• facebook
  • rss
  • Pomógł się podnieść po wojnie

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 49/2015

    dodane 03.12.2015 00:00

    Pierwszy raz zaśpiewali podczas Mszy św. przy ekshumowanych ciałach partyzantów AK, rozstrzelanych w Kasinie Wielkiej.

    Chór Męski im. ks. Józefa Hajduka z Mszany Dolnej obchodzi w tym roku jubileusz 70-lecia. Niedawno chórzyści dziękowali za piękną historię zespołu podczas Mszy św. w kościele św. Michała Archanioła. To parafia matka dla śpiewaków. Chór powstał w 1945 roku. Nie byłoby go, gdyby nie młody mszański wikary ks. Józef Hajduk. – Kończył się powoli czas wojennej pożogi i młody kapłan wpadł na kapitalny pomysł, aby założyć chór. Wiedział, że śpiew daje radość, wypełnia czas, pozwala zapomnieć o trudnych przeżyciach, jednoczy ludzi – wspomina Tadeusz Filipiak, dawny burmistrz Mszany Dolnej, przez wiele lat członek zespołu.

    Pełen elegancji

    Pierwszym dyrygentem chóru został krakowianin Stanisław Maraszewski. Po nim batutę przejął ks. Józef Hajduk, a następnie Władysław Mokwa, który przygodę w mszańskim chórze zaczynał, śpiewając w tenorach. Dyrygenturę łączył z pracą organisty w mszańskiej parafii. – Swoim mistrzowskim kunsztem towarzyszył nam kilkadziesiąt lat. Zawsze pełen elegancji, nawet w dni powszednie za manuałem organów zasiadał w garniturze i białej koszuli pod krawatem – opowiada T. Filipiak. W. Mokwa zmarł w niezwykłych okolicznościach. – Podczas corocznego spotkania opłatkowego dyrygował skomponowaną przez siebie kolędą. Uniósł ręce w górę, by dać sygnał do rozpoczęcia utworu, i wtedy jego serce nie wytrzymało. Upadł na podłogę, nie pomogła długa reanimacja. Pan Władysław zmarł pośród swoich przyjaciół chórzystów, ich rodzin i sympatyków chóru – wspomina T. Filipiak.

    Poczet dyrygentów

    Pod kierownictwem kolejnego dyrygenta – Stanisława Ziębli z Nowego Targu – chór koncertował, śpiewem uświetniał uroczystości kościelne, wyjeżdżał poza granice parafii, a także – dzięki przemianom ustrojowym – po raz pierwszy poza granice Polski. Spotkanie z Janem Pawłem II, serdeczne rozmowy z rodakiem na Stolicy Piotrowej – to bez wątpienia najważniejsze chwile w długiej historii chóru spod Lubogoszczy. Po S. Ziębli chór przejął Kazimierz Piętoń, niezwykle pracowity i uzdolniony organista. To pod jego batutą chórzyści śpiewali napisane przez Haendla dla zespołu mieszanego słynne oratorium „Mesjasz”. Mszański chór był zapraszany na koncerty do sąsiednich parafii, co roku uczestniczył w słynnych Mszach partyzanckich w kościele w Szczawie. Potem Kazimierza Piętonia zastąpił młody absolwent krakowskiej szkoły organistów Piotr Wójcik. Jego dyrygowanie początkowo nie było łatwe. – Oto młokos staje przed historią – wielu chórzystów ma dzieci w wieku nowego dyrygenta. Z czasem zespół i dyrygent „dopasowali się”, a chór zaczął wykonywać coraz to nowe, niełatwe utwory – wspomina dawny burmistrz Mszany Dolnej.

    Na cztery głosy

    Chór Męski im. ks. Józefa Hajduka to dziś ponad 30 śpiewających mężczyzn w różnym wieku. Panowie podzieleni są na cztery głosy. Szczególny deficyt odczuwany jest w tenorach, basy mają się dobrze. – Chórzystów można posłuchać na wszelakich uroczystościach o charakterze religijnym i państwowym. Koncertowali w Budapeszcie i Wiedniu, w Ostrej Bramie i Lwowie, na grobach polskich żołnierzy na Monte Cassino i w krakowskich Łagiewnikach, przed Czarną Madonną na Jasnej Górze i u Gaździny Podhala w Ludźmierzu – wylicza ks. Tomasz Stec, wikary parafii św. Michała Archanioła w Mszanie Dolnej. Niestety, w roku jubileuszowym mszańskiego chóru zmarło dwóch jego członków – Władysław Popiołek oraz Stanisław Rataj. W chórze śpiewali od samego początku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół