• facebook
  • rss
  • Kaznodzieja

    ks. Jacek Stryczek

    |

    Gość Krakowski 45/2015

    dodane 05.11.2015 00:00

    Największa różnica pomiędzy księdzem polskim i amerykańskim widoczna jest w czasie kazania.

    U nas kazania są bardzo niedbałe. Niewielu księży pasjonuje się kaznodziejstwem. Amerykański ksiądz, który zwykle dużo mniej pracuje w stosunku do polskiego, jest wszechstronnie wyszkolonym mówcą. Bo kaznodzieja to mówca, pracuje słowem. Jest w to wpisana i wiedza o słuchaczach, i znajomość konkretnych form retorycznych. Bycia mówcą można się nauczyć, jest taka wiedza. Z niewiadomych powodów to prawie w ogóle nie rusza polskich księży. Chętnie podnosi się kwestię męczeństwa w konfesjonale, ale nie ma zwyczaju oceniania jakości kazań.

    Święty Paweł zaznacza: „Prezbiterzy, którzy dobrze przewodniczą, niech będą uważani za godnych podwójnej czci, najbardziej ci, którzy trudzą się głoszeniem słowa i nauczaniem”. Ja sam nie mogę sobie wyobrazić siebie jako osoby, która o to nie dba. Wydaje mi się, że do tego zobowiązałem się w czasie święceń i że to jest moje podstawowe zadanie. Wciąż też nie rozumiem „olewania” kazań w Polsce. Przecież to nasza wizytówka. Jeśli katolik ma osobisty kontakt z Kościołem raz w tygodniu, na Mszy św., a kazanie jest słabe... Co mu zostanie? Jak będzie sobie wyobrażał wagę i znaczenie niedzielnej Eucharystii, do której księża się nie przykładają?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół