• facebook
  • rss
  • Siostry od dialogu

    Monika Łącka


    |

    Gość Krakowski 32/2015

    dodane 06.08.2015 00:00

    Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej z Syjonu. Ogniwa łańcuszka, który noszą na szyi, symbolizują każdą z ok. 400 sióstr na świecie. Wszystkie je łączy chwalebny krzyż Zmartwychwstałego.


    To krzyż, w którym nie ma pasyjki, a siła zmartwychwstania wyryła go wręcz w srebrnym medalionie. Nie ma on równej powierzchni. Ma za to bruzdy oznaczające cierpienie, czyli swoisty „megafon” Boga, za którego pomocą Pan rzeźbi nas na swoje podobieństwo. Pod krzyżem widać też małe stopy i głowę. To znak, że każdy z nas ma wziąć swój krzyż i iść za Jezusem, by być Go godnym – tłumaczy s. Anna Bodzińska NDS, przełożona krakowskiego, jedynego w Polsce domu bezhabitowych sióstr, które „oparły się na Syjonie”.


    Siostry z sąsiedztwa


    W Krakowie na Cichym Kąciku siostry Matki Bożej z Syjonu obecne są już 11. rok. Najpierw pod Wawelem zjawiła się s. Ania, a miesiąc później dołączyła do niej 80-letnia dziś, lecz wciąż pełna energii Francuzka s. Anne Denise Rinckwald. Początkowo zajmowały małe mieszkanie przy ul. Beniowskiego, wynajęte od krakowskiej kurii. W 2007 r. ich zgromadzenie kupiło wystawiony na sprzedaż dom przy ul. Goe
tla 49. Jedyną rzeczą, jaka odróżnia go od innych domków, jest napis na dzwonku: „Notre Dame de Sion”.


    – Chcemy być „siostrami z sąsiedztwa” i żyć blisko ludzi. W budowaniu tej bliskości w pewnym stopniu pomaga brak habitu, jednak zawsze mówimy, kim jesteśmy. Bystre oczy łatwo zauważają też krzyż na szyi i obrączkę na palcu. Mamy na niej wygrawerowane słowa: „In Sion firmata sum!” (łac. Oparłam się na Syjonie!), które Kościół przypisuje Maryi – tłumaczy s. Anna.


    Jak zauważa, we współczesnych czasach zdarza się, że młode osoby za habitem próbują chować się przed światem i problemami. – Od siebie nigdy się nie ucieknie. Nie habit czyni więc mnicha, lecz duchowość i wewnętrzna asceza czyni z nas siostry zakonne. To w sumieniu jest decyzja, czy na serio traktujemy nasz wybór – przekonuje s. Bodzińska, szczupła blondynka, ubrana w jasne spodnie i kolorowy podkoszulek. Promienny uśmiech ani na moment nie znika z jej twarzy. – W kilku miejscach na świecie żyją nasze siostry kontemplacyjne i eremitki, które noszą habit. Powszechnie obowiązywał on też do lat 60. XX wieku.


    Dom, w którym – oprócz dwóch zakonnic – mieszkają obecnie także dwie nowicjuszki (24-letnia Victoria Nabil z Egiptu i 32-letnia Alejandra Vasquez z Gwatemali), urządzony jest bardzo gustownie. Dużo jest w nim ozdób, kwiatów i książek w różnych językach, a specjalne miejsce na półkach zajmują Pismo Święte (m.in. po polsku, hebrajsku, angielsku, francusku, arabsku) i Tora. Najważniejszy Mieszkaniec domu na odwiedziny czeka na 2. piętrze. W kaplicy przed Najświętszym Sakramentem siostry spotykają się rano i wieczorem.


    – Rano modlimy się w ciszy, każda w swoim języku, medytując nad fragmentem Biblii. Z kolei wieczorną modlitwę (po angielsku) każdego dnia przygotowuje inna siostra. Czasem, gdy „Ojcze nasz” odmawiamy w czterech językach: ja po polsku, Anne Denise po francusku, Victoria po arabsku, a Alejandra po hiszpańsku, brzmi to niesamowicie. Tak, jak wtedy, gdy na modlących się zstępuje Duch Święty – opowiada s. Ania.


    Polska? 
Przygoda mojego życia!


    Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej z Syjonu w 1843 r. w Paryżu założył Teodor Ratisbonne. Pochodził z żydowskiej rodziny, jednak po długich filozoficznych i teologicznych poszukiwaniach odkrył Chrystusa i przyjął święcenia kapłańskie. Podczas lektury Pisma Świętego zrozumiał też, że „miłość Boga do swojego ludu, Izraela, wciąż trwa, bo jest wierna i nieodwołalna”. To właśnie te słowa zapisał w konstytucjach międzynarodowego dziś zakonu, którego charyzmat nie mógł być inny, jak tylko biblijny. Zadaniem rozsianych po całym świecie sióstr jest zgłębianie Pisma Świętego oparte na tradycjach chrześcijańskiej i żydowskiej oraz bycie jak najbliżej ludzi obu wyznań. W praktyce chodzi o dialog między religiami i szukanie wszystkiego, co łączy, a nie dzieli.


    Do Polski siostry zaprosił kard. Franciszek Macharski, a oficjalną zgodę na ich osiedlenie się w archidiecezji wydał 10 listopada 2004 roku. – Zgromadzenie miało jednak kontakt z Polską już od lat 80. XX wieku. Przez ten czas zawiązało się mnóstwo dobrych przyjaźni. Ważną rolę odegrały w tym zwłaszcza s. Anne Denise oraz Polka s. Dominika Zaleska NDS – opowiada s. Bodzińska.


    Siostry Anne Denise i Dominika były mocno zaangażowane w mądre rozwiązywanie trwającego przez długi czas i głośnego medialnie sporu dotyczącego klasztoru sióstr karmelitanek w Oświęcimiu [przeciwko lokalizacji klasztoru protestowała m.in. społeczność żydowska – przyp. aut.]. – Siostra Dominika, chcąc pomóc, przyjeżdżała do Polski ze Szwajcarii, gdzie mieszkała, i wykorzystywała ważne kontakty z żydami ze Szwajcarii i Francji. Dzięki jej postawie Kościół w Polsce poznał nasze zgromadzenie od bardzo dobrej strony – dodaje s. Anna.


    W końcu w 2004 r. zgodę na powrót do swojej ojczyzny dostała s. Bodzińska, która jednak do kraju nie mogła przyjechać sama. Musiała znaleźć siostrę, która miała pomóc jej w rozpoczęciu działalności apostolskiej. – Polskę już wcześniej znałam i pokochałam. Polska to przygoda mojego życia! – zapewnia Anne Denise, dodając, że pod Wawelem jest bardzo szczęśliwa, mimo że do dziś nie nauczyła się polskiego. Za działalność na rzecz dialogu polsko-żydowskiego w 2006 r. przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów s. Anne Denise została odznaczona tytułem „Człowieka Pojednania”.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół