• facebook
  • rss
  • Wnuczek zdemaskowany

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 06/2016

    dodane 04.02.2016 00:00

    Rysował ozdoby na życzeniach wysyłanych i zabieranych do papieża do Watykanu, słuchał opowieści, jak przez kard. Karola Wojtyłę jeden ksiądz... wył. I wcale nie ma żadnych „ale” do obserwacji z nieba.

    Adam Zalewski jest druhem Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Zakopanem. Kiedy przygotowywał ubiegłoroczny koncert „Siła Miłości”, poświęcony ofiarom i więźniom obozu w niemieckim Ravensbrück, wyszło na jaw, że jest jednym z 8 wnuków dr Wandy Półtawskiej. Była ona gościem honorowym tego wydarzenia. Nagle po swoich opowieściach zwróciła się w kierunku druha Zaleskiego z rozkazem: „Powiedz im, że jesteś moim wnuczkiem!”. – I tak zostałem zdemaskowany w swoim środowisku – wspomina A. Zalewski. Ale historii z odkrywaniem, że druh Zalewski to wnuk W. Półtawskiej jest znacznie więcej.

    Lawina pytań

    – Często spotykam różnych ludzi, którzy znają Wandę Półtawską i jej wykłady. Na szczęście rzadko znają wnuki, a jeszcze rzadziej kojarzą wnuki z innym nazwiskiem. Taka anonimowość ma swoje zalety. Kiedyś pewien poważny pan powiedział mi, że nie chciałby mieć takiej rodziny, bo miałby poczucie, że cały czas ktoś go obserwuje z nieba i wszystko widzi – śmieje się Adam i dodaje, że nie ma żadnych „ale” do takich obserwacji z nieba. Bywa i tak, że jest „demaskowany” w bardzo przypadkowych sytuacjach i w różnych miejscach. Jakiś czas temu, podczas konferencji naukowej na Litwie w Wilnie, spotkał dziewczynę z okolic Przemyśla, zafascynowaną jego babcią i jej historią. – Rozmawialiśmy o II wojnie światowej i tak od słowa do słowa słusznie wywnioskowała, że jestem wnuczkiem mojej babci. Potem nastąpiła lawina pytań. Zdarzyło się też, że przypadkowo w zastępstwie zostałem opiekunem grupy kolonijnej z Suwałk, która odwiedziła Zakopane. Okazało się, że panie opiekunki świetnie znają babcię, bo chodziły na jej wykłady w Suwałkach. Sytuacja wyszła zupełnie przypadkowo. Jedno dziecko zachorowało i trafiło do mojej mamy, która jest lekarzem. Mama wypisała receptę, kierowniczka skojarzyła nazwiska i do końca kolonii musiałem się bacznie pilnować – śmieje się Adam.

    Poza szlakiem i na dziko

    W. Półtawska zawsze lubiła górali i dobrze czuła się w górach. Wspominała, że góry dają niesamowitą wolność i swobodę. – Niewiele miałem okazji chodzić z nią po Tatrach. Pewnie dlatego, że jak się urodziłem i byłem gotów do takich eskapad, to babcia już więcej czasu spędzała w Beskidach, doceniając ciszę, mniej strome i kamieniste ścieżki. Z opowieści rodzinnych wiem, że w wyprawach ceniła sobie mało uczęszczane drogi, wręcz chodząc poza szlakami i na dziko, co czasem powodowało zabawne sytuacje i późne powroty do domu – wspomina druh Adam. Przytacza też historię, kiedy ciocia Ania, córka Wandy Półtawskiej, jeździła z Karolem Wojtyłą i jednym z księży na nartach. – Nieuchronnie zbliżała się godzina wyjazdu zaprzyjaźnionego księdza, który był umówiony na spotkanie, chyba w Krakowie. Poinformował Karola Wojtyłę o tym, że już czas i muszą kończyć, bo mieli wracać razem. A ten odpowiedział, że jeszcze norma nie wyrobiona, liczba zjazdów nie wykonana i pojadą, gdy skończy. Ksiądz odparł, że jeśli natychmiast nie pojadą, to będzie siedział pod wyciągiem i będzie wył. Skończyło się tak, że przyszyły papież jeździł, a wspominany duchowny faktycznie wył – opowiada wnuk W. Półtawskiej.

    Jak nie przegrać życia

    Dla zakopiańskiego druha najważniejsza korzyść z posiadania takich dziadków to obserwacja ich życia. – Patrzę na wsparcie, jakim się darzą, jak się uzupełniają i jak wspólnie przeżywają życie, jak pielęgnują swoje uczucie. Mam nadzieję, że właśnie tak kiedyś w przyszłości będzie wyglądać moje małżeństwo. Dziadek i babcia wydają się być przeciwieństwami – lekarz i filozof, mają odmienne podejście do życia, ale ich uczucie i wzajemny szacunek mogą być wzorem i cieszę się, że mogę to obserwować – podkreśla. A. Zalewski dziś ma niespełna 30 lat. Im jest starszy, tym bardziej bierze do serca nauki babci. – Ona zawsze stara się na swój sposób pomagać wnuczkom, wskazując odpowiednią drogę. Nie zawsze jest to miłe, ale zawsze wynika z troski i jest szczere. Radzi nam, żeby żyć zgodnie z przykazaniami i nauczaniem Kościoła. Czyli mówi to, co podczas wykładów – żeby do miłości podchodzić tak, jak nauczał Jan Paweł II. Radzi, jak dbać o dziewczynę, narzeczoną, żonę. Jak znosić niewielkie trudności i te większe też, że dobra materialne to nie jest to, co najistotniejsze. Ważne jest, żeby działać razem i wzajemnie się szanować. Mówiąc wprost – babcia, pewnie jak każda inna babcia, używając całej swojej wiedzy, radzi, jak nie przegrać swojego małżeństwa i życia w sensie duchowym – mówi Adam.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół