• facebook
  • rss
  • Afrykańska niedziela w Olszanicy

    Monika Łącka

    dodane 08.07.2015 12:52

    12 lipca br. Benek Pączka OFM Cap. zaprasza do parafii MB Częstochowskiej na cappuccino i opowieść o misjach w Afryce.

    Choć br. Benek o pozwolenie na wyjazd na misje starał się wiele lat, to wylatując z Polski, płakał i cierpiał. - To było trudne, czułem, jakby grunt usuwał mi się spod nóg, ale ta decyzja pokazała mi, że misjonarz to ten, który musi doświadczyć ogołocenia, zerwania więzi. Dziś wiem, że to była błogosławiona dla mnie decyzja i dziękuję Bogu za to wybranie - opowiada kapucyn.

    Na misje chciał wyjechać ze względu na ubogich ludzi. - To z nimi chciałem pracować i im służyć, bo wiem, że oni bardzo potrzebują ambasadorów, czyli tych, którzy będą o nich walczyć. Walczyć to znaczy dbać o nich zarówno w sensie materialnym (tak, jak teraz walczę o to, by za rok do Polski na ŚDM mogło przyjechać 70 osób z RCA), jak i w sensie duchowym. Bo oni często jeszcze nie znają Boga i umierają bez Niego. Chodzi więc o to, by im Go pokazać i głosić Ewangelię tak, by potrafili ją przyjąć. W Afryce bardzo potrzeba misjonarzy, Bożych szaleńców, którzy zechcą bić się o zbawienie człowieka - przekonuje.

    Miesiące, które br. Benek spędził w Republice Środkowoafrykańskiej od września 2013 r. do maja tego roku, gdy przyjechał do Polski na urlop, minęły krakowskiemu misjonarzowi... jak kilka chwil.

    Gdy dotarł do RCA, szybko rzucił się w wir pracy misyjnej, starając się, by mieszkańcy parafii liczącej 18 wiosek i znajdującej się na przestrzeni ok. 100 km kw. (br. Benek zajmuje się sześcioma z nich) zaakceptowali go i zaufali mu. Nie jest to wcale oczywiste, bo choć z jednej strony ludzie bardzo potrzebują misjonarzy, z drugiej - mają swoje zwyczaje i tradycje oraz mentalność, która nieco różni się od europejskiej.

    Kilka miesięcy później, na przełomie stycznia i lutego 2014 r., br. Benek i jego parafianie musieli walczyć o życie i przetrwanie, bowiem na wiele miejscowości napadała wtedy Seleka (rebelianci, najemnicy z Sudanu i Czadu, tworzący zbrojne ugrupowanie, które miało obalić prezydenta RCA), zabijając ludzi i niszcząc wszystko po drodze. Wszystko trwało kilka tygodni, ale czas jakby się wtedy zatrzymał, a wydarzenia, które wtedy się rozgrywały, mogłyby posłużyć za scenariusz do sensacyjnego filmu.

    Choć sytuacja została opanowana i Seleka już nie zagraża misjonarzom i ich podopiecznym, w Ngaoundaye wciąż nie jest bezpiecznie. Kilka miesięcy temu grupa uzbrojonych ludzi w biały dzień zabiła 8 osób, prawdopodobnie z motywów rabunkowych.

    We wrześniu 2013 r. br. Benek żegnał się z Czytelnikami "Gościa", mówiąc, że "prawdziwy misjonarz to ten, kto zostaje z ludźmi; kto jedzie i nie ma planów powrotu, bo nie wie, ile czasu spędzi na misjach. Bo misjonarz to ten, kto nie ucieka. On nie jest turystą". Słowa potwierdził czynami, a jego wspomnienia z Afryki, do której wraca już 28 lipca, to niekończąca się opowieść.

    Posłuchać jej będzie można już w najbliższą niedzielę 12 lipca w kapucyńskiej parafii MB Częstochowskiej w Krakowie-Olszanicy, gdzie br. Benek przez cały dzień będzie mówił kazania. Po Mszach zaprasza też na cappuccino dla Afryki. Będzie pysznie!

    -----

    Całą rozmowę z br. Benkiem można przeczytać w najnowszym numerze "Gościa Krakowskiego" (z datą 5 lipca).

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół