A. Pers. – Kiedy spotkaliśmy się w Warszawie, powiedział do mnie: „Wiesz, ja podobny scenariusz mam w biurku”.

    Premiera filmu odbyła się w Auli Papieskiej sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. W towarzyszącej pierwszemu pokazowi dyskusji brał udział m.in. jeden z rozmówców Krzysztofa Ziemca – ks. Józef Niżnik, który pracuje w Strachocinie, miejscu urodzin św. Andrzeja. Gdy 30 lat temu pierwszy raz przyjechał na plebanię w tej niewielkiej miejscowości, była ona uważana za miejsce, w którym straszy duch nieznanego kapłana. Zastępstwo miało trwać trzy tygodnie, ale ks. Niżnik postanowił wyjaśnić zagadkę pojawiającej się zjawy.

    – To był kapłan w sutannie, z charakterystyczną brodą – wspominał ks. Józef. – Kto mógł pomyśleć, że w ten sposób działa święty? – dodał. Kiedy odważył się zapytać: „Kim jesteś i czego chcesz?”, usłyszał wewnętrzny głos: „Jestem Andrzej Bobola, zacznijcie mnie czcić w Strachocinie”. Kiedy kult się rozpoczął, skończyły się spotkania proboszcza z duchem kapłana. – Zawsze podchodziłem bardzo sceptycznie do takich objawień, uważałem, że Ewangelia jest najważniejsza. Dzisiaj, kiedy przyjeżdża wielu ludzi, którzy mają podobne doświadczenia, niczego nie przekreślam. Trzeba wysłuchać do końca i wiedzieć, że Pan Bóg działa inaczej, niż my myślimy – mówił ks. Józef Niżnik.

    Emisja filmu „Niezłomny patron Polski” planowana jest w TVP. Mieszczące się w Krakowie Wydawnictwo „La Salettte” księży misjonarzy saletynów rozprowadza dokument także na DVD wraz z albumem przedstawiającym miejsca kultu św. Andrzeja Boboli.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół