• facebook
  • rss
  • Żal tego nie przeżyć

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 28/2015

    dodane 09.07.2015 00:00

    Młodzi Ambasadorzy ŚDM. Gdy w parafiach opowiadają o Światowych Dniach Młodzieży, czują, jak prowadzi ich Duch Święty. – To, co mówimy, oddajemy Bogu, bo to ma być Jego, a nie nasze – przekonują Marta, Gosia, Ola i Damian.

    Rozsadza ich energia, głowy mają pełne pomysłów, a działać chcą nawet wtedy, gdy czasem brakuje już sił. Kiedy myślą o Światowych Dniach Młodzieży, w sercu czują ciepło, radość i ogromną moc wspólnoty. – Ona rodzi się z różnorodności, bo na ŚDM spotykają się ludzie ze wszystkich krańców świata. Wtedy z całą siłą można przekonać się, że choć pozornie wiele nas dzieli, to tak naprawdę Kościół jest jeden, a łączy nas Chrystus. Bo to o Niego w tym wszystkim chodzi – mówią i zapraszają w szeregi Młodych Ambasadorów ŚDM. Sami trafili w nie... zrządzeniem Bożej Opatrzności.

    Damian: Nie ma przypadku

    – Jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedziałem, co mam robić w życiu, które zamykało się w dwóch słowach: praca (nie była tą wymarzoną) i dom. Niby wszystko w porządku, ale brakowało czegoś, czemu mógłbym się poświęcić, i co przy okazji sprawiałoby mi radość. Pomyślałem, że coś trzeba zmienić, zastanawiałem się nad szukaniem pracy za granicą – opowiada Damian Nehrebecki. Ma 28 lat, pochodzi z Piekar Śląskich, w Krakowie mieszka od 5 lat, a do Tarnowa, do zaprzyjaźnionego klasztoru sióstr karmelitanek, jeździ, gdy potrzebuje w ciszy i spokoju przemyśleć i przemodlić ważne sprawy. – U karmelitanek przyszło natchnienie, że praca za granicą to nie jest dobry pomysł. Siostry powiedziały mi też co nieco o ŚDM i poczułem, że chcę się w to wydarzenie zaangażować. Nie wiedziałem tylko jak – wspomina. Sposób na to znał spowiednik Damiana. – Kapłan dał mi telefon do Kasi Kucik, koordynatorki Sekcji Wolontariatu ŚDM. A Kasia chętnych do działania przyjmuje z otwartymi ramionami – uśmiecha się Młody Ambasador ŚDM. Jak przekonuje, tu znalazł swoje miejsce, a dzięki temu, co robi, czuje się potrzebny. – W tym wszystkim nie ma przypadku. Wierzę, że to sam Bóg wezwał mnie do takiego zadania i dał odpowiednie narzędzia, zwłaszcza odwagę, by wyjść do ludzi i mówić, że jestem uczniem Chrystusa. Zachęcać, by spotkać się na ŚDM. Widzę też, jak On mnie obdarowuje, gdy np. dostaję zastrzyk żywej wiary od ludzi, których spotykam – mówi ze wzruszeniem. Zostanie Młodym Ambasadorem pociągnęło za sobą jeszcze jedną zmianę – niebawem w Krakowie, a nie za granicą Damian znalazł nową pracę, lepszą od poprzedniej. Boży przypadek...

    Marta: Wyzwanie dla mnie

    Dla pochodzącej spod Krakowa Marty (jej miejscowość należy już jednak do diecezji kieleckiej) przygoda z ŚDM zaczęła się dwa lata temu, w Rio de Janeiro, gdzie pojechała razem z siostrą. – Zawsze marzyłyśmy o wyprawie do Ameryki, ale wydawało nam się to nierealne. Później żartowałyśmy, że jedziemy do Rio, ale i w to nie do końca wierzyłyśmy. W końcu znalazłyśmy ogłoszenie, że ktoś organizuje grupę na ŚDM, która... ostatecznie nie powstała. Wtedy postanowiłyśmy, że kupujemy bilety i jedziemy same, na własną rękę. Pojechałyśmy na 4 tygodnie – 3 spędziłyśmy w Argentynie, a ostatni tydzień w Rio. Pomysł był szalony i trochę się bałyśmy przed wylotem, ale gdy zawierzyłyśmy to Bogu, wszystko było dobrze – wspomina Marta Jungiewicz, koordynatorka Młodych Ambasadorów ŚDM. W Argentynie nocowały u różnych ludzi i w hostelach. W Rio trafiły do rodziny, która – oprócz dwóch Polek – pod dach przyjęła jeszcze 12 innych pielgrzymów z Brazylii. – To było niesamowite! Oni naprawdę otwarli przed nami drzwi swojego domu, a przede wszystkim serca, dzielili się wszystkim, co mieli. Za rok do Krakowa przyjedzie jeden z ich synów, który podczas ŚDM w Rio, razem z narzeczoną, był wolontariuszem. Teraz wybiorą się w podróż poślubną – mówi Marta i dodaje, że gdy papież Franciszek ogłaszał miejsce kolejnych Światowych Dni Młodzieży, poczuła, że to wyzwanie właśnie dla niej. Że chce opowiadać innym o atmosferze ŚDM, zarażać ich tym i zachęcać, by w 2016 r. zjawili się w Krakowie. Pierwszy rok minął jej jednak „na niczym”. W końcu palec Boży tak ją poprowadził, że trafiła na ul. Kanoniczą, do Biura ŚDM, i zaczęła chodzić na spotkania, a wraz z Kasią Kucik stworzyła projekt Młodych Ambasadorów.

    Gosia i Ola: Tak się robi ŚDM!

    Z kolei Gosia Grodzka i Ola Antoszak w przygotowanie krakowskiego spotkania młodych z całego świata zaangażowały się... przez pobyt na ŚDM w Madrycie. Jechały tam z wielkimi nadziejami w sercu i choć udział w spotkaniu mocno przeżyły, to w pewnym stopniu zderzyły się też z rzeczywistością. – Okazało się, że nie byłam do końca przygotowana do tego wydarzenia, ale i wolontariusze postawili na spontaniczność, a za mało było konkretów. Gdy stało się jasne, że ŚDM będą w Polsce, wiedziałam, że muszę się w nie włączyć – mówi Gosia. – W Madrycie razem z koleżankami denerwowałyśmy się, że Hiszpanie wielu rzeczy nie potrafią nam wytłumaczyć i zostawiają je „na jutro”. Pojechałyśmy jako wolontariuszki, dwa tygodnie wcześniej, a nie miałyśmy nic do zrobienia. W pewnym momencie byłam już zdołowana i pomyślałam, że jak ŚDM będą w Polsce (a były już takie pogłoski i wiedziałam, że na studia idę do Krakowa), to się w nie zaangażuję – wtóruje jej Ola. Gosia pochodzi z diecezji białostockiej, z miejscowości Radule. Ola – z diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Spotkały się w Krakowie, w biurze ŚDM. Jako Młode Ambasadorki chcą zrobić wszystko, by to, co już za rok będzie działo się w Krakowie, dopiąć na ostatni guzik. – Pokażemy, jak się robi ŚDM, a przecież cały świat spadnie nam tu na głowę! – śmieje się Ola. – Będzie tak, jak prosił papież Franciszek: zrobimy Boży raban, by wszyscy zobaczyli młodzież od dobrej, choć nieco szalonej strony – dodaje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół