• facebook
  • rss
  • Dobrodziej Kościoła i Wawelu

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 50/2015

    dodane 10.12.2015 00:00

    Londyn–Kraków. Andrzej Ciechanowiecki był, rzadko już dziś spotykanym, typem dobroczyńcy i dżentelmena. Wiele zawdzięczają mu świątynia w Krakowie-Mistrzejowicach oraz muzea krakowskie.

    Wydawałoby się, że tablice memorialne, upamiętniające hojnych dobrodziejów, to jedynie zabytki przeszłości, bo po prostu takich ludzi już teraz nie ma. W posadzce kaplicy św. Jana Chrzciciela w kościele pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Krakowie-Mistrzejowicach umieszczono jednak współczesną tablicę tego typu. Odlane w brązie litery układają się w łaciński napis: „D[eo]. O[ptimo]. M[aximo]. Andreas Stanislaus Comes Ciechanowiecki Eques Melitensis Ecclesiae Huius Benefactor 1924–2015” („Bogu Najlepszemu Najwyższemu Andrzej Stanisław Hrabia Ciechanowiecki Rycerz Maltański Kościoła Tego Dobrodziej 1924–2015”.) Ostatnia data została dołączona niedawno.

    Andrzej Ciechanowiecki zmarł bowiem w Londynie 2 listopada. 30 listopada urna z jego prochami spoczęła w krypcie kościoła, którego był głównym fundatorem. Ciechanowiecki urodził się 28 września 1924 r. w Warszawie. Łączyły go silne więzy z Krakowem. Tutaj po wojnie studiował w Akademii Handlowej i na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował jako asystent w Instytucie Historii Sztuki UJ. W latach 50. XX w. był więźniem politycznym. Po uwolnieniu w 1956 r. wrócił do pracy naukowej. W 1958 r. wyemigrował na Zachód. Z czasem stał się znanym londyńskim antykwariuszem i kolekcjonerem. Skupował m.in. dzieła sztuki związane z Polską. Wiele z nich przekazywał następnie do zbiorów w kraju, m.in. na Wawel. W 1986 r. utworzył Fundację Zbiorów im. Ciechanowieckich, która wspiera muzea polskie.

    Dwie trzecie od maltańczyka

    – Wsparciem budowy kościoła w Mistrzejowicach, zainicjowanej przez legendarnego ks. Józefa Kurzeję, zainteresowali go w latach 70. ub. wieku mec. Andrzej Rozmarynowicz, jego przyjaciel z czasów krakowskich, oraz ks. Mikołaj Kuczkowski, wówczas kan- clerz kurii, zaś od 1976 do 1988 r. proboszcz parafii w Mistrzejowicach. Wpływ na to miał zapewne również fakt, że parafia w Mistrzejowicach powstała formalnie z przeniesienia tu siedziby parafii z Pleszowa. Majątek ten należał zaś niegdyś do Kazimierza Osiecimskiego-Czapskiego, dziadka Ciechanowieckiego – mówi dr Jan Leszek Franczyk, znawca historii Kościoła w Nowej Hucie. Początkowo A. Ciechanowiecki zamierzał sfinansować jedynie kaplicę św. Jana Chrzciciela, patrona Zakonu Maltańskiego. Był bowiem Baliwem Wielkiego Krzyża Honoru i Dewocji w Posłuszeństwie istniejącego od 900 lat Suwerennego Rycerskiego Zakonu Szpitalników Świętego Jana Jerozolimskiego, zwanego Rodyjskim i Maltańskim, którego członkowie walczyli niegdyś z mieczem w ręku w obronie wiary, obecnie zaś zajmują się przede wszystkim działalnością dobroczynną. Z czasem jednak zaangażował się finansowo w wyposażenie całej świątyni, zaprojektowanej przez Józefa Dutkiewicza. „Trudno to dokładnie wyrachować, ale myślę, że 2/3 kościoła jest Twoje” – napisał w 1992 r. w liście do A. Ciechanowieckiego ks. Kuczkowski.

    Andrzej Ciechanowiecki sfinansował m.in. zakup marmuru, mebli kościelnych, chrzcielnicy, stacji drogi krzyżowej. Ufundował również w całości znajdujące się we wnętrzu świątyni rzeźby Gustawa Zemły. Wspieranie finansowe z zagranicy budowy kościoła nie było w czasach komunistycznych łatwe. A. Ciechanowiecki zastosował metodę zwaną potem „mistrzejowicką”. Oferował polskim placówkom muzealnym zakup cennych dzieł sztuki za złotówki. Należność była zaś potem przelewana nie na konto firmy A. Ciechanowieckiego, lecz na konto parafii w Mistrzejowicach. Były to ogromne kwoty, np. w 1976 r. – 1,5 mln zł, w 1978 r. – 1,6 mln zł. Przekazywał poza tym oficjalnie i nieoficjalnie, w imieniu Związku Polskich Kawalerów Maltańskich i swoim własnym, znaczne sumy w dewizach. Było tego co najmniej 100 tys. dolarów. Za to wszystko dziękował mu osobiście 22 czerwca 1983 r. papież Jan Paweł II podczas konsekracji kościoła św. Maksymiliana Marii Kolbego, a także kard. Stanisław Dziwisz w trakcie pogrzebu prochów A. Ciechanowieckiego. – Pamiętamy w modlitwach o naszym dobrodzieju. Dzięki niemu świątynia dobrze służy naszej, liczącej obecnie 20 tys. osób, parafii – powiedział ks. Andrzej Kopicz, proboszcz parafii mistrzejowickiej. Kościół w Mistrzejowicach wiążą szczególne związki z Zakonem Maltańskim. Kapelanem Delegatury Małopolskiej ZPKM jest ks. Józef Łuszczek, wieloletni proboszcz mistrzejowicki. – Traktujemy ten kościół jako swój. Przypominają nam o tym m.in. kaplica pw. św. Jana Chrzciciela z krzyżami maltańskimi i grób naszego konfratra – mówi Jerzy Donimirski, krakowski architekt, przedsiębiorca, członek ZPKM. – W liście do mnie z ubiegłego roku A. Ciechanowiecki przypomniał raz jeszcze, że kościół jest w pełni pod opieką związku: „tych więzów nie należy zapominać i tej tradycji należy pilnować” – mówił podczas pogrzebu hr. Aleksander Tarnowski, prezydent ZPKM.

    Hojny mecenas muzeów

    Andrzejowi Ciechanowieckiemu wiele zawdzięczają muzea krakowskie. Darował im lub oddał w depozyt cenne dzieła sztuki. Wynajdował również takie, które następnie kupowali inni, z przeznaczeniem do zbiorów muzeów w kraju. Szczególny sentyment miał do królewskiego Wawelu. „Tęskno mi bardzo za krajem – marzę też o zobaczeniu Wawelu w pełnej oprawie skarbów” – pisał w 1961 r. do prof. Jerzego Szablowskiego, dyrektora Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu. Współpracę z A. Ciechanowieckim dobrze pamięta Jerzy Petrus, wicedyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu. – Miałem rodzinę w Anglii. Co roku jeździłem tam z wizytą. Profesor Szablowski, zdając sobie sprawę z kontroli korespondencji z zagranicy, wpadł na pomysł, że byłbym dobrą osobą do ustnego przekazywania wiadomości między nim a Ciechanowieckim. Uczyłem się więc na pamięć tego, co powiedział mi profesor, przekazywałem to w Londynie Ciechanowieckiemu, potem zapamiętywałem to, co on mi mówił. Tak było za każdym razem. Te informacje dotyczyły poloników wyszukanych przez Ciechanowieckiego na antykwarycznych rynkach europejskich i późniejszego znalezienia darczyńców, którzy by sfinansowali ich zakup – wspomina J. Petrus. Wśród darów A. Ciechanowieckiego na Wawel był m.in. XVI-wieczny obraz Bartela Bruyna Starszego „Zmartwychwstanie”, który został zrabowany ze zbiorów wawelskich przez Niemców.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół