• facebook
  • rss
  • Osobowość w szkole

    ks. Jacek Stryczek

    |

    Gość Krakowski 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:00

    Katecheta – ksiądz, siostra czy świecki – coraz rzadziej ma możliwości korzystania z autorytetu religii, czyli naturalnego przekonania, że to jest ważne.

    Często jest wręcz odwrotnie. Dzieci, instynktownie czując słabe ogniwo (bo matematyka jest ważna, a religia nie całkiem obowiązkowa), wystawiają katechetów „na próbę”. Na dodatek, jak pisałem ostatnio, na lekcje przychodzą różni, również nieprzekonani, a nawet wrogo nastawieni. Wygląda to trochę tak, jakby żeglarz wciąż żeglował przy złej pogodzie. Ile można? Zapewne niejeden katecheta zadaje sobie takie pytanie.

    W tej sytuacji wyjścia są dwa: albo ktoś utonie, albo udowodni, że jest świetnym żeglarzem. Religia może więc być spędzaniem czasu albo okazją, by katecheta pokazał, że jest osobowością. Że jest kimś. Pewnie, że na to potrzeba czasu. Ale jeśli katecheta wygra, staje się autorytetem. Zawsze mi imponuje, gdy któryś z moich znajomych wygra. Mam takiego jednego – liceum bazuje na jego autorytecie. Czy ma w klasach lepsze dzieci niż w innych szkołach? Pewnie nie. Ale na starcie zupełnie inaczej go traktują. Podziwiam go. Na pewno żyjemy w czasach, w których religia nie cieszy się powszechnym szacunkiem. Nie tylko lekcje religii, ale sama religia. Na pewno przyzwyczajenie ma wielkie znaczenie: wszyscy chodzą, to ja też. Lekcja religii w szkole przestaje więc być lekcją, a staje się walką. O autorytet. Dlatego autorytet katechety jest autorytetem religii. A katecheci nie powinni być przygotowywani jedynie do prowadzenia lekcji, ale do naturalnego przywództwa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół